Audio–Reaktywacja: Garrard SP25 mkIV

0
951

Do naszego serwisu trafił pochodzący z połowy lat 70. brytyjski gramofon Garrard SP25 mkIV (idler, półautomat) – pierwsze egzemplarze tego gramofonu pojawiły się na rynku w roku 67, wersja mkIV zadebiutowała w 74 (serwisowany przez nas model występował w wersji ze wzmacniaczem Klinger KC 360). Ponieważ jesteśmy wielkimi miłośnikami starych konstrukcji audio ucieszył nas fakt, że właściciel postanowił naprawić tę leciwą maszynę. Gramofon był już trochę zmęczony, co oczywiście ze względu na podeszły wiek nie było szczególnie zaskakujące. Swoje przeżył i dawno mógłby już trafić do utylizacji, ale na szczęście trafił do serwisu!

Na pierwszy rzut oka najsłabiej prezentowało się ramię Garrarda. Brak łożyska igłowego, które wypadło i gdzieś zaginęło, sprawiał, że ramię po prostu rozsypywało się. Naprawa ramienia była warunkiem dalszej restauracji sprzętu. Kiedy dorobione łożysko trafiło w końcu na swoje miejsce można było podjąć próbę uruchomienia aparatury. 

Garrard był gotów żeby zakręcić talerzem, jednak jego automatyka nie chciała obsługiwać ramienia. Była nadzieja, iż powodem okaże się zablokowana dźwignia startu. Niestety po jej naprawie ramię nadal nie chciało współpracować. Rozpoczął się bardzo drobiazgowy przegląd podzespołów automatyki Garrarda. Mosiężne elementy były w dobrym stanie ale z aluminiowymi czas nie obszedł się łaskawie. Jednym z nich był zabierak, który jak się okazało zablokował całą automatykę gramofonu. Po regeneracji zabieraka nastąpił ponowny rozruch, i choć ramię pracowało teraz bez zarzutu, w głośnikach niestety panowała smutna cisza.

Diagnoza usterki nie trwała jednak zbyt długo. Jak się okazało ciszę zasiał przepalony bezpiecznik i po jego wymianie wreszcie pojawił się dźwięk! Aby poprawić jakość tego dźwięku Garrard otrzymał nową igłę. Jeszcze tylko regulacja ustawień ramienia – odpowiednia siła nacisku oraz antyskatig – i można było przejść do etapu testowania aparatury.

Gerrard nas zaskoczył. Pod Klingerem zagrał mocnym, żywym dźwiękiem. Bas był głęboki, średnica i góra soczysta. I to zarówno pod współczesnymi głośnikami Sony, jak i na bardziej do niego pasujących wiekowych Tandbergach. Zestaw zaprezentował się mocno (choć to tylko 10W dla 8Ω) i dynamicznie. Wszystko oczywiście w granicach tego co można oczekiwać po aparaturze tej klasy, wszystko w granicach vintage.

Od Garrarda powiało starą szkołą. Zmęczonym sterylnością brzmień cyfrowych, zdarza się zatęsknić za analogowym trzaskiem, niską dynamiką. Za minionym szumem, akceptowalnym, a nawet nieakceptowalnym poziomem zniekształceń. To wszystko zaoferował nam wiekowy Garrard. Cóż, mamy nadzieję, że udało się przywrócić choć odrobinę jego dawnego blasku, że będzie jeszcze długo cieszył swoim oldschoolowym brzmieniem. Na pożegnanie wyczyszczono mu potencjometry. I jeszcze tylko sesja fotograficzna na pamiątkę…

Aby wszystko zabrzmiało adekwatnie, do testów wykorzystaliśmy muzykę z czasów młodości Garrarda. Zagrały Czerwone Gitary, zaśpiewała pani Danuta Rinn i pan Jerzy Połomski. Dziękujemy.

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o