Zabawy przyjemne i pożyteczne, czyli gry komputerowe w edukacji

0
12

Już od dłuższego czasu pojawiają się głosy za tym, aby wykorzystać urządzenia mobilne i internet do celów edukacyjnych. Nie tylko dlatego, że w sieci można znaleźć przydatne informacje ukazane w przystępny sposób, lecz także dlatego, że umiejętność korzystania z nowych technologii w celach naukowych będzie w przyszłości niesłychanie ważna. Stąd pojawia się nacisk na to, aby przy budowie nowych szkół zagospodarować przestrzeń w taki sposób, aby znalazło się miejsce na urządzenia mobilne i komputery.

Jednakże łączenie ze sobą komputerów i nauki znane jest nie od dziś, chociażby dlatego, że powstają wciąż tak zwane gry edukacyjne.

Gry oferują element zabawy, a jednocześnie działają na zasadzie wyzwań. Gry online i multiplayer dają graczowi wgląd w jego postępy w zestawieniu z innymi i zachęcają do dalszych działań. Do tego wiele gier komputerowych konstruuje fabułę, nawiązując do wydarzeń historycznych, literatury czy filozofii.

Czy jednak gry rzeczywiście mogą nas czegoś nauczyć?

Na szlaku w Oregonie

Już w latach osiemdziesiątych powstawały gry, które miały uczyć dzieci liczyć, czytać i pisać; a także oferowały lekcje na temat geografii, historii, literatury, języków i nauk ścisłych.

Jedną z najstarszych gier edukacyjnych jest The Oregon Trail, która była dostępna również w amerykańskich szkołach publicznych. W The Oregon Trail gracz wciela się w rodzinę osadników, która wyrusza na podbój Oregonu. Po drodze musi mierzyć się z licznymi przeszkodami, takimi jak dzika zwierzyna czy bandyci. Gracz musi także dbać o zaopatrzenie osadników i ich zdrowie (dość często zdarzało się, że postaci chorowały na dyzenterię; tak często, że aż stało się to memem). Można również wybrać profesje dla poszczególnych członków wyprawy – od cieśli po lekarza – co wiązało się z pewnymi bonusami do rozgrywki (jak możliwość tworzenia różnych rzeczy lub ulepszone zdrowie). To wszystko miało na celu uświadomić uczniom niebezpieczeństwa, z którymi musieli mierzyć się osadnicy, którzy zdobywali dzikie rejony Stanów Zjednoczonych.

The Oregon Trail działał na Apple ][ i dostępny był na dyskietce. Został zaprojektowany przez trzech nauczycieli historii z Minnesoty – Dona Rowitscha, Billa Heinemanna i Paula Dillenbergera – właśnie w celu wykorzystania gry na zajęciach. Pierwsza wersja powstała już w 1971, a w 1974 udostępniona szkołom w Minnesocie została jej wersja ulepszona. Z biegiem dekad The Oregon Trail zyskiwała nowe aktualizacje i aż do końca XX wieku cieszyła się popularnością w szkołach, ponieważ z jednej strony uczyła historii i zawierała aspekt zarządzania ekspedycją, a z drugiej – można było w niej strzelać do wszystkiego, co się rusza i zostawiać zabawne napisy na nagrobkach poległych osadników. Zwiększyła też świadomość populacji na temat tego, jak działa i czym grozi dyzenteria.

Sama gra doczekała się też licznych sequeli i dodatków, a nawet na jej podstawie powstała gra w stylu zombie survival horror – The Organ Trail.

Do dzisiaj The Oregon Trail uważane jest za klasyczną grę i dla wielu Amerykanów jest obiektem nostalgii. Rzecz o tyle interesująca, że zwykle gry z gatunku tak zwanego Edutainment (połączenie słów „edukacja” i „rozrywka”) zwykle miały dość krótkie życie, ze względu na to, że kojarzyły się ze szkołą i na dłuższą metę ich fabuła nie porywała. Inne, bardziej skierowane na rozrywkę gry wygrywały z grami edukacyjnymi, ale to nie znaczy, że nie miały nic do zaoferowania w zakresie edukacji.

Gra, na której trenują piloci

Rok temu jedną z wielkich premier w świecie gier był Microsoft Flight Simulator 2020, który jest kontynuacją długiej serii symulatorów lotu wydawanych przez Microsoft.

Pierwszy Microsoft Flight Simulator został zaprojektowany przez Bruce’a Artwicka jeszcze w czasach, kiedy ten był studentem. Po ukończeniu studiów Artwick założył firmę subLOGIC i zaczął promować swój symulator na system Apple ][, dopóki nie przyciągnął uwagi Microsoftu. W 1982 roku firma Billa Gatesa zaoferowała, że będzie tworzyć grę na licencji, aby dopracować jej mechaniki i uczynić ją przystępną dla systemu IBM PC. W 1995 roku Microsoft zdobył prawa autorskie do symulatora, ale Artwick jeszcze przez kilka lat pracował dla nich, sprawując pieczę nad swoim dziełem.

Microsoft Flight Simulator od samego początku chwalony był za swój realizm – potrafił odwzorowywać w miarę wiernie nie tylko krajobrazy z różnych zakątków świata, ale też różne warunki atmosferyczne i awarie, które mogą przytrafić się podczas lotu. Zwłaszcza te ostatnie zostały przedstawione wystarczająco dokładnie, aby oddać chaos panujący w kabinie pilota.

Warto tu zaznaczyć, że obecnie szkolenie na pilota obejmuje wylatanie określonej liczby godzin na symulatorze. Zwykle ów symulator to bardzo zaawansowana i ogromna maszyna, niemniej jednak ponieważ szczegóły Microsoft Flight Simulator są aż tak bardzo dopracowane (zwłaszcza jeśli chodzi o symulację sytuacji awaryjnych), nieraz rekomenduje się je jako narzędzie treningowe. Ba, można dokupić specjalny podręcznik – Microsoft Flight Simulator as a Training Aid: A Guide For Pilots, Instructors and Virtual Aviators – który pomoże aspirującym pilotom i instruktorom w wykorzystaniu pełni potencjału symulatora.

A Microsoft Flight Simulator symuluje tylko lot samolotami cywilnymi! Na rynku pełno jest tytułów, które oddają w mniejszym lub większym stopniu poruszanie się różnymi środkami transportu – od samochodów, poprzez łodzie, a na samolotach i czołgach skończywszy.

Czy możesz nauczyć się historii z gier?

The Oregon Trail udowodnił, że można uczyć historii poprzez gry komputerowe i też wiele z nich, siłą rzeczy, osadza je w jakiejś konkretnej epoce, będąc mniej lub bardziej zgodnymi z prawdą historyczną.

Generalnie, jeśli chodzi o historię w grach komputerowych, można ją rozpatrywać na kilka sposobów:

Po pierwsze – poprzez gry strategiczne, gdzie gracz musi zarządzać państwem albo armią w danym okresie historycznym (albo nawet przez całe stulecia aż do dalekiej przyszłości), aby doprowadzić je do świetności i licznych zwycięstw. Tutaj prym wiodą takie tytuły jak Hearts of Iron, Europa Universalis czy seria Cywilizacja Sida Meyera. Wszystkie trzy polegają na tym, że mamy różne kraje, o określonych uwarunkowaniach geopolitycznych, i musimy od tego punktu startowego zadbać o dyplomację, o rozwój ekonomiczny, polityczny i naukowy, oraz o siłę militarną, aby obronić się przed wrogimi państwami i stać się światową potęgą. Od razu można się domyślić, że nawet jeśli zaczynamy od sytuacji znanej z historii, z czasem możemy doprowadzić do czegoś w stylu historii alternatywnej, na przykład, sprawiając, że muzułmańska Polska podbije nazistowskie Niemcy w 1958 roku, albo że Madagaskar stanie się mocarstwem. Jest to nie tyle lekcja historii, co polityki i strategii wojskowej oraz czynników, które na nie wpływają.

Mikołaj Kopernik w „Assassin’s Creed II”.

Po drugie – gry, których fabuła osadzona jest w jakiejś epoce i/lub na tle wydarzeń historycznych. Przy czym ze względów fabularnych czy ze względu na mechaniki gry, realia historyczne są traktowane w uproszczeniu. Na przykład, w legendarnej czeskiej grze Kingdom Come, choć starano się odwzorować jak najlepiej poszczególne miejsca średniowiecznych Czech, skrócono odległości między nimi, aby podróż z jednego punktu do drugiego nie zajmowała kilku monotonnych godzin na koniu. Faktem jest jednak, że wiele szczegółów – chociażby miejsca, wydarzenia i postaci historyczne występujące w poszczególnych odsłonach serii Assassin’s Creed – można tak naprawdę docenić, kiedy jest się pasjonatem historii albo jeśli się przeczyta co nieco materiałów dodatkowych. Przy czym warto tu zaznaczyć, że czasem twórcy przedstawiają własną wersję jakiejś postaci albo wydarzenia (co jest domeną również innych form sztuki), chociaż czasem silą się na niejednoznaczność.

Po trzecie – są gry, które są nie tyle historyczne, co oparte na jakimś gatunku literacko-filmowym i niejako zachowują realia epoki, w której zwykle dany gatunek jest osadzony. Red Dead Redemption nawiązuje do westernu, a więc mamy realia Dzikiego Zachodu na przełomie wieków; a L.A. Noire to gra kryminalna, czerpiąca garściami z czarnego kryminału. Oba tytuły biorą na warsztat prawdziwe wydarzenia i postaci albo przynajmniej wzorują na nich własne, fikcyjne elementy.

Po czwarte wreszcie – istnieje coś takiego jak Bonus Geniusza: kiedy ktoś z odpowiednią wiedzą potrafi lepiej zrozumieć pewne nawiązania albo aluzje do tak zwanej kultury wysokiej – zagadnień filozoficznych, literatury, mitologii czy właśnie wydarzeń historycznych i ich wpływu na cywilizację. Dzięki temu ma się wrażenie, że gra jest o wiele głębsza niż się wydawało.

Myśl portalami

Gra Portal uchodzi za kultowy tytuł, który uczy myślenia poza schematami. Ma proste założenia: jesteś uczestnikiem testów, wyposażonym w pistolet portalowy i za jego pomocą musisz rozwiązywać łamigłówki, które przygotowała dla ciebie sztuczna inteligencja GLADoS. Z czasem łamigłówki stają się coraz bardziej rozbudowane, tak samo jak i fabuła gry. Z kolei w drugiej części nie tylko fabuła została rozwinięta, dzięki czemu dowiadujemy się coś niecoś o historii ośrodka, w którym przebywamy i o GLADoS; lecz także i łamigłówek jest o wiele więcej, nie mówiąc już o tym, że poza pistoletem portalowym używamy również płynów, które pozwalają nam wysoko skakać, szybko się ślizgać i sprawiać, że dowolna nawierzchnia nadaje się do umieszczenia na niej portalu (dotąd można było to zrobić tylko na specjalnych, białych płytkach).

Rzecz w tym, że seria Portal wykorzystywała w swoich łamigłówkach prawa fizyki. Na przykład, kiedy umieszczało się portal na ziemi i skakało z dużej wysokości, nabierało się pędu, który można było wykorzystać po drugiej stronie. Kiedy indziej trzeba było doprowadzić do tego, że znajdujący się na ścianie laser trafiał do odpowiedniej przegródki w innym miejscu i tu istotny był kąt nachylenia portali. Co więcej, tworząc swoją grę Valve opierał się na prostej zasadzie, że pierwsze kilka łamigłówek ma uczyć gracza mechanik i tego, jak działają poszczególne elementy gry, a dopiero potem następne łamigłówki byłyby już trudniejsze i bardziej rozbudowane.

Jakiś czas po wydaniu Portalu 2, Valve wydał warsztat, dzięki któremu można było tworzyć własne łamigłówki. Następnie, na festiwalu Games for Change w 2011 roku, wyszedł z inicjatywą, aby wykorzystać Portal i jego mechaniki w nauczaniu. Już wtedy Valve rozpoczął współpracę z kilkoma szkołami, między innymi układając plany lekcji z użyciem Portalu 2. We wrześniu 2011 roku gra była dostępna za darmo, a ponieważ nauczyciele cenili sobie inicjatywę Valve, rok później ogłoszono program Teach with Portals, Pedagodzy mogli ściągnąć sobie za darmo oparty o Portalu 2 Puzzle Maker, który był przystosowany do potrzeb pracy na lekcjach i łatwy w użyciu. Ponadto Puzzle Maker został zaprojektowany tak, aby obejmował naukę nie tylko fizyki, ale też elektryki, chemii i innych przedmiotów.

Wciąż istnieje strona internetowa z materiałami dla nauczycieli, którzy chcieliby wykorzystać Portale do swoich lekcji.

Czego uczy dzieci Minecraft?

Niedawno dowiedziałam się, że mój dziesięcioletni bratanek uczęszcza na zajęcia z programowania w Minecrafcie. Przez lata uważałam, że hype związany z tą grą jest za bardzo nakręcony, bo właściwie co tam się robi? Chodzi po kwadratowym świecie i z kwadratowych klocków buduje różne rzeczy. Nic specjalnego.

Z czasem jednak dowiadywałam się (również od bratanka), że Minecraft ma bardzo rozbudowany świat i ciekawe mechaniki. Co więcej – Minecraft ma wartość edukacyjną. Według Instytutu Badań Edukacyjnych, gra ta uczy nie tylko zarządzania czasem (zwłaszcza, że w dzień trzeba wykonać pewne czynności, aby w nocy móc ochronić się przed czyhającymi w ciemnościach niebezpieczeństwami), ale też matematyki, myślenia przestrzennego i podstaw chemii (wszystko za sprawą mechaniki tworzenia przedmiotów). Do tego tryb kooperacji pomaga rozwijać umiejętności społeczne i pracę w grupach.

Najbardziej jednak Minecraft podziwiany jest za to, że umożliwia użytkownikom kreatywną ekspresję. Internet pełen jest bardzo rozbudowanych, pomysłowych i zapierających dech w piersiach konstrukcji, które świadczą o zdolnościach projektanckich graczy. Nic więc dziwnego, że coraz więcej rodziców przekonuje się do Minecrafta i próbuje wykorzystać go w celach edukacyjnych (choć znajdują się też głosy za tym, że jest to pożeracz czasu, który odwraca uwagę od lekcji).

Gdy prześladuje cię zielona sowa…

Na koniec chciałabym poruszyć temat nie tyle gry, co aplikacji wykorzystującej w celach nauczania techniki motywacyjne znane z gier.

Od ponad czterech lat korzystam z aplikacji Duolingo do nauki języków. Duolingo jest w tym zakresie jedną z najpopularniejszych platform (jeśli po prostu nie najpopularniejszą). Poza tym, że jest łatwa w obsłudze i oferuje szeroki zakres materiału, wciąż wzbogacana jest o nowe funkcje, aby pomóc ludziom w nauce zarówno tych bardziej popularnych języków (jak hiszpański, francuski, czy rosyjski), tych cieszących się popularnością, ale pochodzących spoza naszego kręgu kulturowego (jak chiński, arabski czy koreański), jak i tych mniej znanych (jak gaelicki, hawajski czy Navajo). Można nawet uczyć się łaciny i klingońskiego!

Duolingo korzysta z metody tak zwanej grywalizacji, czyli wykorzystywania elementów znanych z gier do rzeczy, które grami nie są. Poza tym, że kursy językowe na Duolingo mają określone ćwiczenia, które można znaleźć w przeciętnym podręczniku (łączenie w pary słów z ich znaczeniem w obcym języku; tłumaczenie zdań ze słuchu lub powtarzanie na głos usłyszanych sentencji), ale też podczas wykonywania kolejnych lekcji zdobywa się punkty, które umieszczają użytkownika w rankingu po prawej stronie; oraz klejnoty, które można wykorzystać w sklepie, aby kupić jakiejś przydatne przedmioty (jak dodatkowe „życie”, dzięki czemu błędy podczas lekcji są niestraszne). Ponadto Duolingo posiada system osiągnięć, które użytkownik może zdobyć w miarę postępów w nauce – od uplasowania się na pierwszym miejscu w rankingu, po ćwiczenie codziennie przez 365 dni. Niedawno wprowadzono również system Lig – od Brązowej aż do Diamentowej – do których użytkownik trafia, kiedy przez cały tydzień utrzyma się w pierwszej dziesiątce Ligi poprzedniej.

Te wszystkie funkcje mają za zadanie motywować użytkowników do wykonywania dalszych ćwiczeń – Duolingo oferuje szereg różnych wyzwań, których użytkownik może się podjąć bądź nie, ale to na pewno w jakiś sposób procentuje przy nauce języka.

(Gorzej jak akurat trafia się taki okres, kiedy nie chce się zachodzić na Duolingo, a zielona sowa, będąca maskotką aplikacji, przysyła nam dzień w dzień powiadomienia o kolejnych lekcjach. Wtedy Duolingo może przyprawiać ludzi o irytację i nie dziw, że prześladująca ludzi sowa stała się memem.)

Podsumowanie

Temat gier i ich wartości edukacyjnych to temat-rzeka, zwłaszcza że zazwyczaj gry komputerowe kojarzone są z rywalizacją, pustą zabawą i nadmierną brutalnością, ale ostatnimi czasy zaczynamy spoglądać na nie bardziej przychylnie. Faktem jest, że edukatorzy już od wielu lat zgadzają się z tym, że jeśli zaczniemy czerpać z pewnych mechanik gier komputerowych, wiedza może być przyswajana lepiej, gdyż będzie kojarzona nie z nudną szkołą, ale z zabawą.

Przeczytaj również:

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments