Test Turinga w fikcji

0
190
Alan Turing

Każdy kto interesuje się sztuczną inteligencją lub robotyką, natknął się przynajmniej raz na zagadnienie testu Turinga. Wymyślony przez pioniera nauk komputerowych Alana Turinga eksperymant został przedstawiony po raz pierwszy w artykule Computing Machinery and Intelligence opublikowanym na łamach czasopisma Mind i był wynikiem postawionego przez uczonego pytania: „Czy maszyna jest w stanie uchodzić za człowieka?” Pytanie to miało być alternatywą do niejasnego i niosącego ze sobą problemy natury metafizycznej pytania: „Czy maszyna myśli?” (albowiem, aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba było najpierw odpowiedzieć na to jak rozumiemy słowa „maszyna” i „myślenie”).

Pierwotny test Turinga zakładał obecność trzech uczestników: kobiety, mężczyzny oraz rozmówcy (określani jako A, B i C). Wszyscy troje byliby osadzeni w trzech różnych pomieszczeniach i mieliby kontaktować się za pomocą tekstów pisanych na maszynie. Rozmówca miałby za zadanie zadawać pozostałym dwóm uczestnikom pytania, aby na tej podstawie wywnioskować czy uczestnik A lub B jest kobietą czy mężczyzną. Przy czym A i B mogą kłamać, aby przekonać C, że są tym drugim, a ich przeciwnik kłamie. Turing określił swój test mianem „imitation game” (gry pozorów, gry w naśladownictwo).

Zadajmy teraz pytanie: „Co się stanie, kiedy maszyna przejmie rolę A w tej grze?” Czy rozmówca będzie się mylił tak często, kiedy gra grana jest w ten sposób, jak w przypadku, kiedy grana jest między mężczyzną a kobietą?

W dalszych częściach artykułu Turing rozprawia się z licznymi argumentami za tym, że maszyna nie mogłaby dorównać człowiekowi z powodu braku pewnych cech kojarzonych z człowieczeństwem (jak emocje, kreatywność itd.). Niemniej jednak „imitation game” i pytanie o to, czy maszyna mogłaby uchodzić za człowieka było na tyle intrygujące, że przetrwało do dziś; zwłaszcza że sam Turing twierdził, że za jakieś pięćdziesiąt lat od roku wydania artykułu w 1950 technologia osiągnęłaby odpowiednio wysoki poziom, aby z sukcesem przejść stworzony przez niego test. Co prawda, w wywiadzie z 1952 uczony stwierdził, że taki przełom nastąpi dopiero za 100 lat, a wielu specjalistów w dziedzinie robotyki uważa, że test Turinga to bardziej eksperyment myślowy, niż faktyczny test, ale i tak są ludzie, którzy chcą stworzyć maszynę, która wygrałaby w „grze naśladownictwa”. Doszło do tego, że wynalazca Hugh Loebner ustanowił w 1990 roku nagrodę 100 tysięcy dolarów oraz medal dla tego, kto stworzy maszynę, która przejdzie test Turinga.

Do tej pory odnotowywano większe i mniejsze sukcesy (ostatni z 2014 roku), ale sam test Turinga był krytykowany jako nieadekwatny – nie mierzący faktycznej inteligencji maszyny, tylko jej zdolność do oszukiwania; ograniczający się tylko do kilku aspektów ludzkich działań (nie obejmujący innych form inteligencji) i zależny również od samych sędziów.

Niemniej jednak w dobie internetu, test Turinga jest o wiele łatwiejszy do wykonania niż w czasach jego twórcy, już choćby przez to, że normalnością jest rozmowa z obcą osobą poprzez chat w serwisie społecznościowym, nawet bez widzenia jej twarzy ani usłyszenia jej głosu. Nie potrzeba trzech oddzielnych pokojów, wystarczy komputer z WiFi. O wiele łatwiej jest w dzisiejszych czasach nie tylko udawać kogoś, kim się nie jest, lecz także stworzyć samo-uczący się program, który na podstawie innych, dostępnych w internecie tekstów, stworzy własną, brzmiącą naturalnie wypowiedź.

Pierwotne pytanie: „Czy maszyna jest w stanie udawać człowieka?” sprawia, że test Turinga może przyjmować różne formy o ile zachowane zostanie jego podstawowe założenie. A ponieważ gatunek science-fiction posiłkuje się naukami ścisłymi, teoriami i zdobyczami techniki, taki bardziej szeroko pojmowany test Turinga obecny jest również w fikcji.

Z czego zrobione są małe dziewczynki?

Wyobraźcie sobie taka scenę: bohater ma się spotkać z kimś w jego biurze. W poczekalni spotyka sekretarkę albo asystenta, którzy zajęci są swoją pracą, ale uprzejmie odpowiadają na pytania i komentarze bohatera. Wreszcie osoba, z którą miał się spotkać, pojawia się i jednym zdaniem wyjawia przed nim tajemnicę: sekretarka/asystent to wyjątkowo zaawansowany model androida.

O dziwo, ten zabieg pojawił się jeszcze przed artykułem Turinga z 1950, bo już w utworze, w którym pierwszy raz padło określenie „robot”, czyli w R.U.R. Karela Čapka. Już w pierwszej scenie, kiedy Helena Glory przybywa do firmy Roboty Uniwersalne Rossuma z ramienia Ligi Ludzkości, aby walczyć o prawa robotów, odkrywa, że Sulla, asystentka głównego menedżera firmy, Harry’ego Domina, jest robotem. Domin zaraz potem informuje ją, że większość robotników i pracowników biurowych to roboty (bo pracują lepiej od ludzi) i te dwa fakty wywołują na Helenie tak wielkie wrażenie, że kiedy spotyka pozostałych członków zarządu, od razu zaczyna wygłaszać do nich płomienną przemowę o prawach robotów (zakładając, że oni również są maszynami). Potem zostaje, oczywiście, wyprowadzona z błędu, ale podobieństwo robotów do ludzi gra w sztuce Čapka istotną rolę.

Scena z „R.U.R.” – Helenie Glory przedstawiane są trzy roboty, w tym – podobny do człowieka Marius.
Android Andrea

Podobnie w Oryginalnej Serii Star Treka pojawiają się androidy, które członkowie załogi Enterpirse (jak również widzowie) w pierwszej chwili biorą za ludzi. W odcinku What Little Girls Are Made Of? (dosłownie: Z czego zrobione są małe dziewczynki?, chociaż polski tytuł to Niezłomne kobiety) archeolog Richard Korby odkrył pozostałości starożytnej cywilizacji, która stworzyła technologię budowania podobnych do człowieka androidów – tak realistycznych, że ich skóra jest miękka i ciepła, a pod nią czuć płynące żyły. Już na samym początku na spotkanie kapitanowi Kirkowi i siostrze Chapel wychodzi niejaki Matthews, który twierdzi, że jest asystentem doktora Korby’ego. Szybko jednak można zauważyć, że coś jest nie tak w jego zachowaniu. W przeciągu całego odcinka Korby próbuje przekonać bohaterów do swoich racji, tworzy nawet robota-replikę kapitana Kirka, któremu udaje się przekonać siostrę Chapel, że ma przed sobą swojego kapitana, a i sam Korby okazuje się na samym końcu robotem, do którego wprowadzona została świadomość archeologa. Jedynym androidem, który wygląda jak sztuczny człowiek, jest Ruk – robot pamiętający czasy owej starożytnej cywilizacji, której technologię odkrył Korby.

W przypadku wystąpień scenicznych, seriali i filmów, kiedy mamy aktorów grających roboty i nagle wyjawiających swoją naturę, taki zabieg z jednej strony pozwala zaoszczędzić na efektach i kostiumach, a z drugiej – umożliwia aktorom za pomocą różnych środków artystycznych popisanie się przed widzami. Niemniej jednak motyw robota, który początkową wzięty jest za człowieka, pojawia się również w literaturze.

W Pozytonowym detektywie (pierwszym kryminale z androidami, będącym podgatunkiem cyberpunku) policjant Elijah Bailey ma współpracować z przedstawicielem Nadziemców (potomków Ziemian, którzy skolonizowali inne planety) podczas śledztwa w sprawie śmierci nadziemskiego robotyka Roja Nemennuha Sartona. Szybko okazuje się, że owym przedstawicielem jest robot, R. Daneel Olivaw… ale w pierwszej chwili przypomina on do złudzenia człowieka. Specjalnie został tak skonstruowany, aby wyglądał jak najbardziej ludzko, albowiem rzecz dzieje się na Ziemi przyszłości, gdzie ludzie spoglądają chłodno na roboty (w przeciwieństwie do Nadziemców, którzy rozwijali robotykę od kiedy prawo ziemskie wprowadziło restrykcję w produkcji robotów). Ponieważ morderstwa dokonano na Ziemi, niewątpliwie przypominający człowieka Daneel ma o wiele większą zdolność manewrowania, a i sam Bailey z czasem się do niego bardziej przekonuje. W późniejszym Nagim słońcu, kiedy Bailey i Daneel muszą rozwiązać zagadkę morderstwa na Solarii, znanej z niskiej populacji i z produkcji wysokozaawansowanych robotów (w zamierzeniu Solaria miała być odwrotnością Ziemi, gdzie ludzi było dużo, a robotów mało), obecność stworzonego przez robotyka z Aurory (konkurencyjnej wobec Solarii planety), będącego na tak wysokim stopniu zaawansowania, że aż przypominającego do złudzenia człowieka, miałaby prawie że charakter propagandowy. Poniekąd, aby nie zakłócać śledztwa, fakt ten jest przez dłuższy czas ukrywany przed Solarianami.

Androidy, które mogą łatwo uchodzić za ludzi, są główną osią fabularną książki Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Tam mamy sytuację, w której firma produkująca roboty (pierwotnie zaprojektowane do tego, aby pełniły rolę służących dla kolonistów na Marsie) prześciga się w tworzeniu coraz to bardziej przypominających ludzi androidów, zwanych andkami. Ponieważ wiele andków z Marsa potem się zbuntowało i uciekło na Ziemię i z powodu braku empatii stanowią zagrożenie dla ludzi, powołano specjalną jednostkę łowców androidów, która ma je unieszkodliwiać. Co więcej, stworzono nawet test Voighta-Kampffa, który na podstawie odruchów obiektu podczas zadawania pytań, mających na celu wywołanie określonych reakcji, bada jego poziom empatii. W przeciągu fabuły książki widzimy jak różne osoby biorą udział w teście Voighta-Kampffa – poczynając od androidki Rachel, a na głównym bohaterze, Deckardzie i szefie pewnego posterunku, skończywszy. Ponieważ androidy są fizycznie niemal nieodróżnialne od ludzi, są momenty, w których Deckard popada w paranoję, a nawet podejrzewa, że sam jest androidem, tylko o tym nie wie. Stwierdza nawet, że wielu ludzi (zwłaszcza łowców androidów) pewnie nie przeszłoby testu Voighta-Kampffa ze względu na wykształconą przez lata psychopatię.

Ex Machina – inne spojrzenie na test Turinga

Bardzo ciekawie do testu Turinga podchodzi Ex Machina z 2015 roku. Programista Caleb ma go przeprowadzić na najnowszym robocie niejakiego Nathana, Avie. Jedynym ludzkim elementem wyglądu Avy jest jej twarz – cała reszta jej ciała wygląda jak obłożony pleksiglasową powłoką mechanizm. Od samego początku więc Caleb zdaje sobie sprawę z tego, że ma przed sobą robota. Jego rola (a przynajmniej tak to wygląda na początku) polega na prowadzeniu dyskusji z Avą i ocenieniu jak bardzo ludzka się wydaje w trakcie interakcji z żywym człowiekiem.

Później zostaje wyjawione, że prawdziwym celem eksperymentu było przetestowanie determinacji, sprytu i zdolności uwodzicielskich Avy, która miałaby spróbować uciec z posiadłości Nathana. Caleb – jako introwertyk i człowiek samotny, jest idealnym pomocnikiem dla Avy, ponieważ jest samotny i nieco nieśmiały. Im dłużej spędza czas z Avą i im bardziej przekonuje się, że Nathan to osobnik niegodny zaufania, tym bardziej Caleb skłonny jest do tego, aby go później zdradzić i uciec wraz z Avą.

Co ciekawe, jest w Ex Machina robot, który przechodzi bardziej tradycyjny test Turinga, a jest nim Kyoko. Widz zdaje sobie sprawę z tego, że coś z nią jest nie tak, ale raczej skłonny jest zrzucić to na to, że jest seksualną niewolnicą Nathana. Dopiero później Caleb odkrywa, że Kyoko to robot i to odkrycie (jak również długotrwała izolacja i gierki umysłowe Nathana i Avy) potem sprawia, że on sam zaczyna się zastanawiać, czy nie jest robotem.

Alternatywny test Turinga

Ten stan powątpiewania we własne człowieczeństwo i podejrzewania, że jest się robotem, jest czasem określany jako alternatywny test Turinga. Zdarza się przecież, że sztuczna inteligencja ma zaprogramowane konkretne zachowania, a w fikcji są to nawet wspomnienia, które nigdy nie miały miejsca. Taka sztuczna inteligencja nie jest świadoma tego, że nie jest człowiekiem, dlatego jeśli zostanie jej choćby zasugerowane, że nim nie jest, nagle będzie spoglądać inaczej na otaczającą ją rzeczywistość, a wspomnienia, wiedza, a nawet uczucia wydadzą jej się tylko częścią oprogramowania.

W Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Deckard spotyka kobietę-androida, która wydaje się nie być świadoma tego, że jest androidem, i to wydarzenie każe bohaterowi wątpić w swoje własne człowieczeństwo. Z kolei w pierwszym sezonie Westworld, nie tylko większość robotów w stylizowanym na Dziki Zachód parku rozrywki odkrywa, że są jedynie maszynami i buntuje się przeciwko gościom parku; lecz także jeden z konstruktorów okazuje się być robotem.

Krótko mówiąc – tak jak wiele teorii i konceptów naukowych, test Turinga poruszał ludzką wyobraźnię, chociaż nieraz w fikcji przedstawiano jego luźniejszą, nieco oderwaną od pierwotnych założeń jego twórcy wersję. Mimo że test Turinga nie jest doskonały, to i tak – biorąc pod uwagę dążenie co poniektórych robotyków, aby stworzyć jak najbardziej przypominającą człowieka maszynę – wpasowuje się w dyskurs na temat tego dążenia – na ile jest to faktyczna inteligencja, a na ile program. Nie inaczej jest w fikcji, gdzie pytania o to, czy maszyna potrafi być naprawdę ludzka, czy to tylko naśladownictwo, pojawiają się w niemalże każdej historii z udziałem robotów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o