Audiofilia – Pasja czy choroba?

0
23

Właściwie sam nie do końca wiem, jak sformułować jasną odpowiedź na takie pytanie.

Bo czym jest to zjawisko?

Dla ludzi, którzy sami uważają się za audiofili, bezsprzecznie jest to pasja. Dla wielu absolutnie najważniejsza w życiu. Byliby w stanie poświęcić dla niej dużo, lub niemal wszystko, gdyby zaszła taka konieczność.

Audiofilia polega w ogólnym skrócie na poszukiwaniach dźwięku. Dźwięku najlepszej jakości jaką tylko można osiągnąć.

Poziom jakości zgromadzonych przez audiofila urządzeń, może się zmieniać w zależności od posiadanych zasobów finansowych. Co jakiś czas czują nieodpartą potrzebę dokonania zmian w swoich domowych zestawach audio. Nie robią tego po to, żeby coś zmieniać dla samego tylko faktu zmian. Nie robią tego również z powodu nudy.

Zawsze i wszędzie widzą możliwość wprowadzenia w swój tor audio czegoś, co ich zdaniem polepszy brzmienie, naturalność, przestrzeń, czyli w efekcie wpłynie na dużo doskonalszy odbiór muzyki. Bardzo często cyklicznej wymianie ulegają głównie wzmacniacze. Odtwarzacze i głośniki również bywają wymieniane co rok, lub dwa.

Natomiast bodaj najczęściej wypróbowywane są wszystkie elementy połączeniowe: kable głośnikowe, interconecty, przewody zasilające itp.

Oczywiście otoczenie zazwyczaj jest zdziwione takim podejściem i postępowaniem.

Z doświadczenia wiem, że mało który rasowy audiofil może liczyć na zrozumienie i daleko idące wsparcie ze strony partnerki lub partnera życiowego. Tych, którzy mogą, można zapewne policzyć na palcach jednej dłoni i prawdopodobnie są jednymi z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Również wśród najbliższych znajomych, jego pasja jest traktowana jako coś w rodzaju nieszkodliwego dziwactwa.

Generalnie większość osób dotkniętych audiofilią jest w pewnym sensie skazana na coś w rodzaju samotności w swoim uwielbieniu dźwięku.

Dlatego chętnie uczestniczą w każdej ciekawej imprezie związanej z ich zainteresowaniami.

A takich imprez na świecie jest całkiem sporo. Tak jak miłośnicy komiksów nie śpią nocami myśląc o zbliżającym się kolejnym zlocie fanów tego gatunku, tak audiofile nie mogą doczekać się kolejnych imprez, na których zostaną przedstawione nowości z zakresu sztuki audio.

W Polsce, najpopularniejszą tego typu imprezą jest Audio-Show.

Dla każdego szanującego się audiofila jest to dodatkowa gratka. Bo nie dość, że przez cały dzień napatrzy się na nowe urządzenia, które dopiero co weszły na rynek, lub dopiero mają wejść, ale w dodatku ma szanse spotkania wielu jemu podobnych maniaków sprzętu.

Celowo nie napisałem, że ma szansę spokojnie i uważnie posłuchać wszystkich nowych konstrukcji, które mogłyby go zainteresować, bo akurat ze słuchaniem na takich imprezach nie jest najlepiej.

Tysiące ludzi kręci się po pokojach wystawowych. W każdym coś gra. W każdym dystrybutor, lub często nawet sam konstruktor osobiście, zachwalają swoją najnowszą propozycję.

Rzecz jasna jest ona zawsze lepsza i doskonalsza od poprzednich. Nieważne czy to prawda, czy zwykły marketing.

I rzeczywiście statystyczny audiofil byłby najszczęśliwszą istotą we Wszechświecie, gdyby mógł się o tym wszystkim przekonać na własne uszy.

Ale nie może.

Powód tej niemożności jest bardzo prosty. Na takich targach, czy odbywają się w Polsce, czy gdzie indziej, sytuacja jest zawsze identyczna.

Olbrzymia ilość przemieszczających się zwiedzających, którzy powodują nieustanny szum, prowadząc nieskrępowane rozmowy, szurając obuwiem i zadając ciągłe pytania skierowane do wystawców, skutecznie uniemożliwia skupienie się na odsłuchu.

Poza tym, w budynku gdzie jednocześnie działają setki, o ile nie tysiące elektrycznych urządzeń wpiętych w sieć energetyczną, jakość i czystość prądu jest bardzo zła.

Wpływa to w sposób bardzo istotny na dźwięk prezentowanych sprzętów. Częstokroć żadne, nawet najbardziej wymyślne kondycjonery sieciowe, mające za zadanie „czyścić” i stabilizować prąd, nie dają sobie rady.

Dlatego na tego typu imprezach nie warto nastawiać się na dokładniejsze zapoznanie z jakością wystawowych klocków. Po prostu to niemożliwe

Ale jak już pisałem taki „Zlot Druidów” jest świetnym miejscem na pogawędkę z kimś kto audiofila zrozumie. Można wymienić opinie i spostrzeżenia, nawiązać ciekawe znajomości, które mają szansę przetrwać wiele lat.

Dzięki temu świat audiofila staje się piękniejszy.

Po jakimś czasie znowu nachodzi go myśl o ulepszeniu swojej domowej kapliczki.

Rozpoczynają się kolejne już poszukiwania, łowy, działania rozpoznawcze. W końcu udaje mu się nabyć coś, co rzeczywiście poprawi brzmienie jego zestawu.

Myślicie, że spocznie na laurach? Jeżeli tak, to mylicie się bardziej niż Wam się wydaje.

Za rok lub nawet krócej, postanowi znowu coś dodać, coś ulepszyć. Albo będzie chciał kupić kolejne urządzenie, albo zechce poddać tuningowi (podrasowaniu) to które już ma.

I tak w kółko. Przez większość życia.

To odwieczna „pogoń za króliczkiem”, lub jak kto woli poszukiwanie Świętego Gralla.

Tym Grallem i Króliczkiem, jest w tym przypadku Dźwięk Doskonały i Idealny.

Przed każdym człowiekiem dotkniętym audiofilią, droga poszukiwań jest niezwykle długa i na ogół nigdy się nie kończy.

A teraz sami odpowiedzcie sobie na pytanie.

Audiofilia to pasja, czy choroba?

Moja znajoma wysunęła kiedyś tezę, że być może to jednak rodzaj zboczenia. Powiedziała to żartem, ale kto wie?

Marek „Maro” Kulesza

Więcej artykułów na temat urządzeń audio, możecie przeczytać na naszej innej stronie:

iviteraudio.pl

W całości jest ona poświęcona tej tematyce. Znajdziecie tam nie tylko Artykuły, ale również Testy różnych sprzętów, Felietony luźno nawiązujące do tej tematyki. Znajdziecie również teksty o Muzyce i legendarnych Płytach.

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments