Zuzanna Patkowska 21.03.2022

Schrony dla Warszawiaków – co warto wiedzieć?

Bunkier

Od niemal miesiąca trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Nie trudno w tym ruchu Putina doszukiwać się dążenia do odbudowania mocarstwa ZSRR, toteż Polacy boją się, że wojska rosyjskie przeniosą się na ich ojczyznę. Dlatego też coraz częściej podejmowany jest temat schronów i bunkrów, które pozwolą cywilom ukryć się przed rosyjskimi bombami.

Pytanie czy możemy liczyć na schrony, które zostały zbudowane jeszcze w czasach PRL-u, czy też może obywatele powinni sami zacząć budować bunkry na przyszłość?

Schrony w Warszawie – stan na dzień dzisiejszy

W okresie zimnej wojny powszechne były lęki przed atakami bombowymi państw po przeciwnej stronie Żelaznej Kurtyny. Amerykanie bali się rosyjskich głowic, podczas gdy Rosjanie – głowic amerykańskich. W obawie przed bombami atomowymi Stanów Zjednoczonych wybudowano na terenie Polski kilka specjalistycznych bunkrów – niektóre znajdowały się pod budynkami mieszkalnymi, inne pod urzędami.

Atak rosyjski na Ukrainę sprawił, że zaczęto zastanawiać się nad stanem polskich schronów. Niestety, okazało się, że w samej stolicy większość z nich nie daje się do użytku.

Daria Siemon z portalu Na Temat przeprowadziła śledztwo dziennikarskie w sprawie warszawskich bunkrów. Jak donosi, jeszcze osiem lat temu ta kwestia była podejmowana i Hanna Gronkiewicz-Waltz (pełniąca wtedy urząd prezydenta Warszawy), oświadczyła, że obecne przepisy nie definiują „schronu i ukrycia”, a co za tym idzie – nie jest określony organ państwowy, któremu przypadłyby kompetencje budowania i utrzymywania schronów.

Niedawna rozmowa dziennikarzy Na Temat z ratuszem zakończyła się stwierdzeniem urzędników, że „w Warszawie nie ma żadnych schronów”. Mimo wszystko jednak przecież jakieś schrony powinny być – zarówno po drugiej wojnie światowej, jak i po czasach PRL-u. Jak twierdzi specjalista Mariusz Wasilewski (również w rozmowie z Na Temat), wynika to z tego, że urzędy ukrywają wiedzę o bunkrach cywilnych, chociaż dla obywateli powinna być ona ogólnodostępna. Niepokojące jest też to, że nawet nie prowadzi się ewidencji schronów warszawskich.

Jeszcze w okresie PRL-u za schrony odpowiadała Liga Obrony Kraju we współpracy z Urzędem Miasta, jednak potem została rozwiązana. Teoretycznie większość wybudowanych w czasach zimnej wojny bunkrów jest odpowiedzialnością wspólnot i spółdzielni budynków, pod którymi zostały wybudowane, ale w praktyce dość często zdarza się, że nie wiadomo kto w zarządzie spółdzielni ma klucze do schronów. Nawet jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, zwykle osoba odpowiedzialna albo zgubiła klucze, albo jest na urlopie, albo choruje. Według Wasilewskiego „rozmowy, żeby otworzyć schron trwają tygodniami”.

Kolejny problem stanowi sam stan schronów. Nie tylko mają one przestarzały i zniszczony przez czas sprzęt, lecz także ludzie nieopatrznie zamurowują albo likwidują wejścia do schronów albo czerpnie powietrza, odpowiedzialne za dostarczanie tlenu do bunkru. Jest to niebezpieczne również dlatego, że jeśli by doszło do zawalenia budynków (za sprawą bombardowania, ale też bardziej codziennych przyczyn), mieszkańcy byliby odcięci od drogi ewakuacyjnej. Zapewne właśnie dlatego Wasilewski wspomina o tym, jak zadzwonił kiedyś do Centrum Zarządzania Kryzysowego i usłyszał, że „ze schronów nie należy korzystać”, gdyż są one zbyt niebezpieczne.

Teoretycznie istnieje jeszcze jedna możliwość ochrony przed bombardowaniem – warszawska linia metra. Odwieczny problem warszawskiego metra polega jednak na tym, że jest ono krótkie i nie tak dobrze rozwinięte jak tego typu infrastruktury w innych krajach. Jest to jeden z naszych wielkich kompleksów, jednakże w przypadku ewentualnego wykorzystania metra jako bunkra przed atakiem bombowym, pojawia się kwestia tego, że tak naprawdę tylko mały odcinek metra – od Wierzbna do Kabat – jest przystosowany do bycia schronem (ma odpowiednie zabezpieczenia i bramy sektorowe). To łącznie osiem stacji, jednak nie wystarczy, aby mogła się w niej schronić cała populacja stolicy.

Najciekawsze jest to, że pierwsze plany linii warszawskiego metra zakładały, że będzie ono przystosowane do pełnienia funkcji bunkra. W trakcie budowy zostało to zarzucone, gdyż zbudowanie zabezpieczeń oznaczałoby dodatkowe koszty, na które miasto nie mogło sobie pozwolić. W rezultacie warszawskie metro nie byłoby odpowiednim schronem.

Co nam pozostaje? W przypadku broni konwencjonalnej (na przykład, nalotu bombowego) można udać się do podziemnych przejść i garaży, które zwykle budowane są z żelbetonu. Struktury znajdujące się pod ziemią ochronią nas przed zawaleniem się budynku, a przy tym są odporne na ogień oraz obciążenia statyczne (takie jak ciężar budynku i zabudowań) i dynamiczne (działanie sił zewnętrznych, takie jak zjawiska atmosferyczne czy wybuch). Sprawa komplikuje się w przypadku broni nuklearnej, bomb termobarycznych czy ataku bronią biologiczną – tylko niektóre miejsca w Polsce mogą nas przed tym uchronić.

Możemy jednak spróbować sami zbudować schron, jeśli mamy na to budżet i zasoby.

Zbuduj sobie schron

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powszechne było budowanie schronów przez obywateli amerykańskich, którzy obawiali się wojny jądrowej. Z czasem te obawy nieco zelżały i jeszcze niedawno budowanie bunkrów przez osoby prywatne było kojarzone raczej z paranoicznymi prepersami, szykującymi się na bliżej nieokreślony kataklizm; albo z bogaczami celebrytami, którzy budują sobie luksusowe bunkry pod swoimi willami.

Niemniej jednak już dawno wyłoniły się firmy, które zajmują się projektowaniem i budowaniem schronów dla zwyczajnych obywateli.

Amerykańskie wzorce

Jedną z nich była Atlas Survival Shelter założona przez Rona Hubbarda. Hubbard sam chciał kiedyś zbudować sobie schron, ale wszystkie oferty, na jakie natrafiał, były pomyślane na kosmiczny budżet (jeden milion dolarów, podczas gdy Hubbard zakładał najwyżej 100 tysięcy dolarów). Dlatego postanowił, że wykorzysta prowadzony przez siebie zakład wytwarzania stali i sam zacznie budować schrony po przystępnych cenach.

Na początku produkty Atlas Survival Shelter miały kształt rury i mieściły się sześć metrów pod ziemią. Taka głębokość stanowiła ochronę przed bronią konwencjonalną, nuklearną, chemiczną i biologiczną, jak również przed katastrofami naturalnymi. Schrony Altas Survival Shelter były wyposażone w pancerne drzwi, tunel wejściowy, prysznic dekontaminacyjny, generator prądu, dodatkowy tunel ewakuacyjny, a także pomieszczenia mieszkalne i spiżarnię. Tak zbudowany schron o powierzchni 30m2 i z pełnym wyposażeniem kosztował zaledwie 60 tysięcy dolarów, a bez umeblowania – 36 tysięcy. Tak niskie względem konkurentów ceny były atrakcyjne dla klientów.

W 2018 roku Donald Trump wysłał tweeta, w którym groził Kim Dzong Unowi wystrzeleniem głowic nuklearnych, gdyby północnokoreański dyktator zdecydował się zaatakować Amerykę. Wielu Amerykanów uważało to posunięcie prezydenta za na tyle ryzykowne, że wkrótce mogliby się spodziewać koreańskich bomb. To właśnie wtedy oferta Hubbarda okazała się najbardziej atrakcyjna i wkrótce Atlas Survival Shelter odnotowało największe zyski. Od tego czasu oferta wzbogaciła się o bardziej luksusowe, ale jednak nadal bardziej przystępne cenowo schrony.

Czeczeński profesjonalizm

Budowę schronów dla osób prywatnych oferują jednak też polskie firmy budowlane, chociażby nasza firma Minare. Możemy pochwalić się tym, że pracują w niej czeczeńscy specjaliści. Ponieważ w latach dziewięćdziesiątych Czeczenia przeszła dwie wojny (w 1996 i 1999 roku), pracownicy wiedzą, jak zbudować schron, aby stanowił odpowiednią osłonę przed zagrożeniami wojennymi.

Poza standardową ochroną przed bronią konwencjonalną, chemiczną, czy nuklearną, oraz systemami wentylacji łączności czy wytwarzania energii elektrycznej, schrony firmy Minare można wyposażyć w systemy automatyczne, które usprawnią i umilą życie w schronie. Systemy uzdatniania wody i jonizacji powietrza, wykrywanie i pomiar radiacji czy automatyzacja hodowli roślin sprawią, że życie w schronie będzie (przynajmniej na pewien czas) zdrowsze. Systemy alarmowe i monitorujące (zarówno audio, jak i video) pomogą zadbać o bezpieczeństwo na zewnątrz i wewnątrz schronu, a łączność pozostanie zachowana nawet w przypadku wybuchu bomby atomowej, która wywołuje szkodliwy impuls elektromagnetyczny.

Nawet w czasach pokoju własny bunkier może okazać się bardzo przydatny dla osób prywatnych. Można go wykorzystać nie tylko jako ustronne miejsce do pracy i relaksu, lecz także jako przechowalnia dla dokumentów i danych. Zwłaszcza że papierowe pliki archiwalne wymagają określonej temperatury i stopnia wilgoci, w jakich muszą być przechowywane, aby nie ulec zniszczeniu przez czas i warunki pogodowe.

Warto jednak brać pod uwagę to, że nawet jeśli ma się odpowiednią przestrzeń i budżet do zbudowania własnego schronu, jego zaplanowanie i konstrukcja mogą zająć sporo czasu, w zależności od wielkości i skomplikowania projektu. Dlatego – chociaż budowa własnego bunkra wydaje się rozsądnym pomysłem, zwłaszcza w kontekście obaw przed zbliżającą się wojną – warto omówić swoje plany ze specjalistą.

Napisz komentarz (bez rejestracji)