Meloman w świecie Ciszy – John Cage 4’33’’

0
37

Niektórzy ironizują, iż Cztery Trzydzieści Trzy to jedyny utwór na świecie, który bez względu na klasę sprzętu odsłuchowego będzie brzmiał tak samo. Niby oczywiste – w końcu każda cisza jest ciszą i powinna „brzmieć” tak samo. 4’33’’ skomponowany został bowiem z samych pauz, w zapisie nie znalazła się nawet jedna nuta. Użytkownicy zestawów, których ceny idą w miliony, w tym przypadku nie powinni znajdować się w uprzywilejowanej sytuacji. Ale czy na pewno, czy na pewno każdy usłyszy to samo, czyli Nic?

Kilkuletnia praca nad utworem, w partyturze którego nie została zapisana żadna nuta może się wydawać przesadzona, jednak konceptualizm ukryty za projektem wydaje się usprawiedliwiać proces twórczy. Powszechnie przyjmuje się, iż 4’33’’ dotyczy ciszy. Potwierdzał to sam Cage, który wyrażając opinię, iż cisza nie istnieje i wszystko jest muzyką, ukierunkował rozważania nad ideą obleczoną w ciało tejże kompozycji. W opinii krytyków 4’33’’ ujawniał Ciszę, co miało estetycznie rewolucyjne znaczenie dla muzyki.

Premiera utworu odbyła się w sierpniu 1952 roku w Maverick Concert Hall w Woodstock. Pianista David Tudor zasiadł do fortepianu, rozłożył arkusze zapisu „nutowego” i włączając stoper zaczął odmierzać czas trwania trzech części kompozycji, inicjując rozpoczęcie utworu zamknięciem pokrywy klawiatury. Tudor trwał bez ruchu przez 30 sekund, po czym odchylił klapę sugerując koniec części pierwszej. Po chwili jednak znowu ją zamknął, rozpoczynają kolejną część utworu – sytuacja powtórzyła się po dwóch minutach i dwudziestu trzech sekundach oraz po kolejnej minucie i czterdziestu sekundach. Gdy pianista wstał kłaniając się widowni, wśród publiczności zapanowała konsternacja. W miejsce oklasków pojawiło się zamieszanie, rozpoczęły się dyskusje, zaczęły padać poirytowane komentarze.

Przesłanie nie zostało odczytane. Jak zauważył Cage, widownia sądziła, że nic nie słyszy, gdy tymczasem wokół rozbrzmiewało morze dźwięków: szum wiatru dochodzący z ulicy, bębnienie deszczu po dachu, oddechy, pokasływania, skrzyp foteli, szepty i szuranie nóg. Konkluzja przekazu: Cisza nie istnieje, nie dotarła do odbiorcy – słuchać również trzeba umieć, jednak kwestii związanych z wrażliwością poruszać nie będziemy.

Idea 4’33’’ powstała prawdopodobnie około roku 1947. Jako inspiracje podaje się monochromatyczne obrazy Roberta Rauschenberga oraz publikację „The Art of Noises” Luigi Russolo. Obecność w komorze bezechowej także dała Cage’owi do myślenia. Usłyszał bowiem dwa dźwięki, wysoki i niski, które niezmiernie go zaskoczyły. Gdy opowiedział o tym inżynierowi, ten wytłumaczył mu, iż pochodzą one z jego własnych układów: nerwowego i krążenia. Próba doświadczenia Ciszy zakończyła się fiaskiem.

Klika uwag akademickiej natury. Nieistniejąca cisza może implikować pewne konsekwencje dla istniejącego dźwięku. Czystość dźwiękowej relacji (komunikatu) zdeterminowana jest obecnością Ciszy – absolutna reprodukcja może mieć miejsce jedynie w absolutnej Ciszy. Innymi słowy – reprodukcja doskonała nie będzie mogła zostać zrealizowana ponieważ nie istnieje absolutna Cisza.

A zatem „odtwarzając” 4’33’’ zawsze usłyszymy coś innego i nigdy to samo. Jednak brzmienie nie będzie zdeterminowane przez sprzęt (instrument). Determinantem będzie Cisza, a w zasadzie jej brak. Przestrzeń bowiem zawsze wypełniona jest dźwiękiem – wszystko jest muzyką.

W tym kontekście dążenie do doskonałości przekazu okazje się ślepą uliczką. Podobnie jak doświadczenie absolutnej ciszy okazuje się nigdy niezrealizowanym absolutem.

I jeszcze koda. Wariacja z Ciszy i dźwięków. Dwa kadry Morza po Kolana Kołodziejczyka i Podolca.