Zdigitalizowany analog – o kondycji współczesnych winyli

0
47

Wybór pomiędzy brzmieniem analogowym i cyfrowym wydaje się być poparty tyleż obiektywnymi, co subiektywnymi przesłankami. I można znaleźć szereg argumentów popierających wyższość jednej opcji bądź drugiej. Wydaje się więc najrozsądniej wybór ów złożyć na karb osobistych preferencji, upodobań, oddziaływania na wyobraźnię itp. Poniżej kilka uwag na temat relacji analog-cyfra w kontekście rejestracji i reprodukcji dźwięku na płycie winylowej.

Skomplikowane relacje analoga i cyfry

Zwolennicy brzmień cyfrowych podkreślać będą ich przewagę techniczną w zakresie dynamiki, poziomu szumów i zniekształceń, lepszej separacji kanałów.

Miłośnicy analoga będą psychologizować, podkreślając naturalność i bezpośredniość, która procentuje w relacji z anatomią ludzkiego aparatu słuchowego, mówić o lepszej rozdzielczości dźwięków równoczesnych (CD ma akcentować pierwszy plan), czytelności muzycznego przekazu (intencji artysty), zaletach liniowości (rowek płyty odpowiada ruchom membran przetworników), nieskończonej rozdzielczości (brak składania sygnału po kawałku), wskazywać na lepsza dynamikę pojedynczych instrumentów, większą liczbę składowych harmonicznych, podkreślać ogromny wpływ (większy niż w przypadku cyfry) jaki wywiera na charakter dźwięku odpowiednie wykonanie płyty, zastosowany sprzęt odsłuchowy itp.

Czy jednak te dwa światy są od siebie aż tak odległe? Patrząc z perspektywy współczesnego winylowego longplaya widać jak bardzo są one ze sobą związane. Innymi słowy, na to jak bardzo istotne są ich wzajemne relację wskazuje odpowiedź na pytanie dlaczego współczesny winyl brzmi na ogól źle i co odpowiada za to, iż wszystkie argumenty mogące za nim przemawiać, w obliczu tej niskiej jakości, tracą na znaczeniu. Ma to szczególne znaczenie gdy uświadomimy sobie, iż od cyfry raczej odwrotu już nie ma i analogowe taśmy matki w swej powszechności należą do historii.

O „wyższości” analoga czyli dlaczego współczesny winyl gra tak jak gra.

Oczywiście płyty nacinane z analogowej taśmy brzmią inaczej niż nacięte z pliku. Ortodoksyjni melomani – audiofile – kolekcjonerzy niezwykłym szacunkiem darzą tłoczenia płyt winylowych sygnowane AAA – analogowa rejestracja, mastering i reprodukcja – podkreślając ich niezwykłe walory dźwiękowe. Za widoczny obecnie spadek jakości winylowej płyty czynią odpowiedzialnymi literki „D” pojawiające się na początku tego ciągu: winna jest tym samym digitalizacja niektórych procesów produkcyjnych – płyta nacięta z taśmy analogowej brzmi inaczej (czyt. lepiej) niż z pliku cyfrowego – i już. Ale…

Wiadomo – sygnał podczas nagrania materiału przeznaczonego do reprodukcji w formie płyty winylowej nie musi być realizowany w postaci analogowej. Rejestracja może odbywać się cyfrowo, a tuż przed nacięciem acetatu sygnał może zostać poddany konwersji do postaci analogowej za pomocą odpowiedniego przetwornika cyfrowo-analogowego.

Większość współczesnych winyli powstaje właśnie w ten sposób i jest na ogół analogową wersją cyfrowego materiału. Jak wspomniano, ortodoksyjnych audiofilów często taki hybrydowy materiał nie jest w stanie zadowolić, jednak istnieją opinie, iż nie jest to zawsze uzasadnione podejście.

Niektórzy zwracają uwagę, że cyfrowe pliki z przeznaczeniem nagrań winylowych w wielu przypadkach nie są poddawane kompresji ani korekcji częstotliwości, jak ma to miejsce w przypadku plików cyfrowych realizowanych pod kątem odtwarzania za pomocą popularnych słuchawek. Traktując winyle jako pewien dodatek skierowany do nielicznej grupy odbiorców, nie ingeruje się w jego produkcję, co paradoksalnie niekiedy przekłada się na ich zaskakująco dobre brzmienie.

Inni wspominają wręcz o korzyściach tego typu procesu produkcyjnego, pojawiających się w kontekście nagrań CD, a wynikających z zastosowania plików wysokiej rozdzielczości (24/192 czy nawet DSD) podczas nacinania płyty winylowej – longplay może stać się w ten sposób analogowym obrazem pliku hi-res.

Niestety opinie o złej jakości współczesnych analogów tłoczonych w oparciu o materiał cyfrowy nie są na ogół przesadzone. Czy zatem winien temu jest plik obecny na wstępnym etapie realizacji nagrania?

Wszechobecna digitalizacja

Digitalizacja na etapie rejestracji nagrań obecna była na długo przed erą płyt CD. Nagrania rejestrowane cyfrowo pojawiały się na winylowych płytach już od początku lat 70. w Japonii i Stanach Zjednoczonych. I choć ówczesne parametry nagrania – częstotliwość próbkowania oraz liczba bitów słowa (rozdzielczość) – daleko odbiegały od obecnych norm, jakość realizacji jest zaskakująco wysoka, nawet w porównaniu do nagrań dokonywanych za pomocą analogowych taśm – matek. Trzeba jednak zaznaczyć, iż nagrania takie odbywały się w sposób niezwykle staranny, z zastosowaniem najwyższej dostępnej wówczas klasy urządzeń oraz znakomitych specjalistów – pasjonatów w dziedzinie realizacji dźwięku, którzy „wierzyli”, iż cyfrowa postać dźwięku będzie remedium na wszelkie niedostatki rejestracji magnetofonowej – niską dynamikę, szumy, zniekształcenia – doskonale znali się na swojej robocie, dokonując swoistych cudów podczas realizacji materiału. Czynnik ten wydaje się decydować o jakości pierwszych nagrań zrealizowanych w technice cyfrowej.

Pierwszą płytą nagraną w ten sposób był materiał Something – Steve Marcus + Jiro Inagaki & Soul Media z 1971 roku. LP wydany został przez ówczesnego pioniera w tej dziedzinie wytwórnię Nippon Columbia (Denon) w Japonii. Inżynierowie Nippona realizację nagrania oparli na prototypie dwukanałowego rejestratora zbudowanego w 1969 roku przez japoński Technical Research Laboratory powstały w oparciu o system Pulse Code Modulation opracowany w latach 30. przez amerykańskie Bell Labs.

Pierwszym nagraniem cyfrowym dokonanym poza Japonią była płyta Stravinsky: Firebird & Borodin: Polovtsian Dances w wykonaniu Atlanta Symphony and Chorus pod dyrekcją Roberta Shawa. Realizacji dokonała wytwórnia Telarc w oparciu o rejestrator opracowany przez firmę Soundstream.

Za kiepską jakość dzisiejszych winyli trudno zatem winić jedynie wszechobecną digitalizację, a raczej, przypatrując się współczesnym praktykom, nierzetelne podejście podczas produkcji tego rodzaju wydawnictw. Użycie słabej jakości sygnału (wykorzystywanie plików CD, niekiedy nawet konwertowanych z mp3), brak osobnego masteringu (brak uwzględnienia specyfiki sygnału reprodukowanego za pomocą tłoczonego longplaya), niechlujny sposób nacinania acetatu LP (niekiedy brak jakiegokolwiek wpływu wydawnictwa na ten etap produkcji), brak kopii testowych (cięcia kosztów) stało się bowiem powszechne. Należy zdawać sobie sprawę z tego, iż współczesny winyl powstaje z materiału rejestrowanego głównie na potrzeby streamingu i (rzadziej) produkcji płyt CD, longplay winylowy jest często jedynie dodatkiem, do produkcji którego wytwórnia się po prostu nie przykłada.

Jak wspomniano, od cyfrowej rejestracji raczej odwrotu już nie ma. Analogowe systemy pozostaną domeną pasjonatów i hobbystów. Najbliższa przyszłość należy zatem do cyfry i odpowiedzialnych decyzji produkcyjnych. Digitalny sygnał jest wielkim udogodnieniem, także podczas realizacji materiału w tłoczni płyt, jednak odpowiednia kontrola procesu oraz znajomość specyfiki winylowej rejestracji będą zawsze niezbędne, kluczowe i decydujące.