W poszukiwaniu Piękna. Relacje analogowo-cyfrowe

0
48

Przez dziesięciolecia drażniły nas szumy, trzaski, niestabilność parametrów, słaba dynamika nagrań oferowana przez ówczesne systemy realizacji dźwięku. Konstruowaliśmy różne układy redukcji szumów i korekcji charakterystyki. Wraz z nastaniem digitalizacji przeżyliśmy zachwyt – nie szumiało, nie trzeszczało, no i jaka dynamika! Czas euforii jednak szybko minął. Sterylność zaczęła nam doskwierać. Zaczęła męczyć. Szum okazał się potrzebny. Pojawiły się głosy tęsknoty za przestrzenią, ciepłem, słodkim zamuleniem, parzystością harmonicznych. Zaczęliśmy udowadniać wyższość naturalnego wydobycia dźwięku poprzez tarcie nad „nienaturalnym” oświetlaniem pitów laserową wiązką. Zaczęliśmy ściągać z piwnic i ze strychów wyrzucone gramofony. Konfliktować się na forach. Antagonizować. Na karb mody składać preferencje „analogów”, mody, która wieczny powrót ma wpisany w definicję.

Gloryfikowanie analogu miało nie być jednak krokiem do przeszłości. Owszem, ślad nostalgii jest widoczny, częściej jednak główną rolę grają tu pragnienia, doświadczenia wrażeń oryginalnych, wcześniej nieobecnych, nowych, innych.

Cyfryzacja wyrastała z analogu. Z niespełnionych przez analog pragnień. Od początku oba światy żyły w splocie. Cyfrowe produkcje z lat 70. wydawane jeszcze na winylach brzmiały znakomicie, choć wartości parametrów tych realizacji daleko odbiegały od przyjętych dziś standardów. Pasja realizatorów nagrań, ich fachowość, podejście i zaangażowanie były tu kluczowe. Nie stosowano żadnych skrótów, bowiem Muzyka była najważniejsza.

Uwikłanie cyfry w loudness war, chodzenie na łatwiznę algorytmów dla kompresji stratnych, taśmowa produkcja tandetnych urządzeń odsłuchowych, partactwo realizatorów nagrań, wydają się być odpowiedzialne za „cyfrowe” zniechęcenie. Także mniej wybredny słuchacz, z preferencją poruszania się w słuchawkach ze smartfonem, ma w tym udział. Rynek przecież rządzi.

Digitalny przekaz ciągle nie jest doskonały. Wciąż ewoluuje, modeluje swoją specyfikę, a w tym samookreśleniu czerpie z badań psychoakustycznych, „interferuje” przyglądając się sygnałom sinusoidalnym. Cyfrowe poszukiwania oscylujące wokół brzmień „ciepłych” i „okrągłych” pokazują jak istotne są analogowe referencje, jak kluczowe jest znaczenie wrażeń, odczuwania piękna dźwięku.

Systemy hybrydowe eksperymentalnie wdrażane dzięki branżom realizatorów i wydawców wskazują na wagę owych korelacji – Almost Analogue Digital, cyfrowa kopia analogowej taśmy-matki, traktowana jest przez niektórych melomanów jako format przekazu referencyjnego.

Do analogowej sfery odwoływał się też Super Audio CD – projekt przez wielu traktowany wręcz „analogowo”, mający być uosobieniem sinusoidalnego wdzięku. SACD miał brzmieć jak analog, analog w cyfrowym obszarze – doszukiwano się odniesień w sposobie kodowania (Direct Stream Digital), w braku filtrów decymacyjnych. Mariaż cyfrowej precyzji z analogową przestrzenią. Twórcy formatu mieli nadzieję, iż wyznawcy starej wiary dokonają nawrócenia – zniechęceni chłodem płyty kompaktowej odnajdą pełnię dźwięku w SACD. Realizacja projektu nie powiodła się. Nie wszyscy „analogowi” mieli okazję go usłyszeć, ci którzy usłyszeli, nie dostali szans pełnego urzeczywistnienia. Zadecydował splot okoliczności. Zmiany w polityce korporacji odpowiedzialnych za wdrażanie projektu (Sony, Philips), wybuch wojny formatów (DVD-Audio), nieobecność w segmencie car-audio, pojawienie się Napstera. Inicjatywa upadła, choć w Japonii format ciągle jest obecny – taśmy produkcyjne opuszczają urządzenia Luxmana, Marantza, Accuphase’a, wydawane są tytuły. Powstają kolejne technologie produkcji płyt: SHM-SACD – zastosowanie nowych materiałów (bardziej przezroczyste tworzywo, specjalny stop użyty do produkcji warstwy z wytłoczoną ścieżką) może przydać formatowi jeszcze więcej „analogowości”.

Wydaje się, iż pracy nad systemem MQA, streamowania plików hi-res, również towarzyszył ten analogowy sznyt – idea bezstratnego przekazu wszelkich niuansów materiału nagranego w studiu, koncepcja pliku będącego wierną kopią studyjnej realizacji, kopią oryginalnej taśmy. Bezkompromisowy, oparty na badaniach psychoakustycznych pomysł eliminacji czasowych przesunięć rytmicznych generowanych przez filtry w konwerterach AD/DA, przesunięć większych niż te skorelowane przez aparat słuchowy z naturalnym dźwiękiem i być może odpowiadających za subiektywne wrażenie „cyfrowości” brzmienia. W efekcie – naturalny, pełny i czysty przekaz sceny muzycznej.

Od cyfrowej realizacji ucieczki już nie ma, a kontakt z analogiem pozostanie zawsze romantyczną i piękną przygodą. Można mieć nadzieję, że ich wzajemne relacje zaowocują kiedyś formatami oddającymi pełnię, charakter i najlepsze cechy obu tych systemów. Że melomanom będzie dane cieszyć się prawdziwym pięknem dźwięków. Bowiem najważniejsza jest Muzyka.