Tajkonauci po ciemniej stronie Księczyca, czyli chiński program kosmiczny

0
12

W 2003 roku Chiny wysłały swojego pierwszego obywatela w kosmos. Wydarzenie to uświadomiło społeczności międzynarodowej, że Chińska Republika Ludowa nie tylko staje się państwem coraz bardziej konkurencyjnym gospodarczo, lecz także że jego program kosmiczny może dorównać NASA i Roskosmosowi. Tymczasem w roku 2020 Chiny odniosły kolejny sukces, wysyłając sondę Cheng’e 5 na Księżyc i jeszcze bardziej zaznaczając swój udział w podboju kosmosu.

W tym momencie Chiny stają się coraz większym graczem w rozpoczynającym się właśnie drugim Wyścigu Kosmicznym, a ich program kosmiczny jest jednym z najlepiej rozwijających się, nie tylko w Azji, ale i na świecie.

Niemniej jednak chiński program kosmiczny jest silnie związany z chińskimi ambicjami zaistnienia na arenie międzynarodowej i o tym też trzeba pamiętać.

Sen o potędze

Historia chińskiego programu kosmicznego jest długa i zawiła, dlatego pozwolę sobie przytoczyć tylko co bardziej istotne fakty.

Po wojnie w Korei Mao Zedong – przywódca Chińskiej Republiki Ludowej – powołał program nuklearny, aby zapewnić Chinom godną pozycję na arenie międzynarodowej. Trzeba tu zaznaczyć, że wraz z powołaniem Chińskiej Republiki Ludowej, Chińczycy odzyskali niepodległość. Ich wersja komunizmu łączyła się w pewien sposób z pragnieniem odzyskania znaczenia Chin jako kraju, który przez lata był kolonizowany przez państwa zachodnie, a nawet okupowany w trakcie wojny przez Japończyków. Mao miał przeświadczenie, że inne kraje (zwłaszcza USA i Rosja) nie szanują ChRLu, toteż zamierzał uczynić swój kraj potęgą z własną bronią nuklearną.

Qian Xuesen – ojciec chińskiego programu kosmicznego.

Podczas Centralnej Komisji Komunistycznej Partii Chin 15 stycznia 1955 roku powołany został chiński program nuklearny, a w 1956 roku realizowaniem Dwunastoletniego Planu dla Chińskiego Lotnictwa zajmowała się Piąta Akademia (znana później jako Siódme Ministerstwo Przemysłu Maszynowego Chińskiej Republiki Ludowej), założona 8 października 1956 roku. Jej dyrektorem został Qian Xuesen – chiński inżynier i specjalista w dziedzinie aeronautyki i astronautyki, który odebrał wykształcenie na MIT. W 1943 roku był jednym z naukowców, którzy badali niemiecką rakietę V2 i budowali własną jej wersję (potem, na podstawie ich badań powstało Jet Propulsion Laboratory, które teraz jest częścią NASA), a nawet brał udział w Projekcie Manhattan. Niestety okres paranoi w USA lat pięćdziesiątych sprawił, że Xuesen został pozbawiony stanowiska na uczelni, przez pięć lat przebywał w areszcie domowym, aż w końcu w 1955 roku został deportowany do Chin w ramach wymiany za amerykańskich pilotów pojmanych podczas wojny koreańskiej. Tak czy inaczej, ChRL miał do dyspozycji człowieka, który znał się na rakietach nuklearnych i sprawił, że Chiny przeprowadziły w 1964 roku pierwsze udane testy własnej bomby atomowej i wodorowej.

Pierwszy chiński kosmodrom – Centrum Startowe Satelitów Jiuquan.

Po wystrzeleniu Sputnika 4 października 1957 roku, Mao postanowił, że jego kraj również będzie miała program kosmiczny, aby móc równać się z innymi supermocarstwami. 17 maja 1958 roku Mao ogłosił, że Chiny „też powinny stworzyć sztucznego satelitę” i że chińska satelita powinna zostać wystrzelona w 1959 roku, na dziesiąta rocznicę ustanowienia Chińskiej Republiki Ludowej. Ów plan nosił nazwę Projektu 581 i był początkiem chińskiego programu kosmicznego. Wkrótce, bo już w 1958 roku – na terenie Chin postawiony został pierwszy kosmodrom: Centrum Startowe Satelitów w Jiuquan. Od 1966 aż do 2016 roku stanęło ich jeszcze trzy.

Jeszcze w latach pięćdziesiątych pomocą w rozwoju programu kosmicznego służyli Chińczykom eksperci z ZSRR. Związek Radziecki zapewniał szkolenie i dostarczał technologię, między innymi, wprowadzając w Chinach program rakiet krótkiego zasięgu R-2. Niemniej jednak kiedy w Związku Radzieckim do władzy doszedł Nikita Chruszczow, którego wizja komunizmu znacznie różniła się od tej wyznawanej przez Stalina i Mao, w 1960 roku doszło do rozłamu między ZSRR i Chinami. Radzieccy naukowcy i eksperci wynieśli się z ChRLu i odtąd Chińczycy musieli rozwijać swój program kosmiczny samodzielnie.

Przez dłuższy czas Chiny działały po cichu i skupiały się na nieco innych rzeczach, niż Stany Zjednoczone czy Związek Radziecki. 16 października 1964 roku dokonały pierwszego udanego testu broni jądrowej własnej konstrukcji – pocisku balistycznego Dongfeng 2A. Na projekcie Dongfeng opierały się również rakiety nośne Chang Zheng, na których w 1970 roku został wystrzelony pierwszy chiński satelita Dong Fang Hong 1, czyniąc z Chin piąte państwo na świecie zdolne wysłać własnego satelitę w kosmos.

W 1971 roku Chiny rozpoczęły Projekt 714, mający na celu wystrzelić w kosmos pierwszych chińskich astronautów do roku 1973. Niestety, mimo że już w marcu 1971 udało się wybrać 19 ochotników, program załogowych lotów kosmicznych został przerwany.

W 1993 roku zaś powołana została Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA), pod którą podchodzą cztery departamenty – Planowania Generalnego, Inżynierii Systemów, Nauki, Technologii i Kontroli Jakości, a także Spraw Zagranicznych.

Dwa lata po śmierci Mao Zedonga w 1976 roku przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej został Deng Xiaoping, który wkrótce wprowadził liczne reformy w zakresie ekonomii. W 1985 roku Chińska Republika Ludowa rozpoczęła program komercyjny polegający na wysyłaniu zagranicznych satelitów na rakietach Chang Zheng. Głównymi klientami Chin były kraje Azji, Afryki i Europy. USA patrzyło na program krzywo, obawiając się, że amerykańska technologia zostanie wykorzystana do rozwoju chińskiej broni balistycznej. Dlatego w maju 1999 roku przedstawiono raport dotyczący zastosowania przez chiński komercyjny program wystrzeliwania satelitów technologii NASA do celów militarnych. W 2011 roku wreszcie USA ogłosiło, że NASA nie może dzielić się danymi i technologią ani współpracować z obywatelami Chińskiej Republiki Ludowej.

Tak naprawdę jednak głośno o chińskim programie kosmicznym zrobiło się dopiero przy okazji Programu Shenzhou, znanego też jako Program 921-1. Powołany do życia w 1992 roku Program Shenzhou przejął zadanie Projektu 714 – miał na celu wysłać w kosmos chińską załogę. Pomimo głosów krytyki, jakoby Chińska Republika Ludowa miała pilniejsze potrzeby niż wysyłanie swoich obywateli w kosmos, ostatecznie uznano, że eksploracja przestrzeni kosmicznej jest przeznaczeniem ludzkości i Chiny nie mogą pozostać w tyle za innymi krajami. W 2003 roku astronauta – czy też raczej: tajkonauta – Yang Liwei lecąc na pokładzie statku Shenzhou 5, stał się pierwszym obywatelem ChRLu w kosmosie.

A był to dopiero początek.

Nie kosmonauta, a tajkonauta

Od ponad dwóch dekad Chiny stają się potęgą gospodarczą, z którą trzeba się liczyć. W tym momencie znaczenie ChRLu, nie tylko na azjatyckiej arenie polityczno-ekonomicznej, ale na całym świecie, jest ogromne, tak ogromne, że świat ignoruje łamanie w tym kraju praw człowieka. Już dawno Chiny przestały kojarzyć się nam z biednym, zacofanym państwem komunistycznym, choć nadal od czasu do czasu głośno jest o naruszeniach praw obywatelskich Hong Kongu, Tajwanu czy chińskich mniejszości etnicznych.

Do pewnego stopnia chiński program kosmiczny jest dopełnieniem tej nowej potęgi Chin, a samo Państwo Środka przoduje w Azjatyckim Wyścigu Kosmicznym i nie kryje się ze swoimi wielkimi planami podboju kosmosu. CNSA ma już za sobą wysłanie na ciemną stronę Księżyca kilka sond Cheng’e (w tym ostatniej – Cheng’e 5 – w 2020 roku), a także kilka lotów załogowych na statkach Shenzhou, ale planuje też budowę własnej stacji orbitalnej Tiangong (ze strukturą opartą na stacji Mir), a także załogowe loty na Marsa i Księżyc.

Stacja Tiangong jest, do pewnego stopnia, odpowiedzią Chińczyków na planowaną przez Amerykanów, Rosjan, Kanadyjczyków i Europejczyków stację Gateway, która ma zostać wybudowana na orbicie Księżyca i służyć jako stacja wypadowa dla przyszłych badaczy i kolonizatorów Srebrnego Globu; a także jako etap pośredni do stacji Deep Space Transport, która ma zostać umieszczona na orbicie Marsa. Również chińskie sondy i przyszłe statki załogowe wysyłane na Księżyc i Marsa, są dyskutowane niemal w tym samym czasie, co amerykański Perseverance czy planowany na rok 2024 program Artemis (czyli „powrót” Amerykanów na Księżyc po misjach Apollo).

Nietrudno więc zauważyć, że Chiny otwarcie rywalizują z NASA. Ta rywalizacja objawia się również w tym, że od 2003 roku używamy określenia „tajkonauta” (od chińskiego taikong oznaczającego niebo i greckiego nautes, czyli marynarz) na chińskich podróżników w kosmos, w przeciwieństwie do funkcjonujących już od wielu dekad terminów „astronauta” i kosmonauta”.

Przeciętny człowiek używa słów „astronauta” i „kosmonauta” zamiennie, bo też w praktyce owe pojęcia odnoszą się do osób, które wyruszają w kosmos. Rozróżnienie ma charakter polityczny i pochodzi jeszcze z czasów Zimnej Wojny i pierwszego Wyścigu Kosmicznego – astronauta to kosmiczny podróżnik latający na statkach NASA, kosmonauta zaś działa w ramach rosyjskiego programu kosmicznego. Jest to swego rodzaju zaznaczenie tego, które wielkie mocarstwo ma jakie zasługi dla eksploracji kosmosu. Nawet teraz, kiedy rywalizacja Rosji i USA trochę ostygła i oba kraje współpracują ze sobą, to rozróżnienie jest stosowane.

Zapewne, aby niejako zaznaczyć, że chiński program kosmiczny nie jest odnogą NASA czy Roskosmosu, ale pełnoprawnym graczem, na określenie chińskich podróżników w kosmos używamy terminu „tajkonauta”. Być może w przyszłości będziemy mówić o tajkonautach z innych krajów, którzy zostali wyszkoleni w NCSA i wystrzeleni w kosmos z chińskich kosmodromów.

Kontrowersje związane z chińskim programem kosmicznym

Niemniej jednak działania NCSA wzbudzają pewne kontrowersje. Po pierwsze mamy kwestię tak zwanego podwójnego użytkowania – podejrzeń, że badania w zakresie „cywilnego” i ściśle naukowego podboju kosmosu łączą się z rozwojem technologii wojskowej, którą wykorzystywałyby nie tylko Chiny, ale też takie państwa jak Korea Północna, Iran czy Syria. Choć Chińska Republika Ludowa podpisała traktat o Pokojowym Wykorzystaniu Przestrzeni Kosmicznej (COPOUS), a także jest częścią Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej, to jednak nie podpisała traktatu o zakazie broni jądrowej i tak zwanego Traktatu Księżycowego. Zachodzi więc obawa o to, czy czasem Chiny nie zbroją się za plecami innych państw.

Po drugie – kiedy zawierające paliwo resztki rakiet odczepiają się podczas lotu, spadają na okoliczne wioski, doprowadzając do skażeń i zachorowań mieszkańców (można tu przytoczyć chociażby przypadek z 4 października 2020). Po części można zrozumieć, dlaczego tak się dzieje – w przeciwieństwie do Rosji, która ma do dyspozycji ogromne, niezamieszkałe połacie ziemi, Chiny zajmują mniejszy, za to bardziej zaludniony obszar. Oficjalnie ludność mieszkająca w pobliżu miejsc, na które mają spadać części rakiet, powinna zostać o tym zawczasu poinformowana i poinstruowana, aby w określonym momencie wyłączyć prąd i ukryć się, a w skrajnych przypadkach nawet uciekać. Niemniej jednak choć zwykle przy takich wypadkach nie słyszymy o tym, że ktoś został ranny czy poniósł śmierć, to jednak istnieje podejrzenie, że wiadomości te są po prostu zatajone przed mediami.

Tak więc chiński program kosmiczny napawa zarówno zachwytem, jak i niepokojem. Z całą pewnością Chińska Republika Ludowa już teraz jest istotnym graczem, jeśli chodzi o podbój kosmosu i czas pokaże, jak wiele ze swoich ambicji uda jej się spełnić.

Przeczytaj również:

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments