Bohaterowie, imigranci, najeźdźcy, czyli opowieści o kosmicznych rozbitkach w fikcji

0
13

Od kiedy pojawiły się pierwsze relacje na temat istot pozaziemskich, ludzkość zaczęła się zastanawiać nad tym jacy ci kosmici tak naprawdę są. A że nie mieliśmy żadnego innego wzorca inteligentnych istot, mierzyliśmy ich podług własnej miary. Wyobrażaliśmy sobie, że są to badacze przeprowadzający na nas i na naszych zwierzętach eksperymenty. Spodziewaliśmy się, że chcą nas zaatakować i podbić. Zastanawialiśmy się jak dziwna i barbarzyńska musi być dla nich nasza cywilizacja.

A potem – być może nawet zainspirowani historiami o tym, że znaleziono pozostałości po nieznanych technologiach – pojawiły się opowieści o kosmitach rozbitych na Ziemi i próbujących jakoś rozeznać się w zastanej rzeczywistości.

Kosmici jako bohaterowie

Jednym z pierwszych przykładów kosmity rozbijającego się na Ziemi jest Kal-El, czyli Superman. Z tym, że w jego przypadku rozbicie było zamierzone. Jak powszechnie wiadomo mały Kal-El został wysłany w kapsule ratunkowej, aby znaleźć sobie nowy dom i być jedynym ocalałym mieszkańcem Kryptona. Następnie został przygarnięty przez bezdzietną parę farmerów i spędził większość swojego życia w Kansas jako Clark Kent.

W przeciwieństwie do innych omawianych tu przykładów, Superman był wychowywany przez ludzi i żył wśród nich od lat niemowlęcych. Właściwie czuje on większą więź z Ziemią, niż ze swoją rodzinną planetą (choć z czasem stara się odkryć swoje korzenie – poznać innych Kryptonian i dowiedzieć się jak najwięcej na temat kryptońskiej kultury). Jednocześnie Superman od zawsze czuł się trochę wyalienowany ze względu na swoje zdolności – supersiła, superszybkość i superzmysły sprawiają, że jego percepcja rzeczywistości jest zupełnie inna niż percepcja przeciętnego człowieka. Zarazem Superman ukrywa swoją niezwykłość pod postacią Clarka Kenta, ponieważ mogłaby ona przyciągnąć niezdrową ciekawość i doprowadzić do jeszcze większej alienacji.

Clark Kent jest ludzki – wygląda jak człowiek, ma ludzkie problemy i uczucia, a ponadto chce być człowiekiem. W założeniu ma sobą reprezentować najlepsze cechy ludzkości: odwagę, mądrość, współczucie, pragnienie pomagania innym, wierność ideałom… Superman ma wzbudzać nadzieję tym, którzy tej nadziei potrzebują. Ten element ludzki widać również w jego dwóch przydomkach – „Człowiek ze Stali” i „Człowiek Jutra”.

Niemniej jednak aspekt jego kosmicznego pochodzenia jest nieraz podnoszony – są w uniwersum DC ludzie, którzy nie ufają Supermanowi ze względu na to, że jest kosmitą o niesamowitych mocach. Dość często ta nieufność jest źródłem niechęci Lexa Luthora do Człowieka ze Stali i Kryptonnian w ogóle. Ale też kiedy na Ziemi pojawiają się Kryptonianie, którzy nie są ani Supermanem, ani jego kuzynką, Supergirl, nowo zdobyte moce (pamiętajmy, że większość z nich opiera się na radiacji żółtego słońca) sprawiają, że prędzej czy później decydują się oni dokonać inwazji na nasz świat i uczynić z niego Nowy Krypton.

Kiedyś opowiadaliśmy o koledze Supermana z Ligi Sprawiedliwych – J’onnie J’onzzie, czyli Marsjańskim Łowcy. On też jest do pewnego stopnia rozbitkiem – został sprowadzony na Ziemię za pomocą teleportu wynalezionego przez pewnego naukowca, zanim jednak mógł zostać sprowadzony z powrotem na Marsa, wynalazca zmarł na serce, zabierając tajemnice działania swojego urządzenia do grobu. Ponieważ marsjańska technologia teleportu byłajeszcze w powijakach, J’onnowi nie zostało nic innego jak tylko czekać na pomoc. Jednakże po przyjrzeniu się Ziemianom i odkryciu, że borykają się oni z przestępczością (problemem, który na Marsie został już dawno rozwiązany) postanowił, że przyjmie ludzką postać i pomoże nam w walce ze zbrodnią.

Tak oto J’onn Jonzz stał się detektywem Johnem Jonesem, wykorzystującym swoje zdolności telepatii, niewidzialności, zmiany kształtu i innych supermocy, aby rozwiązywać zagadki kryminalne. Później zaś stał się jednym z członków założycieli Ligi Sprawiedliwych i walczył z o wiele bardziej nadnaturalnymi przeciwnikami.

I o ile Superman wychował się na Ziemi i dlatego uważa ją za swoją, o tyle Marsjański Łowca wspomina Marsa, tęskni za nim i za swoją rodziną (zwłaszcza kiedy wprowadzono wątek czystek etnicznych, których Biali Marsjanie dokonali na Zielonych Marsjanach, czyniąc z J’onna ostatniego ocalałego), ale z czasem zaczyna traktować Ziemię jako drugi dom, a innych członków Ligi za swoją drugą rodzinę. Również wydarzenia z Czerwonej Planety pomogły mu spojrzeć świeżym okiem na nasz, bądź co bądź, nie pozbawiony uprzedzeń i przemocy świat.

Kosmici jako imigranci

Resident Alien to seria komiksów Petera Hogana i Steve’a Parkhouse’a, wydawana przez Dark Horse Comics. W tym roku, na kanale SyFy, premierę miała jej telewizyjna adaptacja z Alanem Tudykiem w roli kosmity Harry’ego Vanderspeigle’a.

Harry w materiale źródłowym jest badaczem, wysłanym po to, aby przechwycił rozbitą na Ziemi sondę obserwacyjną, aby w ręce Ziemian nie wpadła obca technologia. Niestety, rozbił się, a że prośba o pomoc zapewne dotarłaby na jego planetę z naprawdę dużym opóźnieniem, Harry musiał czekać na ratunek bardzo długo. Dlatego ukradł trochę pieniędzy i ubrań z pobliskiego centrum handlowego, aby jakoś przeżyć na obcej planecie (przy czym zamierzał potem oddać pieniądze, jak już zarobiłby na swoje potrzeby). Następnie osiadł w małym miasteczku Patience i zaszył się w chatce nad rzeką, przyjmując tożsamość doktora Harry’ego Vanderspeigle’a. Pewnego dnia Harry zostaje poproszony przez policję o pomoc w autopsji lokalnego lekarza, Sama Hodgesa, który został znaleziony martwy w swoim gabinecie; z kolei burmistrz Petience prosi kosmitę, aby przez pewien czas zastępował zmarłego w klinice i leczył mieszkańców. Komiksowy Resident Alien opowiada z jednej strony o tym jak Harry rozwiązuje różne zagadki kryminalne (poczynając od morderstwa Sama Hodgesa), a z drugiej – o tym jak przyzwyczaja się do życia na Ziemi i się na niej zadamawia.

Sam termin „resident alien” odnosi się do pochodzącego z obcego kraju rezydenta Stanów Zjednoczonych, który nie jest obywatelem USA, ale ma zieloną kartę albo przeszedł „test istotnej obecności”. To imigrant, który ma prawo do pobytu stałego w USA, ale nie ma jeszcze obywatelstwa. Tytuł komiksu to zarówno żart słowny („alien” znaczy „kosmita”, ale też „obcokrajowiec”), jak i odniesienie do sytuacji Harry’ego na przestrzeni pięciu komiksów. W pewnym momencie, widząc Statuę Wolności, która miała witać przybyszy z innych krajów, główny bohater zdaje sobie sprawę, że sam jest jak imigrant z obcego kraju, który musi zapomnieć o swojej przeszłości i ułożyć sobie życie w nowym miejscu.

Kosmici, jako metafora uchodźców i imigrantów, pojawia się od czasu do czasu w fikcji, zwłaszcza że można pokazać przez pryzmat percepcji kosmity szok kulturowy, uprzedzenia lokalnej ludności, poczucie alienacji, ale też adaptację do nowego otoczenia i odnajdywanie własnego miejsca w obcym kraju. W takim przypadku jakaś tajna agencja, szukająca ukrywających się kosmitów może nawet być – do pewnego stopnia – metaforą różnych instytucji i agencji rządowych, które mają za zadanie monitorować imigrantów, a nawet ich deportować. Wtedy ukrywanie się przed nimi ociera się o metaforę ukrywania się przez nielegalnych imigrantów przed urzędem imigracyjnym albo postrzeganych jako zagrożeniechociaż nie jest to do końca trafna metafora – w końcu tajne agencje interesują się kosmitami również ze względu na technologię i to, co obca cywilizacja ma do zaoferowania lub czym nam zagraża.

Kosmici jako najeźdźcy

Jednocześnie główny bohater w komiksach i w serialu Resident Alien to dwie zupełnie różne osoby.

Podczas gdy Harry w komiksach to badacz i sympatyczny uchodźca, znajdujący swoje miejsce na Ziemi, w serialu tytułowy kosmita już od samego początku kreowany jest na najeźdźcę. Jego misją jest zniszczenie ludzkości, ale nagła burza doprowadziła do tego, że się rozbił, a specjalne urządzenie do wyeliminowania ludzkiej rasy, zaginęło w mroźnych rejonach Kolorado. Aby je znaleźć, zabija doktora Harry’ego Vanderspeigle’a i przejmuje jego tożsamość. Pewnego dnia przybywa do niego dwoje policjantów, którzy proszą go o dokonanie autopsji na lokalnym lekarzu. Nieco później burmistrz prosi go o to, aby przez jakiś czas pracował w lokalnej klinice, dopóki nie znajdzie się zastępstwo. W serialu wątek kryminalny schodzi na dalszy plan, bo główną osią fabularną jest nienawidzący ludzkości kosmita, który jednak im dłużej pozostaje w ludzkim ciele i wśród Ziemian, tym bardziej sam staje się ludzki i zaczyna mu zależeć na poszczególnych mieszkańcach Patience.

Te radykalne różnice wywodzą się z wizji artystycznych Petera Hogana i twórcy serialu, Chrisa Sheridana. Hogan uważał, że wizja „kosmitów jako potworów i najeźdźców stała się przestarzała” i dlatego chciał, aby jego bohater był bardziej sympatyczną postacią. Stąd też komiksowy Harry czuje się całkiem dobrze w Patience, szybko staje się częścią lokalnej społeczności i zyskuje nowych przyjaciół. Jest też o wiele lepiej przystosowany do życia wśród ludzi i zna się na medycynie, bo nauczył się różnych rzeczy z ludzkich książek. Tymczasem Sheridan chciał, aby jego bohater zaczynał jako ktoś, kto nienawidzi ludzkości i chce ją zniszczyć, ale z czasem przechodzi przemianę i coraz bardziej dochodzi do wniosku, że są pewne powody, dla których ludzkość jest warta ocalenia. Stąd też serialowy Harry zachowuje się dziwnie, jest skory do przemocy i nie rozumie pewnych podstawowych konceptów związanych z zachowaniami społecznymi (jako lekarz też pozostawia wiele do życzenia).

Coś, co idealnie pokazuje kontrast między tymi dwiema wersjami tego samego bohatera, to sposób, w jaki podchodzą one do sytuacji, w której okazuje się, że ludzkie dziecko potrafi przejrzeć ich ludzką powłokę – podczas gdy komiksowy Harry unika małej Honey (która po wizycie u doktora Vanderspeigle’a narysowała jego prawdziwą postać), bo obawia się, że dziewczynka niechcący go wyda, Harry serialowy postanawia zabić małego Maxa i traktuje go potem jak swojego arcywroga (również dlatego, że chłopiec próbuje go zdemaskować, pomimo tego, że nikt mu nie wierzy).

Harry serialowy jest antytezą swojego komiksowego pierwowzoru, ale jest też typem kosmity, który nie rozumie pewnych ludzkich zachowań i uważa je za bezsensowne. To też jest, w pewnym sensie, szok kulturowy, bo kosmici w fikcji mają kulturę, która może i trochę przypomina naszą, ale bardziej stechnicyzowaną i ulegającą stagnacji, za to mniej skupioną na relacjach społecznych. Kosmita, który zaczyna jako najeźdźca, ale rozbija się na naszej planecie, uważa ludzkość za zbyt chaotyczną, zbyt prymitywną i zbyt skłonną do autodestrukcji, aby pozostawić ją przy życiu. Bo jeśli ludzkość zostanie pozostawiona sama sobie i zacznie kolonizować wszechświat, sprowadzi na niego swoją chaotyczność, co na dłuższą metę może być niebezpieczne.

Harry ma niskie mniemanie o ludzkości, ale ponieważ wiele rzeczy w niej jest dla niego czymś nowym, tak jakby wbrew sobie jest nią coraz bardziej zafascynowany. Lubi Prawo i Porządek, lubi pizzę i zaczyna się nawet przekonywać do co poniektórych ludzi w Patience. O tym, że zaczyna się aklimatyzować na Ziemi i traktować ją jak drugi dom, świadczy to, że w piątym odcinku ma sen, w którym ma żonę, dziecko i domek na przedmieściach i czuje się dobrze wśród ludzkich sąsiadów. Sen zamienia się jednak w koszmar, kiedy nagle aktywowane zostaje jego urządzenie i wszyscy jego sąsiedzi rozpływają się w powietrzu.

Trochę inaczej do wątku rozbitych na Ziemi najeźdźców podchodzą twórcy Ricka i Morty’ego, Mike McMahan i Justin Roiland, którzy rok temu wypuścili serial animowany Spoza Układu (Solar Opposites). Naszych bohaterów – czwórkę kosmitów z planety Shlurp – poznajemy już kiedy od dłuższego czasu przebywają na Ziemi. Sama planeta Shlurp uległa zagładzie, toteż 100 dorosłych wraz z replikantami zostało wysłanych w różne zakątki wszechświata w poszukiwaniu nowego domu do zasiedlenia. Główni bohaterowie – Korvo, Terry, Yumyulack i Jesse – rozbili się na Ziemi i odtąd żyją sobie wśród ludzi, którzy nie zwracają szczególnej uwagi na to, że ich sąsiadami są kosmici, a co najwyżej denerwuje ich pojawiające się co jakiś czas „fantastyczno-naukowe zamieszanie”. No, bo wiadomo, że kosmici będą tworzyć sztuczną inteligencję, klony, promienie zmniejszające i inne dziwne rzeczy, które wprowadzą niepotrzebny chaos do sąsiedztwa.

Jeśli chodzi o stosunek Shlurpian do Ziemi, można zauważyć dwa oddzielne obozy: Korvo i Yumyulack nie znoszą Ziemi, z kolei Terry i Jesse uwielbiają i chcą na niej pozostać. Korvo wręcz skoncentrowany jest na pracy i na misji, która polega na przygotowaniu pewnego stworzonka do terraformacji Ziemi, aby przypominała Shlurp, zaś Terry jest zbyt zaabsorbowany tym, co Ziemia ma do zaoferowania, aby zajmować się pracą. Ich replikanci chodzą do szkoły i chcą być popularne, ale Yumyulack lubi porywać ludzi i zmniejszać ich do eksperymentów, podczas gdy Jesse jest otwarta na nowe przyjaźnie.

W przeciwieństwie jednak do serialowego Resident Alien, choć wiele odcinków Spoza Układu opiera się na tym, że kosmici stykają się z jakimiś elementami ziemskiej kultury i nawet znajdują rzeczy, które im się podobają, koniec końców tutaj nie chodzi o to, że kosmiczni najeźdźcy się do nas przekonują, tylko, że każde ich przedsięwzięcie kończy się spektakularnym fiaskiem, bo czegoś nie przewidzieli. Czasami Shlurpianie wydają się postrzegać pewne rzeczy podobnie do Ziemian, a czasami wręcz przeciwnie – mają zupełnie inne podejście do kwestii moralnych. Przy czym sama kwestia terraformacji Ziemi kosztem ludzkości nie jest za często przytaczana ani przypominana, bo w serialu nacisk postawiony jest na codzienne problemy kosmitów i ich szalone przygody, a nie na tym, co zamierzają zrobić w przyszłości z naszą planetą. Podczas gdy w Resident Alien potencjalna zagłada ludzkości wisi nad całą fabułą jak cień, Spoza Układu poświęca się jej tylko jedną scenę.

Jeśli w fikcji najeźdźca rozbija się na Ziemi, jest to pierwsza z wielu przeszkód na drodze do wykonania zadania. W bardziej komediowych lub rodzinnych utworach, te przeszkody będą bardzo przyziemne. Życie jest nieprzewidywalne, tak samo jak ludzie, a nie ma nic śmieszniejszego niż zaawansowani technicznie kosmiczni najeźdźcy, którzy muszą się użerać z ziemską zwierzyną, transportem miejskim lub sirytującymi sąsiadami.

Obojętnie, czy kosmici są u nas tylko przez przypadek, czy też mają wobec nas jakieś zamiary, większość opowieści o nich jest tak naprawdę o nas – o ich stosunku do nas, o tym, jak sobie z nimi radzimy i o tym, w czym ci obcy nas przypominają, a czym się od nas różnią. I też kosmici rozbijający się na Ziemi mają unikalny wgląd w nas, jako że muszą przetrwać na naszej planecie. Jednocześnie są zmuszeni wyrobić sobie o nas pogląd, obojętnie czy nas tylko obserwują, czy wchodzą z nami w interakcje. To z kolei pozwala autorowi na pewne refleksje na temat ludzkości jako takiej.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments