Polska Gwiaździsta, czyli nasza przyszłość w sektorze kosmicznym

0
82

Sektor kosmiczny rozwija się w niesamowitym tempie, zwłaszcza za sprawą projektów komercyjnych. Polska już od jakiegoś czasu rozwija się prężnie w tym zakresie, głównie za sprawą współpracy międzynarodowej i firm prywatnych.

W poniedziałek, 23 listopada, portal Kosmonauta.net doniósł o powstaniu nowej jednostki Akademii Górniczo-Hutniczej – Centrum Technologii Kosmicznych, które miałoby zajmować się rozwijaniem innowacyjnych konstrukcji rakiet, sond kosmicznych i łazików, a także dziedziny kosmicznego górnictwa; oraz projektem łazika, który ma w przyszłości wylądować na Fobosie, jednym z księżyców Marsa. Centrum Technologii Kosmicznej powstało za sprawą zakwalifikowania się przez AGH do prestiżowego grona uczelni europejskich, które uzyskały status Europejskiego Uniwersytetu Kosmicznego.

Powoli ludzkość wchodzi w nową erę lotów kosmicznych – w lecie z misją załogową wystartowała pierwsza komercyjna rakieta, a nowoczesny łazik Perserverance wyleciał, aby zebrać próbki na Marsie; w zeszłym roku USA powołało do życia nową jednostkę wojskową – Space Force i już snute są plany ustanowienia placówki na Księżycu. Nie trzeba mówić też o tym, że od kilku lat na arenie międzynarodowej większą rolę zaczęły odgrywać agencje kosmiczne z Chin i Indii, a także Europejska Agencja Kosmiczna. W obliczu tych szczególnych zmian i nadchodzących wyzwań związanych z kosmosem, każdy kraj będzie musiał zadać sobie pytanie, jak zamierza rozwijać swój sektor kosmiczny.

Zachodzi więc pytanie: jak daleko zawiezie nas przyszłość, jeśli chodzi o rozwój sektora kosmicznego? Czy USA, Rosja i Chiny będą jedynymi państwami, które będą w stanie wysłać misje załogowe w kosmos? I jak w tym kontekście będzie wyglądać pozycja Polski?

Podstawy są najważniejsze

Oczywiście najbardziej prestiżowym elementem podróży kosmicznych są misje załogowe. W końcu mnóstwo dzieci marzy o tym, aby być kosmonautami/astronautami, ale tylko niektóre kraje mogą sobie pozwolić na to, aby wystrzelić swoich obywateli w kosmos. Oczywiście, zdarzało się i nadal się zdarza, że owe kraje pozwalają uczestniczyć w swoich przedsięwzięciach osobom innych narodowości. W ten sposób nasz rodak, Władysław Hermaszewski, trafił na stację Salut 6. Niestety, na razie nie widać możliwości, aby jeszcze jakiś Polak kiedykolwiek miał wylecieć w kosmos. Natenczas mogłoby do tego dojść jedynie w ramach współpracy z innymi agencjami.

W 1927 roku ukazała się broszura Zenona Pietkiewicza Polska Skrzydlata o wdzięcznym podtytule Nasza przyszłość w rozwoju lotnictwa. Autor rysował przed czytelnikiem bardzo dokładną wizję tego, jak wyobraża sobie rozbudowę polskiego lotnictwa – ile trzeba postawić lotnisk cywilnych, ile wojskowych, jakie powinny być między nimi odstępy odległości, ilu pilotów trzeba szkolić, ile samolotów rocznie produkować itd. Pietkiewicz wychodził z założenia, że jeśli Polska ma być nowoczesnym i konkurencyjnym krajem na arenie międzynarodowej, musi rozwinąć swoje lotnictwo… co oczywiście, miało jak najbardziej sens, tak pod kątem cywilizacyjnym, jak i obronnym, gdyż samoloty odegrały ważną rolę w pierwszej wojnie światowej i w dwudziestoleciu międzywojennym stały się jednym z ważniejszych środków lokomocji. W pewnym sensie teraz – w dobie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, komercyjnych wahadłowców SpaceX i wszechobecnej technologii kosmicznej w naszym życiuwarto by się zastanowić, czy niebawem rolę takiego wynalazku nie przejmą statki kosmiczne i czy nie lepiej zająć się rozwojem Polskiej Agencji Kosmicznej (PAK).

Oczywiście pierwsze, co przychodzi do głowy przeciętnemu Polakowi, kiedy myśli o tym, że Polska miałaby zajmować się podbojem kosmosu, to: „Panie, gdzie nam statki kosmiczne budować i ludzi na Księżyc wysyłać? Najpierw trzeba uzdrowić służbę zdrowia, gospodarkę uratować, rolników wesprzeć, a nie o kosmosie myśleć!”, co jest jak najbardziej prawdą, zwłaszcza że agencja kosmiczna na miarę NASA albo Roskosmosu wymagałaby sporego nakładu funduszy, a wszelkiego rodzaju ambitne plany mogłyby zostać zrealizowane dopiero po kilku latach intensywnej pracy. W przeciwieństwie do rządu USA i Rosji, polski rząd nie ma interesu (zwłaszcza pod względem propagandowym), aby wysłać Polaka w kosmos, zresztą nie tylko dlatego, że mamy czasy pandemii. (Proszę zauważyć, że żadna partia polityczna w Polsce nie głosiła podczas wyborów, że będzie wspierać polski program kosmiczny.)

Niemniej jednak polski sektor kosmiczny istnieje i ma pewne administracyjno-prawne zaplecze. Jest kilka rządowych instytucji, które zajmują się kosmosem. Poza Polską Agencją Kosmiczną, do takich instytucji należą:

  • podpadający pod Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii Międzyresortowy Zespół ds. Polityki Kosmicznej, do którego należą, między innymi, członkowie resortów: Obrony Narodowej, Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Finansów, Edukacji Narodowej, czy Gospodarki Wodnej i Żeglugi,

  • Agencja Rozwoju Przemysłu, która wspiera firmy prywatne zajmujące się sektorem kosmicznym i wykorzystaniem technologii kosmicznych w rozwoju gospodarki,

  • działający na poziomie Sejmu i Senatu Zespół Parlamentarny ds. Przestrzeni Kosmicznej, który podejmuje się działań legislacyjnych związanych z sektorem kosmicznym i jest polskim reprezentantem w Europejskiej Międzyparlamentarnej Konferencji ds. Przestrzeni Kosmicznej.

Nie mówiąc już o tym, że na polskich uczelniach znajdują się kierunki ściśle związane z kosmosem i technologią kosmiczną. Poza wspomnianym wyżej CTK na AGH, Polska Akademia Naukowa jest domem dla Centrum Badań Kosmicznych, na Wojskowej Akademii Technicznej można studiować inżynierię kosmiczną i satelitarną, a na Politechnice Poznańskiej znajduje się kierunek Lotnictwo i Kosmonautyka. Ponadto PAK jest częścią ESA i wielu naszych rodaków działa w ramach międzynarodowych programów kosmicznych.

I też kiedy słyszymy o Polakach w kontekście sektora kosmicznego, zazwyczaj ma to związek z tym, że nasi inżynierowie skonstruowali coś, co jest częścią lecącego w kosmos pojazdu. W przestrzeni kosmicznej znajdują się satelity naukowe Lem i Heweliusz, które (w ramach programu BRIght Target Expolorer) badają największe i najjaśniejsze gwiazdy w galaktyce Drogi Mlecznej; w ramach projektu „Pi of the Sky” seria kamer CCD umożliwia przetwarzanie i analizę danych z obserwacji rozbłysków gamma (między innymi, czarnych dziur), a polska firma Piktime Systems specjalizuje się w budowie precyzyjnych odbiorników czasu, które potem wykorzystuje się w porównaniach zdjęć z satelitów.

Wiele projektów sektora kosmicznego związana jest z Czerwoną Planetą. W 2018 roku na Marsie wylądował lądownik InSight, którego celem było zbadanie wnętrza Czerwonej Planety, pomóc mu miał w tym zbudowany przez Polaków Kret HP3 – próbnik, który służył do dokopania się w glebę Marsa na głębokość pięciu metrów. Z kolei europejski projekt misji ExoMars (gdzie na Czerwoną Planetę wysłane zostaną sondy z lądownikiem i łazikiem) będzie zawierał połączenie dostarczające zasilanie do łazika, zaprojektowane przez firmę SENER Polska. Również jeden z czołowych łazików NASA – Curiosity – wyposażony był w detektory podczerwieni MCT. Ponadto jeszcze rok temu było głośno o sukcesie studentów Politechniki Świętokrzyskiej w międzynarodowych zawodach University Rover Challenge, na którym zaprezentowali łazika marsjańskiego własnego projektu (zresztą nie była to pierwsza wygrana Polaków w URC na przestrzeni niemal dziesięciu lat istnienia konkursu).

Nadzieja w sektorze prywatnym

Jednakże stanowcza większość tych kosmicznych urządzeń zostało zbudowanych nie przez polskie instytucje, tylko prywatne firmy. Jeszcze w marcu bieżącego roku ogłoszono wyniki konkursu Szybka Ścieżka „Technologie kosmiczne”, organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. W ramach konkursu miały zostać wyłonione firmy, które miały „reprezentować polską myśl technologiczną na arenie międzynarodowej”.

Pierwsze miejsce w tym konkursie zajęło konsorcjum firmy SatRevolution i Politechniki Wrocławskiej, które rok temu wystrzeliło pierwsze CubeSaty (miniaturowe satelity) własnej konstrukcji z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Konsorcjum planuje zresztą do końca 2026 roku wystrzelić 1024 CubeSaty, które utworzą konstelację wokół ziemskiej orbity, aby monitorować naszą planetę w czasie rzeczywistym i przekazywać obraz do agencji kosmicznych. Jeszcze w 2019 roku były rozmowy z Virgin Orbit, aby CubeSaty polskiej produkcji wysłać na orbitę Marsa.

Prywatny sektor kosmiczny w Polsce wspierany jest zarówno przez Agencję Rozwoju Przemysłu, jak i Polską Agencję Kosmiczną; jak również przez Europejską Agencję Kosmiczną. Dotacje rządowe i pozarządowe na firmy i start-upy w sektorze kosmicznym mają na celu nie tyle podbijać kosmos, co rozwijać technologie, które znajdą użytek w codziennym życiu obywateli. Niemniej jednak – biorąc pod uwagę działania NASA, które zorganizowało program wspierający rozwój komercyjnych lotów kosmicznych – być może w przyszłości doczekamy się polskich promów kosmicznych z polskimi kosmonautami właśnie za sprawą prywatnych firm i przy współpracy z instytucjami, które dysponują odpowiednią do tego infrastrukturą i technologią.

Jednocześnie ekonomia rządzi się prawami podaży i popytu, a każdy kraj musi eksportować to, co ma w nadwyżce i importować to, czego mu brakuje, stąd są kraje które specjalizują się w produkcji określonych dóbr. Prawdopodobnie, kiedy prywatne firmy zajmą się na dobre podbojem kosmosu (zwłaszcza biorąc udział w planowanych na najbliższe dekady wyprawach na Księżyc i Marsa), poszczególne kraje będą się specjalizować w poszczególnych sferach tegoż podboju – jedne kraje zajmą się wydobywaniem zasobów, inne obserwacją, jeszcze inne komunikacją, transportem umieszczaniem satelitów, a nawet – wyrobem broni. Być może więc Centrum Technologii Kosmicznej na AGH jest preludium do powstania polskiego przemysłu górniczego na Marsie.

Jednakże niektóre działania polskiego rządu na arenie międzynarodowej – a zwłaszcza w Unii Europejskiej – mogą na dłuższą metę utrudnić rozwój polskiego sektora kosmicznego. Na dzień dzisiejszy ów sektor opiera się w dużej mierze na współpracy z agencjami kosmicznymi z innych krajów. Źle prowadzona polityka zagraniczna może doprowadzić do sytuacji, w której ESA, NASA i inne większe agencje – nawet jeśli uznają polskie dokonania w poszczególnych dziedzinach przemysłu kosmicznego – będą wybierać specjalistów z innych krajów, ponieważ będą oni wydawać się bardziej korzystnymi partnerami.

Tak więc przed polskim sektorem kosmicznym jeszcze bardzo długa, pełna wyzwań droga. Za kilka dekad zobaczymy jak daleko udało nam się zajść od tego czasu i jak dobrze wykorzystaliśmy dane nam szanse.

Przeczytaj również:

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments