Sztuczne łono – nadzieje i obawy

0
100

W kwietniu 2017 roku zaczęły pojawiać się doniesienia o tak zwanym biobagu – wynalazku, który miał imitować warunki panujące w łonie matki, a przez to umożliwić rozwój płodu poza macicą. Przypominający plastikowy worek biobag wypełniony był płynem owodniowym i dostarczał będącym w środku maluchom składników odżywczych. Został zbudowany przez naukowców ze Szpitala Dziecięcego w Filadelfii, pod wodzą doktora Alana Flake’a. Pierwsze testy przeprowadzono na ośmiu owczych wcześniakach – przebywając w biobagu przez cztery tygodnie, jagniętom z powodzeniem rozwinęły się płuca i mózg, a same płody nauczyły się przełykać i otwierać oczy, i zaczęła im rosnąć pierwsza wełna. Jednym słowem: był to niesamowity sukces i zwiastował innowacje w zakresie ochrony wcześniaków. Obecne inkubatory, choć niewątpliwie użyteczne, niosą z sobą jednak ryzyko infekcji, dlatego sztuczne łono byłoby niepomiernie lepszym rozwiązaniem.

Warto jednak zaznaczyć, że urządzenie mogące imitować ludzką macicę jest konceptem starym, sięgającym aż roku 1924, kiedy to genetyk J. B. Haldane wysnuł wizję przyszłości, w której popularna będzie ektogeneza – rozwój ludzkich embrionów poza organizmem kobiety, od zapłodnienia do narodzin. W tej wizji przyszłości sztuczne macice byłyby powszechnie wykorzystywane, jako bardziej cywilizowana forma urodzeń (nie ukrywajmy też, że Haldane był zwolennikiem eugeniki i ektogeneza polegała również na kontroli urodzeń „mniej pożądanych członków populacji”). Niemniej jednak, biorąc pod uwagę wyzwania – medyczne, społeczne i etyczne – jakie niesie ze sobą ciąża, ektogeneza mogłaby rozwiązać wiele problemów i dać nam ogromne możliwości.

Celem tego artykułu jest obiektywne przedstawienie potencjalnych zalet i wad, które niosłoby wprowadzenie wynalazku sztucznego łona do obiegu. Dla uproszczenia terminy „sztuczna macica” i „sztuczne łono” będą używane naprzemiennie.

Pierwsze sukcesy

Przez całe dekady naukowcy próbowali swoich sił w stworzeniu sztucznej macicy, ale dopiero w 1997 roku odnotowano pierwszy sukces – wtedy to doktor Yoshinori Kuwabara z Uniwersytetu Juntendo w Tokio ogłosił, że siedemnastotygodniowy płód kozy został przeniesiony do sztucznej macicy i przeżył w niej trzy tygodnie. Japońska sztuczna macica działała na zasadzie połączenia przewodu pępowinowego z dwoma urządzeniami pełniącymi funkcje łożyska transportującego krew, składniki odżywcze i tlen, a także odprowadzającego produkty przemiany materii.

Prace nad sztucznym łonem trwają również w Stanach Zjednoczonych. W 2003 roku Thomas Shaffer z Temple University w Filadelfii z pomocą wyprodukowanej przez siebie sztucznej jamy owodni zapewniającej płyn zbliżony do naturalnych wód płodowych, był w stanie utrzymać przy życiu i doprowadzić do pełnego rozwoju płody owcze. Badania Shaffera skupiają się na zapewnieniu płodowi dostatecznej ilości tlenu niezbędnej do właściwego wytworzenia i funkcjonowania tkanek nerwowych, dlatego płyn w jego urządzeniu zawiera nadfluorek węgla, który transportuje tlen w momencie, kiedy płód nie jest na dostatecznym stopniu rozwoju, aby jego płuca mogłoby robić to samodzielnie.

Projekt doktor Helen Hung-Ching Liu z Cornell University z kolei opiera się na stworzeniu syntetycznego szkieletu wyściełanego błoną śluzową pobraną z macicy i poddanego działaniu hormonów, które z kolei spowodowałyby stworzenie warstw tkanki podobnych do tych w żywym organizmie. Z czasem szkielet uległby rozpuszczeniu pozostawiając tylko sztuczną macicę. W 2010 Liu rozpoczęła pracę nad wprowadzeniem do swojego urządzenia embrionu we wczesnym stadium rozwoju.

Ostatnio – bo w październiku 2019 roku – sukces w wybudowaniu sztucznego łona odnotowali Holendrzy. Lisa Mandemaker we współpracy z Centrum Medycznym Maxima zaprojektowała urządzenie składające się z pięciu balonów, w których dziecko pływałoby w płynach o różnej cyrkulacji. Po przedwczesnym porodzie dziecko zostałoby włożone do sztucznego łona, gdzie podłączono by jego pępowinę do sztucznego łożyska. Po kilku miesiącach dziecko „narodziłoby się” znowu.

Swoje prace nad sztucznym łonem prowadzą również Raelianie oraz Chińczycy. Raelianie – będący sektą wierzącą w to, iż ludzkość została stworzona przez kosmitów za sprawą klonowania – w 2003 roku ogłosili, że chcą stworzyć sztuczną macicę, w której rosnąć będą nowi wyznawcy. Tymczasem wynalazek naukowców z Chińskiej Akademii Nauk Medycznych zakłada zbudowanie sztucznej macicy dla mężczyzn.

Ogromny potencjał

Wyżej wymienione wynalazki są tworzone pod kątem pomocy wcześniakom, jednakże sztuczne łono może w przyszłości otwierać przed nami ogromne możliwości. W pierwszym rzędzie byłby to sposób na to, aby kobiety, które chciałyby mieć dzieci, a które z różnych powodów nie mogą ich mieć (są bezpłodne, przeszły zabieg histerotomii, cierpią na nowotwory narządów rodnych albo ich ciała nie potrafią utrzymać ciąży, skutkując poronieniami), miały szansę na macierzyństwo. Sztuczna macica wyeliminowałaby też kwestię narażenia zdrowia i życia matki – ponieważ istniałaby alternatywa dla „naturalnej” ciąży, matka nie musiałaby wybierać między zdrowiem własnym a dziecka, tylko mogłaby spokojnie poddać się niezbędnym zabiegom leczniczym. Z punktu widzenia środowisk LGBT również pary homoseksualne albo osoby transpłciowe miałyby szanse na biologiczne dziecko.

Co więcej, przy odpowiednio rozwiniętej technologii będzie można zadbać o ciąże zagrożone – nie czekać na operacje dzieci do ich urodzenia, tylko od razu przeprowadzić je w sztucznym łonie; jak również lepiej monitorować rozwój płodu pod kątem naukowym i profilaktycznym. Naukowym – gdyż naukowcy mieliby lepszy wgląd w rozwój płodu podczas ciąży; profilaktycznym – gdyż mogliby obserwować stan zdrowia płodu pod kątem możliwych komplikacji i chorób prenatalnych, a przez to – móc podejmować lepsze decyzje odnośnie sposobu leczenia.

Ponadto pojawia się kwestia czysto feministyczna – ciąża niesie za sobą pewne ograniczenia, tak pod względem fizycznym, jak i społecznym. Nie oszukujmy się – potencjalna możliwość zajścia kobiety w ciążę wpływa nieraz na decyzje pracodawców o zatrudnieniu kobiet na konkretne stanowiska; a mniej lub bardziej błędne mniemania na temat tego, jak ciąża wpływa na kobietę, również robią swoje. Według feministki Shulamith Firestone uniezależniona od swojej biologii reprodukcyjnej kobieta mogłaby osiągnąć ten sam potencjał, co mężczyzna. Poza tym dla wielu kobiet perspektywa bycia w ciąży może wydawać się nie tylko niewygodna, ale wręcz przerażająca. Sztuczne łono umożliwiłoby im posiadanie dzieci z minimalnym wpływem na ich ciało.

Sztuczne łono sprawi też, że praktyka surogatek – kobiet, które „wynajmują” swoje ciało, aby rodzić cudze dzieci – odejdzie w niepamięć.

Ogromne wątpliwości

Jednocześnie wizja powszechności sztucznego łona niesie ze sobą pewne zrozumiałe obawy. Już widok przebywających pod folią jagniąt może być niepokojący, a perspektywa tego, że ludzkie dzieci byłyby rozwijane nie w łonie biologicznym, tylko w maszynie, nasuwa skojarzenia z jakąś dystopijną wizją przyszłości. Ciąża jest jednym z tych elementów natury, który towarzyszył nam od zarania dziejów, i traktujemy go jak część życia. W dodatku jest to element natury ściśle związany z kobiecością, przeto będący czymś unikalnym dla tej biologicznej płci. Sztuczna macica mogłaby zmienić postrzeganie ciąży biologicznej i doprowadzić do pewnych zmian społecznych i kulturowych.

Strona konserwatywna boi się tego, że dojdzie do stechnicyzowania i skomercjalizowania ludzkiej prokreacji. Nie chodzi tylko o „farmy dzieci”, które mogą się w przyszłości pojawić, lecz także o to, czy z czasem instytucje medyczne czy nawet sami rodzice, nie zechcą wprowadzić pewnych „genetycznych” poprawek w swoich pociechach. W dodatku naukowcy mogliby przeprowadzać eksperymenty na embrionach, na przykład, polegające na łączeniu genów ludzkich i zwierzęcych. Jednym słowem – mamy tu do czynienia z lękiem przed traktowaniem przedmiotowym dziecka.

Inną obawą związaną ze sztucznym łonem jest nadwerężenie więzi matką a dzieckiem. Tak pod względem biologicznym, jak i emocjonalnym podczas ciąży odbywa się wiele interakcji, które wpływają na dziecko i jego rozwój. Kobieta ciężarna z kolei jest ewolucyjnie skonstruowana w taki sposób, aby chronić i dbać o swoje dziecko w tym wrażliwym okresie i tuż po nim. Na razie nie jesteśmy w stanie określić tak dokładnie jak technologia sztucznego łona może wpłynąć na płód pod tym względem – czy potomstwo wykształcone w sztucznym łonie będzie takie samo jak dziecko „urodzone z kobiety”, czy też może będzie miało jakieś braki w zakresie emocjonalnego rozwoju (przykład przenoszenia wcześniaków do inkubatorów pozwala nam na pewną dozę optymizmu, ale co jeśli embrion zostanie przeniesiony do sztucznego łona prawie że na początku ciąży?).

Natenczas ektogeneza przy pomocy sztucznej macicy zakłada też, że płód będzie chirurgicznie przeniesiony do urządzenia, a podczas tej procedury może dojść do uszkodzenia płodu.

Strona lewicowa widzi w sztucznym łonie zagrożenie dla pozycji kobiety. Skoro przez tysiąclecia macierzyństwo i unikalna zdolność noszenia ludzkiego życia były czymś, co nadawało wartość kobiecie i pozwalało jej na posiadanie pewnej dozy władzy i ochrony w zdominowanym przez mężczyzn świecie (wszak dlatego tak bardzo chroniło się kobiety i dzieci, gdyż ich śmierć oznaczałaby koniec społeczności), sztuczne łono sprawiłoby, że kobieta straciłaby swoją unikalną pozycję. Ponadto różne środowiska walczące o prawa kobiet zwracają uwagę na to, że w medycynie rządzą, przeważnie, mężczyźni, a zatem kontrola nad sztucznymi macicami przypadałaby również męskim lekarzom i byłaby kolejnym ciosem przeciwko reprodukcyjnym prawom kobiet.

Kolejną obawą, na którą zwracają uwagę w szczególności środowiska lewicowe (choć można te same lęki zauważyć również po stronie prawicowej), jest to, że zapewne do nowej technologii będą mieli dostęp tylko najbogatsi. Pary mniej uprzywilejowane, które chciałyby skorzystać z dobrodziejstw sztucznego łona (chociażby dlatego, że zdrowie kobiety nie pozwala jej urodzić w bezpieczny sposób albo jest ona bezpłodna), miałyby zamknięty do niego dostęp. Dodajmy do tego, że w niektórych krajach łamane są prawa reprodukcyjne kobiet z mniejszości etnicznych (na przykład, rdzenne Amerykanki były i są poddawane przymusowej sterylizacji w USA i Kanadzie), a nie trudno sobie wyobrazić świat, w którym sztuczne łono stałoby się narzędziem opresji wobec pewnych grup ludzi. Znów powraca więc tutaj problem eugeniki.

Z drugiej strony sztuczne łono może i wyeliminuje pewne powody, dla których kobiety decydują się na aborcję, ale nie zmieni faktu, że niektóre dzieci mogą być „niechciane”. Powiedzmy, że jakaś kobieta zdecyduje się jednak, aby przenieść niechciane dziecko do sztucznej macicy, ale, z różnych powodów, nie będzie chciała się nim zajmować, kiedy ono już się urodzi. Co się wtedy z nim stanie?

Potencjalne rozwiązania

Jak każda debata bioetyczna, również debata na temat potencjalnych zagrożeń i problemów moralnych wynikających z zastosowań sztucznego łona przyniosła kilka rozwiązań, które warto by było w przyszłości rozważyć.

W strukturach rządowych i pozarządowych wielu krajów znajdują się organizacje podejmujące tematy regulacji prawnych w zakresie medycyny, a zwłaszcza – medycyny reprodukcyjnej. Z chwilą kiedy sztuczne macice staną się bardziej powszechne, rządy będą musiały wypracować nowe normy prawne; zmienić język niektórych regulacji, aby obejmował również opcję sztucznej macicy… ale również brał pod uwagę jej potencjalne nadużycia.

Tak samo instytucje religijne będą musiały się jakoś odnieść do tego nowego wynalazku. Polacy mają o tyle dobrze, że zgodnie z instrukcją Donum vitae wydaną w 1987 roku, Kościół katolicki dopuszcza zabiegi medycyny prenatalnej, o ile są one stosowane w trosce o zdrowie i godność ludzką, przeto o ile sztuczne łono byłoby używane po to, aby pomóc dziecku i parom, które nie mogą mieć dzieci, jego stosowanie byłoby jak najbardziej dopuszczalne.

Ponadto biorąc pod uwagę to, że już teraz rodzicielstwo i normy z nim związane, uległy zmianie za sprawą unormowania takich zjawisk jak adopcja, samotne rodzicielstwo, czy usługi surogatek, jeśli sztuczne łono zostanie wprowadzone do obiegu, zapewne nasze społeczeństwo będzie miało pewną łatwość w zaakceptowaniu go jako elementu rodzicielstwa. Wszak dzięki bankom spermy, kobieta może mieć dziecko bez udziału mężczyzny; dzięki adopcji może mieć dziecko, nie zachodząc w ciążę, tak jak dzięki surogatkom może mieć dziecko biologiczne bez bycia ciężarną.

Na razie jeśli chodzi o sztuczne łona, są one w fazie testów na zwierzętach i pewnie minie jeszcze kilkadziesiąt lat, zanim staną się codziennością. Przez ten czas, im bliżej będziemy wprowadzenia tej technologii do obiegu, tym bardziej powinniśmy o niej rozmawiać, rozważać związane z nią niebezpieczeństwa i wypracowywać rozwiązania prawne, aby jak najbardziej owe niebezpieczeństwa zniwelować. Czeka nas więc dużo roboty i to na różnych polach – technologicznym, społecznym, kulturowym i etycznym – zanim będziemy gotowi na technologię sztucznego łona.

Wykorzystane źródła na temat sztucznego łona:

  1. Ks. dr. hab. Andrzej Muszala Dylematy moralne związane z wykorzystaniem sztucznej macicy.
  2. Christine Rosen, Why Not Artificial Wombs?
  3. Soraya Chemaly, What Do Artificial Wombs Mean for Women?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o