Zuzanna Patkowska 22.04.2022

Dlaczego starożytni kosmici to bzdura?

Dlaczego starożytni kosmici to bzdura?

Już od kilku dekad popularnym motywem w opowieściach sci-fi jest paleoastronautyka – pogląd, że w starożytności odwiedzały nas obce cywilizacje, które wpłynęły na nasz rozwój (a nawet nas stworzyły). Z czasem wielu naukowców zaczęło interesować się tym konceptem i tworzyć na jego podstawie hipotezy, opierając się o różne ciekawe znaleziska czy fragmenty tekstów religijnych.

Zwolennicy paleoanstronautyki cieszą się zainteresowaniem (do tego stopnia, że starożytni kosmici mają swój własny serial na kanale poświęconym historii), jednak ich argumenty nie wytrzymują krytyki.

Źródła paleoastronautyki

W literaturze motyw starożytnych kosmitów istniał już w XIX wieku – powieść Les Xipehuz Josepha Henriego Boexa (o pseudonimie J.-H. Rosny) z 1887 roku opowiada o zetknięciu się nomadycznych plemion z wysoko zaawansowaną cywilizacją, tytułowymi Xipehuz. Duży wpływ na ten podgatunek miały też utwory Lovecrafta, w których potwory z kosmosu osiadły na Ziemi i stały się obiektami kultu różnych (zazwyczaj nie-białych) starożytnych plemion i cywilizacji. Tematem zajmował się również Arthur C. Clarke – autor Trzeciego Prawa Clarke’a, głoszącego, że każda odpowiednio zaawansowana technologia może uchodzić za magię.

Najsłynniejsza książką DanikenaZ punktu widzenia naukowego hipoteza o starożytnych kosmitach była rozważana najpierw przez Konstantina Ciołkowskiego w 1928 roku, a następnie spopularyzowana w ZSRR przez matematyka Matesta M Agresta. Agrest twierdził, na przykład, że megalityczny kamień w libańskim Baalbeku był pełnił funkcję lądowiska dla statków kosmicznych, a historia Sodomy i Gomory opowiada tak naprawdę o eksplozji atomowej wywołanej przez istoty pozaziemskie.

Po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny Iosif Szkłowski i Carl Sagan napisali w swojej książce Inteligentne życie we wszechświecie, że warta rozważenia jest możliwość kontaktu człowieka z pozaziemską cywilizacją w przeszłości.

Szkłowski i Sagan powoływali się, między innymi, na historię francuskiej wyprawy badawczej Jeana-Froncois de Galaupa, w której Europejczycy spotkali się z plemieniem rdzennych Amerykanów Tlingit. Owo spotkanie przetrwało w tradycji oralnej Tlingitów i kiedy sto lat później antropolog George T. Simmons badał plemię, odkrył, że opowieść o kontakcie z wyprawą de Galaupa przetrwała i pozostała w miarę zgodna z prawdą, chociaż miała w sobie duchowe i kulturowe naleciałości Tlingitów. Na tej podstawie Sagan wywnioskował, że kontakt z obcą cywilizacją mógł zostać odnotowany przez starożytne ludy.

Z czasem jednak Szkłowski i Sagan zaczęli krytykować zwolenników paleoastronautyki, bo traktowali oni hipotezę o starożytnych kosmitach nie jak powód do teoretycznych rozważań, ale jako coś, co faktycznie miało miejsce.

Wiodącym propagatorem paleoastronautyki od lat siedemdziesiątych jest Erich von Däniken, który przytacza jako przykłady działań obcych wiele budowli o tajemniczej i przekraczającej możliwości starożytnych ludów konstrukcji; jak również teksty religijne, które można zinterpretować jako działania obcych.

Propagatorem hipotezy paleoastronautyki jest też Zecharia Sitchin. To właśnie on wysunął teorię o dwunastej planecie Układu Słonecznego, Nibiru, której mieszkańcy, Anunnaki, odwiedzili starożytnych Sumerów i zostali uznani za bogów (nazwa Anunnaki w mitologii babilońskiej oznacza dzieci boga Anu). Sitchin twierdził, że udało mu się odczytać starożytne teksty akadyjskie, w których miała pojawiać się wzmianka o Nibiru i Anunnaki. Z czasem wielu ufologów zaczęło korzystać z teorii Sitchina, między innymi, twierdząc, że owymi Anunnaki byli reptilianie.

Paleoastronautyka a archeologia

W dużej mierze argumentacja Dänikena opiera się na znaleziskach archeologicznych i ruinach po starożytnych cywilizacjach, które wydają się przekraczać możliwości technologiczne tychże cywilizacji. To właśnie Däniken twierdzi, że piramidy, posągi Moai z Wyspy Wielkanocnej czy Stonehange miały zostać zbudowane albo przez kosmitów, albo przez ludzi poinstruowanych przez kosmitów. Jeśli przy okazji nie wiadomo tak dokładnie, dlaczego powstała jakaś konstrukcja, jej tajemniczość tym bardziej przemawia na korzyść hipotezy o starożytnych kosmitach.

Przykładowy rysunek z NazcaJako przykład takiej tajemniczej konstrukcji Däniken przytacza (za Paulem Kosokiem) rysunki z Nazca, przedstawiające wielkie zwierzęta, postaci ludzkie i figury geometryczne. Widoczne tylko z bardzo dużej wysokości, według Dänikena, rysunki z Nazca mogły powstać jedynie przy pomocy osoby instruującej konstruktorów z powietrza. Däniken twierdzi też, że im dłuższe i szersze są linie, tym bardziej prawdopodobne jest, że służyły jako lądowisko dla obcych.

W nieco mniejszej skali za przykład kontaktu starożytnych cywilizacji Däniken przytacza znaleziska archeologiczne – rzeźby, hieroglify i malowidła – które wydają się przedstawiać bardzo współczesne obiekty. W świątyni Setiego I znajdują się hieroglify przypominające helikoptery, reliefy w Denderze przedstawiały coś na kształt wielkiej żarówki, a wśród złotych figurek pozostawionych przez kolumbijską cywilizację Quimbaya znalazły się złote samoloty (niejaki Ivan Sanderson nawet specjalnie zbudował maszynę latającą w oparciu o te figurki).

Z tym, że specjaliści w zakresie archeologii zarzucają Dänikenowi i innych przedstawicielom teorii o starożytnych kosmitach dopasowywanie danych do swojej interpretacji przy jednoczesnym pomijaniu bardziej przyziemnych i zgodnych z archeologiczną wiedzą rozwiązań.

Weźmy, na przykład, wspomniane wcześniej rysunki z Nazca. Profesor Kenneth Feder twierdzi, że można je wyjaśnić jako „ceremonialne ścieżki”, zwłaszcza że ta praktyka przetrwała do późniejszych czasów (między innymi u Inków). Matematyczka Maria Reiche, która bada i pracuje nad zachowaniem rysunków z Nazca, twierdzi, że przedstawiają one gwiazdy i konstelacje w określonych momentach roku, takich jak równonoc czy letnie przesilenie.

Z kolei Joe Nickellowi z Uniwersytetu w Kentacky udało się odtworzyć technikę, za pomocą której prawdopodobnie powstały rysunki z Nazca. Nickell twierdzi – za Marią Reiche – że Nazca tworzyli najpierw wstępne rysunki podzielone na kwadraty o wielkości 1,82 metra, nadal widoczne tuż obok większych obrazków. Następnie  te wstępne rysunki były dzielone na mniejsze kwadraty, które następne były odwzorowywane przez artystę – za pomocą rozciągniętej liny i dwóch kołków można było wykonać proste linie, a kręgi powstawały za pomocą liny przywiązanej do wbitego w ziemię kołka lub kamienia (coś na zasadzie cyrkla). Najciekawsze jest to, że technika rysowania siatki na obrazkach i odwzorowywania poszczególnych części we większej skali jest prosty trikiem plastycznym znanym również Europejczykom.

Można tutaj doszukać się pewnego rodzaju kolonialnego podejścia do dawnych kultur – mieszkańcy Nazca byli przecież zbyt prymitywni, aby móc zbudować coś tak zapierającego dech w piersiach jak wielkie figury widziane z lotu ptaka. To wszak oczywiste, że musieli zbudować je kosmici… Tak naprawdę jednak archeolodzy co chwila odkrywają niesamowite rzeczy, do których zdolne były starożytne cywilizacje, zwłaszcza że miały zaplecze teoretyczne – znały się (przynajmniej do pewnego stopnia) na melioracji, astronomii i matematyce – i mogli wykorzystać je do tworzenia tych architektonicznych cudów.

Co zaś się tyczy znalezisk przedstawiających współczesną technologię, je też archeologowie tłumaczą w bardziej przyziemny sposób.

Słynne helikoptery z Abydos

„Helikoptery” w świątyni Setiego to wynik rycia w kamieniu, na którym już wcześniej coś wyryto. Podczas panowania Setiego I hieroglify głosiły: „Ten, którego odrzuca Dziewiątka [Bogów]”, ale podczas panowania Ramzesa II wypełniono je tynkiem i wyrzeźbiono nowy napis: „Ten, który chroni Egipt i obala obce kraje”. Według egiptologów, kiedy kawałki tynkowego wypełnienia odpadają, hieroglify łączą się ze sobą, tworząc znaki, które przypominają helikoptery. Podczas gdy laik widzi na zdjęciach świątyni z Abydos anachroniczne maszyny latające, egiptolog zwróci uwagę na hieroglify i ślady erozji pozostawione przez czas.

Żarówka z Dendery

W przypadku reliefu z Dendery, przyziemne wyjaśnienie związane jest z mitologią. „Żarówka” przedstawia powstanie świata – wynurzający się z praoceanu kwiat lotosu, z którego zaś wyrastają stele wężowe podtrzymywane przez Ra i Ozyrysa. Wąż wewnątrz „żarówki” symbolizuje Harsomtusa. W większości reliefów lotos jest częścią barki słonecznej, a wąż podtrzymywany jest przez dżed, czyli kolumny z równoległymi belkami symbolizującej stabilność Ozyrysa. „Żarówka” z Dendery jest więc po prostu kolejną wersją przedstawienia tego mitu.

Wreszcie złote samoloty stworzone przez Quimbaya to po prostu odzwierciedlenia latających ryb, które wyskakują z wody i przez jakiś czas szybują w powietrzu, dopóki znów nie trafią z powrotem do jeziora. Swoim owalnym kształtem przypominają one samoloty i raczej bardziej prawdopodobne jest, że to je Quimbaya odwzorowali. Modele stworzone przez Sandersona pozbawione są też wszelkich zdobień widocznych na złotych pierwowzorach, za to wyposażone są w lotki i skrzydła. Nic więc dziwnego, że jego model latał.

Paleoastronautyka a religioznawstwo

Däniken idzie za przykładem Sitchina i używa jako swoich argumentów o starożytnych kosmitach tekstów religijnych. Twierdzi, że przedstawione w nich postaci i wydarzenia tak naprawdę opisują kontakty z kosmitami i zaawansowaną technologią. Jako przykłady Däniken podaje opisywane w Ramayanie obiekty latające, Vimany, czy Księgę Ezechiela, w której prorok opisuje wizję chmury, w środku której znajdują się świecący metal i cztery postaci – ludzka, lwia, orla i wołowa.

Rysunek przedstawiający niebiański rydwan

W przypadku Ramayany i innych tekstów hinduskiej religii wielokrotnie wspomina się tam w nich o Vimanach – latających pałacach i rydwanach, w których podróżują bogowie i ich avatary. W pochodzącym z wczesnego XX wieku sanskryckim tekście Vaimānika Śāstra Pandit Subbaraya Shastry twierdzi, że opisywane w epikach Vimany to tak naprawdę statki kosmiczne. Samo Vaimānika Śāstra zostało odkryte przez G. R. Josyera w 1952, a zyskało angielskie tłumaczenie w 1973, akurat w momencie, kiedy hipoteza o starożytnych kosmitach zyskiwała na popularności. Rok później Indian Institute of Science w Bengaluru zbadała tekst pod kątem inżynieryjnej poprawności i wywnioskowała, że vimany nie byłyby w stanie polecieć.

Z kolei prorok Ezechiel opisywał wizję stępującego z Nieba boskiego tronu.

Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący <oraz blask dokoła niego>, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, <ze środka ognia>. (Ezechiel 1, 4-5)

(…)

Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. Wygląd tych kół <i ich wykonanie> odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. (Ezechiel 1, 15-20).

Däniken twierdził, że ów tron to tak naprawę statek obcych opisywany przez Ezechiela, który nie miał dostatecznej wiedzy technicznej, aby wiedzieć, że widzi pojazd latający (Joseph Bloomberg, inżynier z NASA stworzył model statku kosmicznego). Argumentem przeciwko tej tezie jest po pierwsze to, że w innym fragmencie Księgi Ezechiela można przeczytać bardzo szczegółowy opis świątyni, łącznie z elementami konstrukcyjnymi (tak więc gdyby Ezechiel zobaczył okna albo drzwi w statku kosmicznym, na pewno by o nich wspomniał, zamiast uciekać się do zwierząt i kół); a po drugie to, że sam język hebrajski jest bardzo bogaty i szczegółowy. Sceptycznie podchodzi się też do tego, że ów statek kosmiczny napędzany byłby ogniem, bo zaawansowana cywilizacja kosmitów na pewno wymyśliłaby coś bardziej wydajnego.

Zwolennicy paleoastronautyki interpretują wydarzenia opisane w tekstach religijnych i mitach kultur z całego świata opisów pierwszych kontaktów z zaawansowaną cywilizacją pozaziemską, która została uznana za bogów przez prymitywnych ludzi. Powstałe ze związków aniołów i ludzkich kobiet Nefilim, które potem zostały przez Boga wytracone w powodzi, to potomkowie kosmitów i Ziemian. Na Sodomę i Gomorę spadła bomba atomowa. Anunnaki z mezopotamskiego poematu o stworzeniu świata, Enuma elisz, to tak naprawdę przybysze z planety Nibiru, którzy stworzyli ludzi w ramach eksperymentów genetycznych. Na pewno dla zwolenników hipotezy o starożytnych kosmitach taka interpretacja wydaje się bardziej racjonalna, a nawet – bardziej naukowa, niż wyjaśnienie religijne czy mityczne.

Problem polega na tym, że za tą „racjonalną” interpretację biorą się ludzie, którzy mają tylko jakąś pobieżną wiedzę na temat danej kultury i religii, za to myślą o niej w kategoriach współczesnych. Dlatego właśnie badacze, którzy taką wiedzę mają – historycy, archeolodzy, religioznawcy, ale też inżynierowie czy matematycy – od razu potrafią podać kilka bardziej przyziemnych argumentów, które obalają hipotezę o starożytnych kosmitach. Z tej samej przyczyny żadna szanująca się uczelnia nie będzie poważnie podchodzić do tej hipotezy.

To, czy te bardziej przyziemne wyjaśnienia przekonają zwolenników paleoastronautyki, to już inna sprawa.

Napisz komentarz (bez rejestracji)