Retrofuturyzm – przyszłość w stylu retro

0
17

Przeszłość – obojętnie czy ją przeżyliśmy czy znamy ją tylko z trzeciej ręki (jak literatura, programy telewizyjne czy sztuka) – ma w sobie pewien powab, zwłaszcza pod kątem estetyki. Są pewne okresy historyczne, które – za sprawą kultury wysokiej i popularnej – posiadają klimat, który sprawia, że jakaś część nas chciałaby żyć w tych czasach. Ten klimat może objawiać się w strojach, w architekturze, w wystroju wnętrz, w kształcie przedmiotów codziennego użytku, a także w stylistyce medium (jak czarno-biały obraz na filmie czy maniera wypowiadania się aktorów). To też kwestia tego, że wiele z owych okresów historycznych z perspektywy czasu wydaje się bardziej kolorowa i bardziej ciekawsza od tego, co oferuje nam współczesność.

Nic więc dziwnego, że powstał cały trend, który próbuje, na różne sposoby, uchwycić ów klimat przeszłości i ostatnimi czasy coraz częściej sięga się po styl retro nie tylko w designie, lecz także w filmie czy telewizji.

Jednocześnie to, co jest charakterystyczne dla przeszłych epok, i co w dzisiejszych czasach również wychodzi na wierzch, to to, jak żyjący w dawnych czasach ludzie wyobrażali sobie przyszłość. Wiele z tych wizji ma naleciałości charakterystyczne dla poszczególnych epok, ale można w niej wyczuć pewnego rodzaju optymizm względem tego, co przyszłość ze sobą niesie. Ten trend polegający na powracaniu do dawnych wizji przyszłości nosi nazwę retrofuturyzm i – tak jak w przypadku retro w ogóle – ma w sobie pewien powab.

Przyszłość odbiciem teraźniejszości

Kadr z serialu „Almost Human” pokazujący mieszkanie detektywa Johna Kennexa.

Kiedy spojrzy się na współczesne filmy i seriale science-fiction, można zauważyć kilka powtarzających się elementów estetycznych – mnóstwo małych, mobilnych urządzeń, dotykowe ekrany, hologramy, które można jednym ruchem ręki zmniejszać lub powiększać, dużo bieli, czerni i światła, oraz gładkie kształty powierzchni z plastiku lub tworzywa sztucznego. Ponadto ludzkość połączona jest ze sobą internetową siecią, do której ma dostęp również za sprawą małych urządzeń, i cała wiedza przechowywana jest właśnie w sieci, a nie na bardziej „materialnych” nośnikach, takich jak książki czy archiwa. Roboty też są bardziej okrągłe i gładkie, a ich kolorystyka nie wychodzi zwykle poza biel, czerń i różne odcienie pasteli. Korporacyjne reklamy puszczane z wielkich, płaskich ekranów, są minimalistyczne i przedstawiają kobietę na białym tle, która łagodnym głosem namawia do kupna produktu lub skorzystania z usługi.

To wszystko od razu kojarzy nam się z tym, co na początku XXI wieku jest szczytem nowoczesnej technologii – iPodami i iPhone’ami Apple’a, które dzisiaj są powszechne, które mają swoich naśladowców i bez których trudno nam wyobrazić sobie życie. Jednakże czasem da się też odnaleźć elementy nanotechnologii, drukarek 3D i innych elementów, które dzisiaj wydają się zwiastować nową, świetlaną przyszłość, a są dopiero rozwijane.

Czy tego chcemy czy nie, zapewne kilka dekad później taka wizja przyszłości będzie uważana za dziecinną, śmieszną i przestarzałą, a to za sprawą rozwoju technologicznego, którego dzisiaj nie potrafimy jeszcze przewidzieć. Możemy co najwyżej spekulować na podstawie wiedzy, którą posiadamy teraz, jak będzie rozwijać się nasz świat, ale wiele z tych przewidywań pewnie się nie ziści, a nawet jeśli, to w inny sposób, niż to sobie dzisiaj wyobrażamy.

Poniekąd każda wizja przyszłości na przestrzeni dekad i stuleci – obojętnie czy jest to program sci-fi, ilustracja do magazynu naukowego czy wystawa na Targach Światowych; i obojętnie czy jest ona optymistyczna czy ma dystopijny charakter – jest odzwierciedleniem czasów, w których powstawała, zwłaszcza jeśli chodzi o technologię.

Wiek pary i elektryczności

Na przykład przedstawiające przyszłość kartki wydane przez producenta czekoladek Hildebrand’s w styczniu 1900 roku, pełne były przewodów elektrycznych, latających machin (zarówno skrzydlatych jak i napędzanych gorącym powietrzem) i paneli z dźwigniami i guzikami, uruchamiającymi skomplikowane urządzenia codziennego użytku. XIX wiek był epoką wielu wynalazków, w tym – z dziedziny elektrotechniki (telegraf, radio, fonograf, telefon), i choć bracia Wright wystartowali ze swoim Flyerem dopiero trzy lata po opublikowaniu kartek Hildebrand’s, XIX wiek już kładł podwaliny pod awiację za sprawą balonów i zeppelinów (nie mówiąc już o tym, że wielu chciało latać w taki sam sposób jak ptaki, tworząc własne, mechaniczne skrzydła).

Ale wiek XIX nazywany jest też wiekiem pary, toteż na kartkach Hildebrand’s nie brakowało również fantazyjnych pociągów… Jednak chyba największym zaskoczeniem jest tutaj gigantyczna hybryda parostatku i pociągu, która mknie przez tory przeciągnięte przez dno morza. Pociągi i parostatki zrewolucjonizowały transport i umożliwiły wielu ludziom w miarę szybką i wygodną podróż do różnych zakątków mniej lub bardziej „cywilizowanego” świata.

Ryczące lata dwudzieste futurystów

Po pierwszej wojnie światowej, co prawda, pojawił się wśród ludności sceptycyzm wobec nauki i technologii, niemniej jednak w latach dwudziestych XX wieku da się zauważyć optymistyczne patrzenie w przyszłość. To właśnie z tego okresu pochodzi futuryzm, pojmowany zarówno jako awangardowy kierunek w sztuce i literaturze, jak i próba przewidzenia albo wyobrażenia sobie jak będzie wyglądać przyszłość (czasem, dla rozróżnienia tych dwóch znaczeń, dla tego drugiego używa się pojęcia „futurologia”).

Miasto przyszłości.

Futuryści cenili postęp, dynamikę i wielkie miasto, toteż ich wizja przyszłości charakteryzowała się tym, że po wielowarstwowych autostradach wielkich metropolii jeździły superszybkie samochody, a ludzie mieli na sobie różne urządzenia (jak elektryczny pas przystosowujący się zmian klimatu czy headset z radiem i telefonem). Ponieważ ryczące lata dwudzieste były też epoką kinematografii i sportu, w tych wielkich metropoliach miały znajdować się ośrodki sportowe, naukowe i kulturowe, a także kina, które miały służyć nowoczesnej ludności.

Tak jak swego czasu pociąg i parostatek, samolot zrewolucjonizował podróże po świecie i jeszcze bardziej skrócił dystans między krajami, toteż latające machiny przyszłości przypominały bardziej aeroplany niż lotnie, balony i zeppeliny; i miały być wyposażone w dodatkowe siedzenia wewnątrz skrzydeł, aby pomieścić więcej pasażerów.

Kosmiczne lata pięćdziesiąte

Jednak to, co prawdopodobnie kojarzymy najbardziej z wizją przyszłości, która się nie ziściła, a dzisiaj wygląda śmiesznie, pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku. Inteligentne domy z elektroniką pomagającą gospodyniom, wszechobecne małe i duże roboty, latające albo działające na zasadzie poduszkowca samochody, rakiety podróżujące na skolonizowane planety Układu Słonecznego… a przede wszystkim charakterystyczna estetyka kolistych kształtów, gładkich powierzchni i pierścieni, wszechobecna w architekturze i designie przedmiotów codziennych lat pięćdziesiątych.

Taka wizja przyszłości ma swoje źródło w wielu elementach – od nowych artykułów gospodarstwa domowego, (jak mikrofalówka, toster, czy pralka), poprzez samochody, które coraz bardziej były cenowo dostępne szaremu obywatelowi, a na Wyścigu Kosmicznym, który pobudzał wyobraźnię ludności i sprawiał, że zaczęto marzyć o podboju kosmosu, skończywszy.

Kiedy myślimy: „retrofuturyzm”, zwykle mamy na myśli to, jak wyobrażano sobie przyszłość w latach pięćdziesiątych… ale od jakiegoś czasu ten termin obejmuje również inne epoki.

Retrofuturyzm a „punki”

Różnego rodzaju utwory science-fiction dały nam ciekawe, nieraz bardzo charakterystyczne wizje przyszłości – począwszy od takich klasyków jak Odyseja kosmiczna 2001, Łowca androidów czy Jetsonowie, a na bardziej współczesnym Ex Machina skończywszy – i siłą rzeczy przedstawiona tam estetyka została zaklasyfikowana do poszczególnych podgatunków sci-fi. Owym podgatunkom nadano nazwę, która odróżniałaby je od innych i przywodziła na myśl konkretne skojarzenia.

Mieliśmy więc cyberpunk, od którego powstały kolejne odnogi (takie jak steampunk czy dieselpunk), ale pojawiały się też takie podgatunki jak Raygun Gothic (czasem nazywany atompunkiem) czy Cassette Futurism nawiązujący do technologii z lat osiemdziesiątych, będących wszak początkiem rewolucji komputerowej.

Legendarny serial Matta Greoninga „Futurama” czerpie dużo z wizji przyszłości lat pięćdziesiątych.

Z czasem zaczęto tworzyć rozrywkę (filmy, gry, książki…), ozdoby i przedmioty codziennego użytku nawiązujące do estetyki, którą charakteryzowały się poszczególne utwory. Nawet jeśli technologia przedstawiona w takim steampunku raczej nie ma podstaw ku temu, aby działać; i nawet jeśli wizja przyszłości w Raygun Gothic jest już cokolwiek przestarzała, te style mają w sobie coś niesamowitego, co przyciąga uwagę i każe zawieszać niewiarę dla czystej uciechy. Bo też nie chodzi o to, czy czołg na parę mógłby działać albo że wielki komputer w Bat-Jaskini nie ma sensu, biorąc pod uwagę to, że dzisiejsze komputery są bardziej poręczne. Liczy się klimat.

Czasami, kiedy dany utwór osadzony jest w konkretnej epoce albo w świecie, w którym populacja jest na podobnym poziomie technologicznym, co ludzkość w pewnym okresie historycznym, twórcy pokuszają się o wyobrażenie na temat tego, jak pewne, mniej lub bardziej współczesne, wynalazki wyglądałyby i działały w określonej technologii.

W tym zakresie dość ciekawie przedstawia się kanadyjski serial kryminalny Detektyw Murdoch, który dawno już odszedł od swojego książkowego pierwowzoru i któremu zdarza się ocierać o steampunk. W jednym z odcinków, na przykład, pojawiają się roboty, a w innym – telegraf służy jako faks, przez który bohaterowie odtwarzają zdjęcie pewnej kobiety na statku.

Kiedy indziej mamy do czynienia z konwencją, w której tworzone są pewne dzieła kultury. Komedia science-fiction Iron Sky opowiadająca o nazistach zamieszkałych po ciemnej stronie Księżyca, czerpie z pulpowych magazynów lat trzydziestych i czterdziestych, gdzie naziści dysponowali szaloną technologią (jak, na przykład, plecaki odrzutowe). W Iron Sky mamy potomków Trzeciej Rzeszy, którzy dawno temu osiedlili się na Księżycu i stworzyli tam społeczeństwo, które przez całe dekady nie było widoczne przez ludzi na Ziemi. Zbudowana przez nich baza księżycowa jest masywna, czarna i pełna nazistowskiej ikonografii, oni sami dysponują jednak komputerami z lat czterdziestych i dziwią się, co to tablet i komórka. Ich statki kosmiczne zaś przypominają latające spodki.

W hołdzie klasykom

Zwykle jako przykład retrofuturyzmu podaje się grę Obcy: Izolacja, która jest częścią uniwersum Obcego. Oryginalny film powstał w 1979 roku, toteż na statku kosmicznym Nostromo znajdowały się tranzystory, ekrany komputerów miały niską rezolucję, a do tego sceneria została zbudowana z odzyskanych skrawków metalu, aby zaoszczędzić na konstrukcji planu. Ponieważ Nostromo jest statkiem jakiejś nieznanej firmy, a załoga została przez nią wynajęta, całość miała przywodzić na myśl nie tylko zamkniętą przestrzeń, w której główni bohaterowie po kolei giną, ale też industrialny charakter statku – tu i tam da się zauważyć logo owej nieznanej firmy, a także oznakowania poszczególnych pokładów z informacjami dla pracowników.

Tymczasem Obcy: Izolacja została wydana w 2014 roku. Filmy, gry i seriale w XXI wieku jednak hołdowały innej stylistyce, jeśli chodzi o wizję przyszłości (ba – nawet Star Trek z 2009, choć opowiadał historię głównych bohaterów Oryginalnej Serii z 1966 roku, był jednak bardzo „apple’owy”), to twórcom z Creative Assmebly zależało na tym, aby osiągnąć pełne „doświadczenie Obcego”. Dlatego też czerpali garściami z estetyki filmu, co widać szczególnie w technologii – komputery, z których główna bohaterka korzysta, aby zdobyć informacje, przypominają bardzo pierwsze komputery osobiste z czarnymi ekranami i kwadratowymi kształtami; wykorzystywany przez nią skaner ma pokrętła, anteny i zielony ekran, a sam statek ma ten sam industrialny charakter, co Nostromo. Zmiana na współczesny minimalizm, inspirowany Apple’m, nie wyszłaby grze na dobre, bo nie dość, że nie oddawałaby należycie klimatu serii, to jeszcze przywodziłaby na myśl nielubianego przez fanów Prometeusza.

W podobną stronę poszli twórcy Star Trek: Deep Space Nine, którzy w odcinku Jutro będzie futro wysłali swoich bohaterów do czasów Oryginalnej Serii. Nie tylko przy pomocy odpowiedniego montażu udało im się sprawić, że owi bohaterowie byli częścią scen z odcinka Kłopoty z tribblami, lecz także starano się oddać w jak najdrobniejszych szczegółach ubiór, rekwizyty, scenografię, a nawet gradient w kamerze. Co więcej, postaci z Deep Space Nine, przyzwyczajone do technologii o wiek nowszej, wchodzą w interakcję z technologią wieku XXIII, przypominając sobie, że w Oryginalnej Serii komunikatory nie znajdowały się w znaczkach delty na mundurach, a windy działały na zasadzie przytrzymywania specjalnego urządzenia do momentu dojechania na właściwe piętro. Dbałość o detale w Jutro będzie futro zapiera dech w piersiach każdego fana, ale nie każda nowa seria Star Treka, która cofa się albo jest osadzona w czasach Oryginalnej Serii, może sobie na nią pozwolić. Toteż krytykowane z wielu różnych powodów Star Trek: Discovery przy ukazaniu swojej wersji legendarnego statku Enterprise postawiło na kompromis pomiędzy nowoczesną estetyką a klasycznym wyglądem statku.

Tęsknota za „lepszymi czasami”

Czasami, kiedy w internecie pojawiają się kompilacje tych futurystycznych wizji sprzed kilku dekad, czy nawet sprzed stulecia, ktoś rzuci żartobliwy komentarz: „Ludzkość poszła w złą stronę.” Jednocześnie na początku XXI wieku IBM wypuściło reklamę, w której aktor Avery Brooks (grający komandora Sisko w Star Trek: Deep Sapce Nine) pyta: „Jest rok 2000, ale gdzie są latające samochody? Obiecano mi latające samochody.” I choć konkluzją reklamy ma być to, że nie potrzebujemy latających samochodów, tylko lepszego oprogramowania, pierwsze dwa zdania przebrzmiewają do dzisiaj i są takim wyrzutem, że zamiast wizji wspaniałej przyszłości z Jetsonów z robotami, łatwymi w obsłudze maszynami, szybkimi podróżami kosmicznymi i właśnie latającymi samochodami, dostaliśmy iPhony, media społecznościowe i internet, które stanowią pewne udogodnienia, ale nie są tym, co obiecała nam popkultura.

Bo też powab przeszłości – i pochodzących z niej wizji przyszłości – wiąże się również z tym, że dawne czasy wydają nam się prostsze i w jakiś sposób lepsze (chociaż na swój sposób takie nie były). Z kolei wizje przyszłości i jej technologii mają to do siebie, że bywają bardzo optymistyczne – przebrzmiewa przez nie nadzieja na lepszy świat, pełen udogodnień dostępnych dla zwykłego obywatela.

Dodajmy do tego piękną estetykę i od razu pojawia się u nas tęsknota za „lepszymi czasami” i „przyszłością, która nigdy nie nadeszła”.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments