Opera kosmiczna – Science-Fiction Wyjaśnione

0
161
Buck Rogers – klasyczna opera kosmiczna – zaczynał jako seria komiksów, ale wkrótce powstały jego adaptacje radiowe i serialowe.

Ach, kosmos – bezkresna przestrzeń, pełna niewiadomych, a przeto idealna do tego, aby uczynić ją miejscem akcji utworów science-fiction. W kosmosie można umieścić fantazyjne rasy kosmitów żyjących na Marsie, Wenus albo w dalekich galaktykach; a także planety, które niby są podobne do Ziemi, ale na których pewne rzeczy są inne – niebo ma zielony kolor, czas idzie wolniej, a dinozaury nigdy nie wyginęły. Podróże kosmiczne i pozaziemskie cywilizacje są jednymi z najczęściej pojawiających się motywów w science-fiction i nie bez powodu – ludzkość od wielu lat marzy o podboju kosmosu.

Jednym z najważniejszych podgatunków fantastyki naukowej jest tak zwana opera kosmiczna (space opera), z którą kojarzymy dzisiaj wszelkie science-fiction dziejące się w przestrzeni kosmicznej i na innych planetach. Warto jednak zaznaczyć, że o wiele wcześniej podgatunkiem, który obracał się wokół obcych planet, był tak zwany romans planetarny (planetary romance), którego sztandarowym przykładem jest Księżniczka Marsa. Różnica między romansem planetarnym a operą kosmiczną jest taka, że o ile w tym pierwszym mamy epicką przygodę na egzotycznie wyglądających planetach, o tyle w tym drugim nacisk położony jest na podróż międzyplanetarną i konflikt między przeciwnymi frakcjami z wysokozaawansowaną technologią.

Star Trek stanowi sztandarowy przykład kosmicznej opery i wiele z zawartych w nim wątków pojawia się w utworach z tego podgatunku.

Mimo że ślady pierwszych oper kosmicznych można znaleźć już w dziewiętnastowiecznej literaturze francuskiej i angielskiej (a William Cole uważa, że pierwszą operą kosmiczną z prawdziwego zdarzenia było The Struggle For The Empire: A Story of the Year 2236), tak naprawdę to opowiadania w pulpowych magazynach i słuchowiska radiowe zwiastowały rozkwit podgatunku na dobre. Sama nazwa „opera kosmiczna” odnosiła się właśnie do słuchowisk radiowych i miała pejoratywne znaczenie. Tak jak „opera mydlana” odnosiła się do melodramatycznych serii radiowych (sponsorowanych przez wytwórców mydła), a „opera końska” (horse opera) – do słuchowisk westernowych, „opera kosmiczna” była na początku terminem określającym „banalny, przemielony, śmierdzący, przestarzały, kosmiczny tasiemiec” – innymi słowy: ciągnący się, melodramatyczny serial, który powtarza wytarte schematy i tak się składa, że dzieje się w kosmosie. Autorem określenia był Wilson Tucker, wydawca fanzinu La Zombie, i choć przez jakiś czas opery kosmiczne były bardzo popularne, szybko stały się wtórne i wkrótce zaczęto spoglądać na nie krzywo. Jednakże w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych podgatunek zaczął być znów postrzegany w bardziej pozytywnym świetle, po części za sprawą nostalgii za najlepszymi przykładami oper kosmicznych, a po części dlatego, że powstawały nowe, dobrze napisane opery kosmiczne autorstwa, na przykład, Paula J. McAuleya (Czterysta miliardów gwiazd), M. Johna Harrisona (The Century Device), czy C. J. Cherryh (cykl Unia//Sojusz). Swoje zrobiła również telewizja, która wprowadziła podgatunek do głównego nurtu za sprawą takich seriali jak Zagubieni w kosmosie, Battlestar Galactica czy Star Trek. Wiele z późniejszych, ważniejszych utworów popkultury zostało nazwanych operami kosmicznymi (i sztandarowym przykładem są tu Gwiezdne Wojny), ostatecznie jednak została ona uznana za właściwy podgatunek science-fiction dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Strażnicy Galaktyki czerpią garściami z klasycznych oper kosmicznych i stanowią współczesny przykład podgatunku.

Do oper kosmicznych zalicza się takie utwory jak: trylogia Fundacji Asimova, seria Diuna Franka Herberta, seriale Flash Gordon, Ucieczka w kosmos, Babilon 5, Firefly, komiksy Valerian, czy chociażby filmy Gwiezdne Wrota, czy Strażnicy Galaktyki. Opera kosmiczna obecna jest również w grach – Mass Effect czy Halo to najnowsze serie gier, które można zakwalifikować do oper kosmicznych. Najciekawsze jest to, że pierwszy filmowy przykład podgatunku to duński film Himmelskibet (tłumaczony w Ameryce jako Wyprawa na Marsa albo Excelsior) z 1918 roku.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o