ROBERT MiniMOOG – era syntezowanego dźwięku

0
17

Tęsknota za analogowym brzmieniem lub też moda na obcowanie z tak charakterystycznie zabarwionym dźwiękiem materializuje się w postaci wznowień produkcji replik legendarnych modeli, tudzież projektów urządzeń na nich opartych, bądź do nich nawiązujących. Oryginalne konstrukcje na rynku wtórnym potrafią osiągać sumy iście zawrotne, stąd atrakcyjną alternatywą jest zakup nieco tańszej konstrukcji w stanie fabrycznej nowości. Zatem na rynku znów pojawiają się niegdysiejsze symbole analogowej epoki. W końcu pamięć o nich jest wciąż żywa i umiejętnie podtrzymywana, jak w przypadku marki Moog, która swój analogowy sznyt przez lata cyfryzacji chętnie eksponowała. Uruchomienie ponownej produkcji legendarnego Minimooga w wersji nieznacznie uwspółcześnionej, ale zachowującej swój oryginalny charakter, wydaje się więc czymś zupełnie naturalnym. 

Zatem Minimoog powrócił. I od razu ustawiła się kolejka… Dlaczego? 

Wytyczanie szlaków i stanowienie standardów

Pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku nikt w zasadzie nie wiedział jak powinien wyglądać syntezator. Zarówno Robert Moog, jak i Donald Buchla, eksperymentowali dość swobodnie na tym dziewiczym terytorium. Idea prostego w obsłudze, poręcznego, kompaktowego, a przede wszystkim intuicyjnego instrumentu elektronicznego, którą zaczął realizować Robert Moog, zaowocowała konstrukcją Mini Model D, jak się okazało referencyjną dla wielu późniejszych modeli z lat siedemdziesiątych.

Robert Moog

Był on efektem prac nad połączeniem różnych możliwych do zrealizowania wówczas systemów modularnych. Wykorzystywane wówczas wielkie moduły wymagające wielu kabli połączeniowych były po prostu niewygodne i trudne w obsłudze. Mini doskonale sprawdzał się w transporcie i był gotowy do gry niemal natychmiast ponieważ różne bloki połączone zostały na stałe wewnątrz urządzenia. Bardzo ważna była także intuicyjna obsługa instrumentu. Moog ustanowił na tym polu pewien standard. Ścieżka sygnałowa prowadzona w prawą stronę, pełnowymiarowa klawiatura, kółka modulacyje po lewej, pokrętła i gałki ponad klawiaturą – od lewej do prawej oscylatory, mieszadła, filtry i modyfikatory – klasyka wymyślona przez Mooga. Wizja, która materializowała się w niezliczonej liczbie konkurencyjnych projektów nadchodzącej dekady. Tak ujawniają się wpływy geniuszu.

Istota brzmienia

Ale Mini to przede wszystkim brzmienie, plastyczne i obfite, charakterystyczne i rozpoznawalne, brzmienie, które w zasadzie zdefiniowało elmuzykę lat siedemdziesiątych. Brzmienie, które nie było dziełem przypadku. O ile architektura mogła być wynikiem pewnych intuicji konstruktora, w przypadku brzmienia Robert Moog miał jasno określone preferencje.

Istotą Mini, na której Moog oparł brzmienie syntezator był słynny tranzystorowy filtr drabinkowy o strukturze różnicowej – swą nazwę filtr uzyskał od schematu obwodu, który opierał się na dwóch symetrycznych kaskadach czterech tranzystorów, z kondensatorem pomiędzy każdą parą półprzewodnikowych podzespołów. Tranzystory różnicowe zaprojektowane były w formie bufora pomiędzy stopniami i generowały zniekształcenia harmoniczne w dużej mierze odpowiedzialne za charakterystyczną dawkę organicznego brzmienia instrumentu.

Całości dopełniały trzy oscylatory, generator szumu oraz dwie obwiednie. Kłopoty konstrukcyjne nie pozwoliły na pełną stabilizację zasilania, a przez to synchronizację pracy trzech oscylatorów, co także wniosło swoje trzy grosze do specyfiki moogowego brzmienia. Pokrętło pitch dawało możliwość ekspresyjnego przeciągania dźwięków i także było nowatorskim pomysłem Mooga. W zależności od intencji wykonawcy, brzmienie Minimooga mogło być wyrafinowane albo kiczowate, ale zawsze dawało się rozpoznać.

Mieć Mini!

Jednogłosowy syntezator (choć specjaliści mają swoje sposoby by wydobyć z Mini więcej dźwięków równocześnie) bardzo szybko stał się podstawowym wyposażeniem wielu prominentnych instrumentalistów. Wszyscy byli zafascynowani i zachwyceni niebywałą swobodą twórczą jaką oferował Minimoog. Dźwięk dawał się błyskawicznie ustawić bez żadnych konfiguracji wstępnych przy jednoczesnej możliwości jego modelowania podczas samej gry – Manfred Mann popisywał się specjalnym stylem wykorzystującym możliwości instrumentu, Bee Gees epatowali mięsistym basem, ciepło i bogata kolorystyka przydawała specyfiki brzmieniu kompozycji Czesława Niemena, Józefa Skrzeka czy Marka Bilińskiego.

Herbie Hancock

Wpływ na muzykę wszelkich gatunków był nie do przecenienia. Klawiszowcy uzyskali możliwość gry solówek oraz prowadzenia linii basu. Tę ostatnią docenili twórcy funku – Parliament George’a Clintona pulsował czarnym rytmem Minimooga. Stevie Wonder popularyzował Minimoogiem swą mieszankę stylów i gatunków, Sun Ra bodaj jako pierwszy zarejestrował Minimoog na płycie (1970 – My Brother the Wind), Herbie Hancock oraz Chick Corea równie szybko weszli w posiadanie instrumentu eksperymentując w ramach fusion. Bez Minimooga także rock progresywny nie byłby tym samym – Keith Emerson na początku lat siedemdziesiątych budował swe brzmienie wokół Mooga, a Rick Wakeman żonglując barwą wykorzystywał na koncertach aż pięć odpowiednio skonfigurowanych Mini.

Giorgio Moroder

Także Disco nie pozostawało bez wpływu tego instrumentu. Obok Bee Gees, jego brzmienie wypełniało płyty ABBY, a Giorgio Moroder z łatwością mógł zapakować Mini do swojego Vana. Oczywiście przedstawiciele nurtu elektronicznego czerpali z możliwości Mooga pełnymi garściami – Kraftwerk, Tangerine Dream, solowe popisy Klausa Schulze czy Gary Numana. Jego obecność nie dziwi także dziś. Thom Yorke, Trent Reznor czy Kevin Parker (lista jest doprawdy długa…) wypełniają swoją muzykę jego ujmującym brzmieniem.

Gary Numan

Narodziny legendy

Choć początki wcale nie wyglądały tak obiecująco. Na amerykańskich targach muzycznych NAMM w 1971 roku instrument nie wzbudził zachwytu. Po raz kolejny okazało się, że nie zawsze i nie od razu wizjonerstwo pociągać musi tłumy. Jednak upór i wytrwałość marketingowa Roberta Mooga i Davida Van Koeveringa (przyjaciela, współpracownika i entuzjasty syntezatorowego brzmienia) przyniosły efekty. Specjalne prezentacje możliwości Minimooga organizowane dla muzyków i dystrybutorów instrumentów zaowocowały. Minimoog chwycił. I został wyprodukowany w liczbie ponad 12 000 egzemplarzy. Produkcja przebiegała do roku 1981 jedynie z niewielkimi modyfikacjami – np. ustabilizowano pracę oscylatorów, co zdaniem Mooga wpłynęło korzystnie na brzmienie instrumentu. Jednak wielu przyzwyczajonych już do instrumentu muzyków było odmiennego zdania – to właśnie syntezatory poniżej numeru 10175, od którego wprowadzono zmiany, a zwłaszcza te najwcześniejsze egzemplarze, uważane były za klasyki oferujące najbardziej pożądane walory dźwiękowe. Jak by nie patrzeć, instrument okazał się nowatorski i przełomowy. Realizował potrzeby, których instrumentaliści być może wcześniej nie potrafili nawet wyartykułować. Stał się fenomenem ze statusem legendy, dowodząc geniuszu swego konstruktora. Na przestrzeni lat dla wielu użytkowników marka Moog, do czego walnie przyczynił się model Mini, urosła wręcz do rangi syntezatorowego synonimu – bez zbytniego nadużycia można by w tym miejscu sparafrazować pewien dowcip: 

-na jakim Moogu grasz?

-na Rolandzie, a ty?…

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments