Zuzanna Patkowska 28.02.2022

Wielkie jaszczurki i supermocarze, czyli o radiacji w fikcji

Radiacja w fikcji

Nauka wpływa na naszą wyobraźnię nie od dziś, chociaż często próżno szukać w wytworach fikcji literackiej, grach czy w filmach jakiejś wielkiej zgodności z badaniami naukowymi. Fikcja rządzi się swoimi prawami i przede wszystkim jest po to, aby dawać ludziom widowisko.

Niemniej jednak nie od dziś wiadomo, że fikcja jest też wyrazem pewnych lęków, czego znamiennym przykładem jest to, jak energia jądrowa i powstała z niej radiacja przedstawiane są w zasadzie od lat pięćdziesiątych.


Symboliczny potwór z głębin

Jednym z państw szczególnie dotkniętych przez broń atomową jest Japonia. Nie chodzi tylko o Hiroszimę i Nagasaki, których mieszkańcy jeszcze przez całe lata borykali się z problemami zdrowotnymi związanymi z bombą atomową, lecz także o późniejsze działania rządu amerykańskiego podczas powojennej okupacji Japonii.

W 1954 doszło do testów broni termojądrowej na Atolu Bikini, a wywołany wtedy wybuch dosięgnął pobliskiego statku rybackiego Daigo Fukuryu Mayu. Załoga statku zachorowała na chorobę popromienną, a jeden z rybaków zmarł wkrótce potem. To wydarzenie sprawiło, że w Japonii zaczął nasilać się ruch anty-atomowy, a w 1955 roku powstała Rada Japonii Przeciwko Bombom Atomowym i Wodorowym.

Kilka miesięcy później producent studia Toho, Tomoyuki Tanaka, leciał z Dżakarty do Japonii i wpadł na pomysł połączenia historii Bestii z głębokości 20 000 sążni z incydentem z Daigo Fukuryu Mayu. Z jednej strony fabuła miała iść na fali coraz bardziej popularnych filmów o wielkich potworach, z drugiej – opowiadać o bombie atomowej i związanych z nimi lękach. Tanaka przedstawił pomysł producentom, którzy go zatwierdzili, a do reżyserii zatrudniono Ishiro Hondę. Tak właśnie powstała Godzilla.

Godzilla z 1954 roku

Już w pierwszej scenie filmu mamy nawiązanie do incydentu Daigo Fukuryu Mayu – widzimy spędzających czas wolny rybaków, których nagle ogarnia światło z pobliskiego wybuchu bomby wodorowej. Potem dowiadujemy się, że kolejne statki nagle znikają i nie wiadomo tak konkretnie, co się z nimi dzieje. Sama Godzilla przez dłuższy czas nie pojawia się wcale, ale jej nadejście zwiastują różne niepokojące wydarzenia – od dłuższego czasu rybacy z pewnej małej wysepki mają znikomy połów ryb, a w nocy dochodzi do potwornego sztormu, który niszczy ich dobytek i zabija wielu z nich. Jeden ze starszych wioski twierdzi, że to Godzilla powoduje te rzeczy, ale na początku młodsi mu nie wierzą, uważając, że Godzilla to stary zabobon… Podczas sztormu jednak wielu z nich dochodzi do wniosku, że potwór z głębin jednak istnieje, bo widzieli go w ciemnościach, a wiele zniszczonych domów nosi ślady zgniecenia. Co więcej – mieszkańcy wyspy odprawiają stare rytuały, aby Godzillę udobruchać.

Bo tak naprawdę Godzilla jest w tym filmie metaforą nie tylko bomby atomowej, ale przede wszystkim natury, na którą testy atomowe wpływają w określony sposób. Wybuch, który został wywołany przez testy termojądrowe Amerykanów (którzy nigdy nie pojawiają się w samym filmie, ale są wspominani i obarczani winą za tę sytuację), obudził drzemiącego potwora, który sprowadza na ludzi katastrofy naturalne i niszczy wszystko na swojej drodze. Wieśniacy próbują go udobruchać, jeden z naukowców zniszczyć, a inny – zbadać. W tym kontekście Godzilla interpretowana jest też jako ofiara broni atomowej, zwłaszcza że jej skóra w ostatecznym designie miała przypominać typowe rany popromienne.

Problem jest taki, że Godzilla wydaje się niezniszczalna. A kiedy wreszcie jeden z naukowców – doktor Daisuke Sarizawa – wymyśla broń, która mogłaby Godzillę zniszczyć, waha się ja zbudować, bo nie tylko równie dobrze mogłaby ona zostać wykorzystana przeciwko innym ludziom, lecz także powodowałaby potworne spustoszenia. Widać w tym bardziej uniwersalny lęk przed mocarstwami, którzy mają broń atomową, ale nie chcą jej używać, bo skutki dla nich i dla całego świata byłyby opłakane.

Z czasem Godzilla trafiła do Ameryki, jednak usunięto z niej wszelkie odniesienia do bomby atomowej i Stanów Zjednoczonych, przez co została potraktowana jako średni film klasy B. Przez całe dekady szeroka publiczność znała tylko tę wersję filmu i dopiero w 2004 roku udało się odzyskać oryginał. Jednakowoż kolejne odsłony serii powracały od czasu do czasu do Godzilli jako metafory sił natury (jak tsunami; w końcu Godzilla wychodzi zawsze z morza), ale też kapitalizmu i zagrożeń dla środowiska.

Ugryzł mnie radioaktywny pająk

Tymczasem za morzem, w Ameryce, promieniowanie było narzędziem fabularnym, dzięki któremu bohaterowie i złoczyńcy zyskiwali niesamowite moce. W latach pięćdziesiątych energia atomowa uważana była za szczyt najnowszej technologii, a że autorzy komiksów i twórcy filmów nie do końca wiedzieli jak promieniowanie działa, trudno oczekiwać, aby zetknięcie z promieniowaniem atomowym miało coś wspólnego z chorobą popromienną czy powolnym umieraniem na raka.

Supermoce pochodzące z napromieniowanych przedmiotów, minerałów, a nawet zwierząt są domeną zwłaszcza opowieści o superbohaterach (bardziej Marvela niż DC). Pierwsza superbohaterska rodzina, Fantastyczna Czwórka, zyskała swoje moce dzięki radiacji kosmicznej. Peter Parker stał się Spidermanem, kiedy ugryzł go radioaktywny pająk. Niesamowity Hulk powstał, kiedy Bruce Banner stanął na drodze wybuchu bomby gamma. Również wielu superzłoczyńców otrzymało swoje moce z radiacji (zwłaszcza wśród przeciwników Hulka jest zatrzęsienie ludzi, którzy zyskali moce, dzięki promieniowaniu gamma – od Przywódcy po Abominację). I choć generalnie mutanci w X-Menach są uważani za kolejny stopień ewolucji, moce niektórych wyjaśnione są tym, że ich rodzice mieli bliski kontakt z radiacją (na przykład, rodzice Profesora Xaviera pracowali przy budowie pierwszej bomby atomowej).

To jednak nie znaczy, że wyniki promieniowania na superbohaterów i superzłoczyńców były zawsze pozytywne. Pomijając to, że rzeczywiście pojawiały się pewne problemy zdrowotne, to jednak zmiany fizyczne i psychiczne spowodowane przez radiację odciskają na postaciach swoje piętno.

Ciągnącym się wątkiem odnośnie postaci Bena Grimma w Fantastycznej Czwórce jest to, że podczas gdy pozostała trójka zyskała niesamowite moce (niewidzialność, elastyczność i możliwość władania ogniem), on zamienił się w kamiennego potwora. Choć jest silny i wytrzymały, nie przypomina już człowieka i nie może – tak jak reszta drużyny – wrócić do ludzkiej postaci, aby żyć w miarę normalnie. Z czasem się przyzwyczaja do nowego życia (zwłaszcza że zyskuje wielu fanów i ukochaną, która nie zwraca uwagi na jego wygląd), ale zawsze pozostaje u niego ten lęk, że będzie niekochany.

Okładka "Niesamowitego Hulka" z niemieckiego wydaniaNajbardziej jednak te negatywne skutki supermocy powstałych za sprawą promieniowania widać u Hulka. Wypadek z bombą gamma zniszczył w zasadzie Bruce’owi Bannerowi życie – od chwili kiedy został napromieniowany, ściga go wojsko, ludzie się go boją, a on sam boi się samego siebie. Hulk ze swej strony sieje zniszczenie, ale jest to w dużej mierze reakcja na ogólną wrogość, której on sam do końca nie rozumie. Są też ludzie, którzy próbują wykorzystać Hulka do swoich celów militarnych. Nic więc dziwnego, że Banner postrzega całą tę sytuację jako przekleństwo i szuka sposobów na to, aby usunąć ze swojego organizmu promieniowanie gamma.

Stan Lee twierdził, że inspiracją dla Hulka był filmowy potwór Frankensteina, których zaczął zabijać dopiero, kiedy poczuł się zagrożony. Jest w Hulku pewna zwierzęcość – instynkt samozachowawczy, emocjonalne reagowanie na wszystko, ale też możliwość bycia oswojonym przez tych, którzy okażą mu dobroć (w zasadzie uspokoić Hulka mogą, między innymi, ukochana Bannera i jego najlepszy przyjaciel). Powszechne jest też interpretowanie Hulka jako mniej racjonalnej części Bannera – problemów emocjonalnych i traum – które już w nim były, ale dzięki promieniowaniu gamma zyskały fizyczną formę. Podobnie było z Przywódcą (który zyskał ogromny intelekt, ale i stał się megalomanem) i z She-Hulk (która zyskała większą pewność siebie i seksapil).

Oczywiście z czasem, kiedy amerykańskie społeczeństwo zaczęło być bardziej świadome skutków promieniowania dla organizmu, coraz częściej odchodzono od radioaktywnych pająków i promieniowania kosmicznego na rzecz innych wyjaśnień (jak inżynieria genetyczna). W zasadzie to ciągnącym się żartem we wszelkiego rodzaju parodiach superbohaterów, jest to, że po zetknięciu z radiacją, bohaterowie umierają na raka.

Nuklearna postapokalipsa

Ostatni sposób na to, jak radiacja przedstawiana jest w fikcji, dotyczy nie tyle organizmów przez nią zmienionych, co tego, jak wpływa ona na środowisko. W wielu utworach postapo tym, co sprowadziło na Ziemię kataklizm, było wysadzenie broni atomowej przez Amerykę i Rosję. Przez całe dekady obie strony Żelaznej Kurtyny bały się takiej ewentualności, bo oznaczałoby to trzecią wojnę światową. Dlatego właśnie – paradoksalnie – broń atomowa służyła do tego, aby stać i nie być używana. Późniejsza katastrofa w Czarnobylu tym bardziej uświadomiła ludziom jak niebezpieczna może być radiacja, a szary, opuszczony Czarnobyl wpłynął na wyobrażenia o tym, jak wyglądałby świat po kataklizmie atomowym.

Aupwe Mutant z FalloutaOpowiadaliśmy już o społeczeństwie w postapokalipsie i o tym, jak ten gatunek odróżnia się od dystopii. Promieniowanie jest istotnym elementem świata po katastrofie atomowej, bo utrzymuje się całe lata i ma dalekosiężne skutki dla zdrowia ludności i dla środowiska naturalnego. Widać to chociażby w serii gier Fallout, gdzie gracz nie tylko musi pamiętać o promieniowaniu w określonych strefach, ale też spotyka na swojej drodze zmutowane zwierzęta i ludzi. Ci ostatni, zresztą, są obiektem uprzedzeń ze strony niezmutowanych osobników i mają własną enklawę w pobliżu Diamond City.

Co ciekawe, katastrofa atomowa jest też obecna w powieści Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? (na podstawie której powstał potem Łowca androidów). Owa katastrofa miała miejsce dawno temu, ale ludzie nadal odczuwają jej skutki. Promieniowanie sprawiło, że żywe zwierzęta są rzadkością i posiadanie zwierzątka domowego jest luksusem; a „speciale” – ludzie dotknięci radiacją i na jej skutek upośledzeni umysłowo lub fizycznie – są marginalizowani. Nie mogą, na przykład, mieszkać w tych samych miejscach, co ludność „normalna”, tylko ograniczyć się do stref, gdzie promieniowanie jeszcze się utrzymuje; i nie mogą podróżować na Marsa tak jak wielu „normalnych” ludzi, którzy są zachęcani do kolonizowania kosmosu. Chociaż ich choroba jest winą kogoś innego, „speciale” są traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Mamy więc tutaj ponurą wizję społeczeństwa, które musi sobie jakoś poradzić po katastrofie atomowej.

Choć wiemy, że radiacja nie sprawia, że zwierzęta nagle zamieniają się w wielkie potwory, a ludzie nie stają się mutantami, lęk przed promieniowaniem i jego wpływem na żywe organizmy był i nadal jest silnie sprzężony z naszą percepcją energii jądrowej. Jednocześnie są to historie nie tylko o bombie atomowej i promieniowaniu, ale i o społeczeństwie i o nas samych – obojętnie czy jest to wielki potwór, superbohater, czy zniszczony świat.

Napisz komentarz (bez rejestracji)