Zanim pojawiły się roboty, czyli o sztucznym człowieku

0
153

Od kiedy w R.U.R. pojawiło się słowo „robot”, właściwie kojarzymy je mniej lub bardziej z maszynami o ludzkich kształtach. Opowieści o robotach bywają napisane według pewnego określonego schematu:

1. Człowiek buduje robota.

2. Robot przez jakiś czas działa bardzo dobrze.

3. W pewnym momencie dochodzi do jakiejś usterki, pomyłki albo chwili klarowności w programie maszyny i robot się buntuje.

4. Robot dokonuje pewnych szkód i/lub ucieka, przeto musi zostać przeprogramowany, wyłączony albo zniszczony.

5. Ludzie przekonują się, że zabawa w Boga jest zła i uczą się pokory.

6. Czasami zachodzi pytanie o to, jak bardzo ludzki był robot i staje się on metaforą walki o prawa jednostki do samostanowienia.

Prawda jest jednak taka, że wszystkie te elementy były już znane kiedyś i tak naprawdę opowieści o robotach czerpią z mitów, podań ludowych i literatury. Sztuczny człowiek jest motywem starym jak świat i jeśli przyjrzymy się jego najsłynniejszym przykładom, możemy zauważyć pewne prawidłowości, ale również w pewien sposób odnieść je do dzisiejszych opowieści o robotach.

Pogoń za ideałem

Co jednak sprawia, że ludzie w opowieściach decydują się stworzyć sztucznego człowieka?

Przyjrzyjmy się samemu człowiekowi, takiemu jaki jest: Z całą pewnością mamy o sobie bardzo wysokie mniemanie – jesteśmy najbardziej rozwiniętym gatunkiem na Ziemi; stworzyliśmy nie tylko niesamowite budowle i liczne rozwiązania codziennych problemów, lecz także koncepty takie jak sprawiedliwość, czy współczucie, a do tego wciąż przekraczamy własne ograniczenia, gdyż potrafimy myśleć nieszablonowo. Z drugiej strony jednak pozostaje kwestia naszych własnych niedociągnięć: nie tylko nasze ciała są wrażliwe na różne warunki środowiskowe i z wiekiem stają się coraz słabsze, lecz także jesteśmy zdolni do okrucieństwa, chciwości i głupoty.

Być może właśnie dlatego marzy nam się stworzenie własnej istoty na swój obraz i podobieństwo… ale istoty, która byłaby pod każdym względem lepsza: silniejsza, inteligentniejsza, zdrowsza i wolna od ludzkich namiętności.

Najstarszą opowieścią o sztucznym człowieku, którą może przytoczyć Europejczyk, jest grecki mit o Pigmalionie. Pigmalion, który nie przepadał za kobietami, uważając je za płoche i nierządne, żył samotnie, zajmując się sztuką rzeźbiarską. Pewnego dnia wyrzeźbił posąg kobiety tak pięknej, że się w nim zakochał i poprosił boginię Afrodytę, aby powołała jego dzieło do życia. Tak się też stało i niebawem Pigmalion poślubił ukochaną, z którą spłodził córkę (a według niektórych źródeł również syna).

Innym przykładem starej opowieści o sztucznym człowieku jest humunkulus.

Humunkulus (z łaciny człowieczek) miał być małą ludzką istotką stworzoną przez alchemika Paracelusasa. Według przepisu z De natura rerum, aby stworzyć humunkulusa należy pozwolić spermie rozłożyć się wewnątrz uszczelnionej dyni, a tę dynię z kolei należy wstawić w końskie łono na czterdzieści dni albo do momentu, w którym zacznie się ruszać. Wtedy będzie wyglądać jak człowiek, ale przezroczysty. Po karmieniu go przez czterdzieści tygodni ludzką krwią, urośnie z niego ludzkie dziecko, tylko nieco mniejsze. Wielu późniejszych alchemików utrzymywało, że udało im się stworzyć własnego humunkulusa (nawet dzisiaj można natknąć się na filmiki przedstawiające ludzi, którzy rzekomo tego dokonali), w tym – różokrzyżowcy, którzy głosili nauki misteryjne i hermetyczne. Opowieść zawarta w jednym z manifestów różokrzyżowców – Alchemicznych godów Chrystiana Różokrzyża – kończy się tym, że powstają dwa humunkulusy: kobieta i mężczyzna; i występuje tam sugestia, że alchemia ma służyć stworzeniu pokolenia sztucznych ludzi (a nie przemianie jednego minerału w inne). Ponadto przez dłuższy czas istniały teorie jakoby w nasieniu każdego mężczyzny znajdowało się kilkaset małych humukulusów, które są idealną kopią właściciela; i które po dotarciu do łona kobiety zyskują kilka jej cech.

Poniekąd te opowieści o homunkulusie zainspirowały Wiktora Frankensteina ze słynnej powieści Mary Shelley do stworzenia własnego sztucznego człowieka. Już w części poświęconej dzieciństwu Frankensteina wspominane jest o tym, że czytał dużo dzieł poświęconych dawnym teoriom naukowym (w tym Paracelsusa), i dopiero na Uniwersytecie w Inglostadt bohater dowiedział się od swoich wykładowców, że owe teorie są już przestarzałe. To właśnie na studiach Wiktor Frankenstein dostaje obsesji na punkcie stworzenia za pomocą nauki nowego, idealnego człowieka. I też słynny potwór Frankensteina jest większy od zwykłego człowieka i posiada niesamowitą siłę. W późniejszych rozdziałach wychodzi też na jaw, że jest on w stanie nauczyć się mówić i czytać, i to w iście elokwentny sposób. Niemniej jednak dzień po osiągnięciu swego celu, Wiktor Frankenstein odtrąca swoje dzieło, częściowo ze zmęczenia, częściowo z obrzydzenia.

Powstało 11 adaptacji powieści Shawa, w tym – musical „My Fair Lady”. Najwcześniejsza adaptacja pochodzi z 1913 roku.

I też mimo że mit o Pigmalionie kończy się szczęśliwie, to opowieść o mężczyźnie, który sam sobie tworzy idealną kobietę, a potem ją poślubia, niesie za sobą pewne podwójne dno, zwłaszcza dzisiaj. Da się zauważyć u niektórych mężczyzn pewne idealizowanie jednej kobiety, która jest „inna niż pozostałe dziewczęta”. Ta idealizacja zarazem zdaje się być ślepa na to, że jej obiekt może mieć własne uczucia, osobowość i opinie. Stąd też mit o Pigmalionie był wielokrotnie opowiadany na nowo, między innymi w sztuce George’a Bernarda Shawa, Pigmalion, gdzie niejaki Higgins uczy kwiaciarkę Elizę zachowywać się jak dama i później się w niej zakochuje. Eliza jednak odchodzi od Higginsa, gdyż przejrzała go i nie zamierza już go słuchać. Od teraz sama o sobie stanowi.

Podobnież potwór Frankensteina ucieka od swojego twórcy, podróżuje po świecie, wiecznie odtrącany przez każdego, kogo spotka, i niechcący doprowadza do śmierci młodszego braciszka Frankensteina. Ostatecznie postanawia wrócić do swojego „ojca” i poprosić go o stworzenie mu towarzyszki życia. Frankenstein bierze się do pracy, ale kiedy towarzyszka jest już prawie na wykończeniu, myśl o tym, żeby po Ziemi kroczyły dwa potwory (do tego zdolne się rozmnażać), sprawia, że postanawia on zniszczyć kobietę, czym zaskarbia sobie dozgonną nienawiść swojego tworu.

Trochę innym motywem, zwłaszcza w baśniach, jest człowiek bezdzietny, który robi sobie idealne dziecko z jakiegoś tworzywa, a ono potem ożywa za sprawą magii albo boskiej mocy. Najsłynniejszym przykładem tego motywu jest, oczywiście, Pinokio stworzony z drewna przez Geppetta, który robił zabawki dla dzieci, ale sam nie dorobił się potomka. Z drewna czy nie, Pinokio jest jednak dzieckiem i to bardzo niegrzecznym, toteż pakuje się ciągle w kłopoty i psoci, aby nauczyć czytające je dzieci na temat moralności.

Być może Wiktor Frankenstein i Geppetto nie tak wyobrażali sobie, co będzie kiedy ich „dzieci” zostaną powołane do życia (tak samo jak Higgins nie wyobrażał sobie, że Eliza go opuści). Wraz z życiem potwór i Pinokio zostali obdarzeni wolną wolą, uczuciami i typowo ludzkimi skłonnościami. Zwłaszcza Wiktor Frankenstein, zbyt zaabsorbowany swoją szaloną myślą (i uciekający przed żalem po stracie matki w eksperymenty), zdawał się nie myśleć o tym, co stanie się po tym jak stworzy nowe życie i w zasadzie zaczął się ponownie interesować potworem dopiero, kiedy działania jego dzieła zaczęły oddziaływać na samego Frankensteina. Geppetto, który od samego początku traktuje Pinokia jak syna i nawet wyrusza w świat, aby go odnaleźć, wykazuje się o wiele większą odpowiedzialnością, ale to zrozumiałe – wszak wyrzeźbił sobie z drewna chłopca właśnie po to, aby być rodzicem.

Protoplaści mechanicznych ludzi

Grecka mitologia zna jeszcze jeden przykład sztucznego człowieka (chociaż są wersje mitu, w których jest on ostatnim przedstawicielem dawnej rasy) – wykonanego z brązu olbrzyma Talosa. Według podań Talos miał zostać zbudowany przez boga Hefajstosa albo wynalazcę Dedala dla króla Minosa. Do jego zadań należało okrążanie cztery razy dziennie Krety i ochrona wyspy przed cudzoziemcami. Kiedy tylko widział jakiegoś obcego, rozgrzewał się do czerwoności i przyciskał intruzów do piersi. Na jego stopie znajdowała się mała kostka, która zamykała dostęp do jego żył – w rezultacie był to jego słaby punkt. Wedle mitów, kiedy Argonauci przybyli do Krety ze złotym runem, a Talos zagrodził im drogę, Medea czarami doprowadziła do tego, że kostka została zerwana, a olbrzym się wykrwawił.

Innym sztucznym człowiekiem stworzonym w konkretnym, funkcjonalnym celu, był golem z tradycji judaistycznej. Golem to istota zbudowana z gliny, pozbawiona duszy i zdolności mowy. Posiada również różnorodną symbolikę.

Pod pewnymi względami golem przypomina homunkulusa – przepis na jego budowę znajduje się w starożytnych księgach, w tym – Talmudzie lecz także w Sefer Jecira, który był jednym z pierwszych żydowskich tekstów poświęconych mistycyzmowi i stworzeniu świata. Ponieważ zgodnie z tradycją talmudyczną świat został stworzony za sprawą alfabetu hebrajskiego, poprzez odpowiednie układy jego liter próbowano odtworzyć boską kreację. Najczęściej w golemie znajduje się zwój z jednym z imion Boga – shem; albo na czole golema napisane jest słowo „emet” znaczące „prawdę”, a po usunięciu litery alef tworzące słowo „met” oznaczające śmierć, przeto „wyłączające” golema.

Większość opowieści o golemie związana jest z tym, że powstał on, aby spełniać określone funkcje. Średniowieczny rabin i filozof Salomon ben Jehuda ben Gabirol (zwany też Awicebronem) miał stworzyć kobiecego golema do prac domowych. Eliasz Ba’al Shem z Chełma zbudował golema, aby wykonywał dla niego ciężką pracę, ale musiał go zniszczyć, ponieważ jego twór rósł coraz bardziej i groził zniszczeniem świata. Wreszcie w najsłynniejszej opowieści o golemie – Golemie z Pragi – stworzony przez rabina Jehudę Löwa ben Becalela golem miał za zadanie chronić Żydów przed prześladowaniami ze strony praskiej społeczności. W zależności od wersji opowieści albo rabin zapomniał pewnego dnia wyłączyć golema (któremu nadano imię Yossele) przed szabatem i martwił się, że Yossele naruszy ten święty dzień; albo golem zakochał się, ale po odtrąceniu przez ukochaną popadł w gniew i zaczął zabijać. Tak czy inaczej, rabinowi udało się usunąć z ust golema zwój, który go napędzał, a że było to w pobliżu synagogi, golem rozpadł się na kawałki na schodach do świątyni. Według legendy owe kawałki zostały zebrane i ukryte w Synagodze Staronowej w Pradze, gdzie czekają na chwilę, w której golem znów będzie potrzebny.

Być może kostka jako słaby punkt Talosa nie była stworzona przez twórcę olbrzyma celowo. Być może było to niedopatrzenie albo ryzyko konieczne, którego nie dało się ominąć w żaden sposób. Istotne jest jednak to, że taki słaby punkt umożliwił Argonautom dotarcie do Krety bez większych problemów. W późniejszych opowieściach o robotach (i technologii w ogóle) twórcy będą specjalnie wstawiać słabe punkty, na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Podobnież i usuwanie zwoju z shem albo litery alef „wyłącza” golema, ale go nie niszczy. Żadne urządzenie nie powinno działać przez cały czas; raz na jakiś czas każda maszyna musi zostać wyłączona, czy to dlatego, że źle działa, czy to dlatego, że jej działanie na dłuższą metę jest niedogodne.

Jeżeli mielibyśmy szukać starożytnego odpowiednika robotów, golemom jest im zdecydowanie najbliżej. Z różnych źródeł wiemy, że golemy miały nie być inteligentne i wszystkie polecenia rozumieć dosłownie. Chociaż zwykle przedstawiane jako doskonale posłuszne swoim twórcom, zdarzało się, że z czasem coraz trudniej było nad nimi zapanować. Golem chełmski musiał zostać „wyłączony” podstępem, po czym rozpadłszy się na kawałki zmiażdżył swojego stwórcę. Maszyna, która działa aż za dobrze, albo maszyna, która opatrznie zrozumiała jakieś polecenie doprowadzając je do skrajnych wniosków, to powszechny motyw w opowieściach o robotach, ale ma swoje źródło, między innymi, z legend o golemach (i choć Karel Čapek zaprzeczał, że owe legendy były inspiracji dla jego sztuki R.U.R., trudno nie zauważyć, że zarówno najsłynniejsza opowieść o golemie, jak i pierwszy utwór, w którym pojawiło się słowo „robot”, pochodzą z Czech).

W pewien sposób ciągnący się przez wiele opowieści o robotach i technologii w ogóle motyw ludzkiej pychy i późniejszego spowodowanego przez nią upadku, pojawia się również w opowieściach o sztucznym człowieku. Jakby nie patrzeć jest to próba odtworzenia przez człowieka najbardziej doskonałego stworzenia w sposób nienaturalny. W przypadku homunkulusa mamy sytuację, w której alchemicy chcą stworzyć nowego człowieka, bo mogą. To samo tyczy się Wiktora Frankensteina opętanego żądzą tworzenia idealnej istoty ludzkiej. Jednakże w przypadku golema mamy powtórzenie biblijnego aktu stworzenia Adama, który został wyrzeźbiony z gliny, ale dzięki boskiemu tchnieniu życia, stał się człowiekiem stworzonym na obraz i podobieństwo Boga. Dzisiaj ten motyw pychy ma trochę bardziej charakter dążenia do jakiegoś wielkiego celu bez zważania na potencjalne konsekwencje; a także poczucia wyższości wobec stworzonych przez siebie androidów przy jednoczesnym złym traktowaniu tychże androidów, co kończy się rewoltą robotów.

Tak czy inaczej, Pigmalion, Frankenstein, golemy, humunkulusy, a nawet Pinokio są nadal obecne w ten czy inny sposób we współczesnych opowieściach o robotach. Niemniej jednak nie zrezygnowaliśmy też z konceptu sztucznego człowieka stworzonego za sprawą nauk przyrodniczych. Wszak już od jakiegoś czasu w science-fiction popularnym motywem jest człowiek sklonowany. Jakikolwiek jest to człowiek – mechaniczny czy z probówki – nieraz zadawane jest pytanie o jego człowieczeństwo i to, co konstytuuje człowieka i jego prawa. Są to też opowieści o odpowiedzialności naukowców, zadające pytania, czy koniecznie musimy coś robić, jeśli możemy to zrobić; i o tym, czego się tak naprawdę lękamy w gwałtownie rozwijającym się świecie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o