Zuzanna Patkowska 30.11.2021

Etycznie o piractwie internetowym

Etycznie o piractwie internetowym

Wielu z nas przynajmniej raz w życiu ściągnęła coś z internetu albo obejrzała coś na pirackich stronach. Można również cofnąć się do czasów PRL-u albo lat dziewięćdziesiątych, kiedy to na bazarach kupowało się zgrane i powielone płyty zagranicznych zespołów. Dzisiaj piractwo jest łatwiejsze niż kiedyś, ale też od jakiegoś czasu podejmowana jest kwestia praw autorskich, zarówno poszczególnych osób, jak i korporacji.

Jak jednak spoglądać na piractwo? Można uważać je za zwyczajną kradzież, ale też jako szerzenie wolności, a nawet pewnego rodzaju bunt przeciwko niektórym praktykom korporacyjnym. Sprawę można rozważać na kilku płaszczyznach.

Łatwy dostęp i prawo do niego

W momencie, kiedy jesteśmy już częścią globalnej wioski, dostęp do szeroko pojętych dóbr kultury jest o wiele większy. Jednocześnie jednak w pewnym miejscach na świecie wciąż ten dostęp jest ograniczony. Ileż to razy klikaliśmy na jakiś filmik i widzieliśmy komunikat: „Ten film nie jest dostępny dla Twojego regionu”? Nie mówiąc już o tym, że niektóre seriale są legalnie dostępne tylko na określonych platformach, które zwykle nie prowadzą usług dla Polski (jak Disney Plus). Dodajmy do tego cenzurę, która ma miejsce w różnych krajach (takich jak Chiny, Korea Północna czy Iran) i zobaczymy, że legalny dostęp do dóbr kultury nie jest w cale taki łatwy.

Teoretycznie ten problem można rozwiązać korzystając z usługi VPN, dzięki której nie tylko ukryjemy swoje położenie, lecz także będziemy mogli wybrać oznaczenie, że znajdujemy się w innym kraju. Ale nie każdy chce płacić dodatkowe pieniądze, aby móc oglądać ulubiony serial, skoro istnieje prostszy i – przeważnie – bezpłatny sposób.

Platformy pirackie, takie jak Putlocker czy 123movies nie wymagają od nas płatnych subskrypcji, a mają bardzo ogromne archiwum starych i nowych filmów i seriali. Jeśli więc ktoś chciałby się zapoznać z filmem lub serialem, który nie był, nie jest i prawdopodobnie przez dłuższy czas nie będzie puszczany w polskiej telewizji lub na Netfliksie, bardziej będzie skłonny skorzystać z platformy pirackiej niż poczekać aż dany utwór znajdzie się w usłudze VOD.

Kwestia dostępu nie dotyczy jednak tylko filmów i seriali, lecz także obejmuje książki, prasę i badania naukowe. Wiele portali internetowych wymaga zapłaty albo wykupienia subskrypcji za możliwość przeczytania artykułów, które ktoś chciałby przeczytać. Czasami dostęp do danych badań mają tylko studenci i pracownicy naukowi określonej uczelni, podczas gdy reszta nie może z nich swobodnie korzystać w internecie i w najlepszym razie musi udać się do czytelni danego wydziału.

Dlatego wręcz zachęca się ludzi do tego, aby ściągali materiały naukowe i udostępniali je innym w chmurze lub na serwerach. Uważa się to wręcz jako usprawiedliwiony przypadek piractwa, gdyż jakaś wielka organizacja ogranicza dostęp do informacji, do których prawo powinien mieć każdy człowiek.

Piractwo a wspieranie twórców

Dzięki oglądaniu filmów i seriali z legalnych źródeł (na przykład, oglądania filmów w kinach, czy seriali na platformie streamingowej VOD albo w telewizji) możemy też wspierać twórców. Oglądalność jakiegoś filmu czy serialu daje studiu do zrozumienia, że jest popyt na dany produkt i warto w niego inwestować – tworzyć sequele, dawać zielone światło kolejnym sezonom, promować dany utwór na szerszą skalę. Poza tym oglądalność oznacza również wspieranie finansowe danego twórcy, co jest szczególnie ważne w przypadku filmów niezależnych. To samo tyczy się też książek – kupno książki wspiera nie tylko wydawnictwo, lecz także pisarza, który otrzymuje wynagrodzenie z tantiemów.

Historia zna przypadki, kiedy twórcy byli wykorzystywani przez wielkie korporacje lub chciwych współpracowników; i ich własność intelektualna właściwie została im skradziona. Wielcy pisarze, muzycy i filmowcy żyli w nędzy, podczas gdy inni czerpali korzyści z ich utworów. Bill Finger, ojciec Batmana, czy Jan Tarka, autor „Białego misia”, to tylko niektóre przykłady twórców, którzy zostali ograbieni ze swojej własności intelektualnej i dopiero po latach uznano ich wkład.

W tym kontekście piractwo jest moralnie złe.

Ale powiedzmy, że nie przepadasz za jakimś twórcą – czy to ze względu na jego osobowość, czy to ze względu na jego poglądy i ugrupowania, które wspiera – ale jesteś fanem tworzonej przez niego serii. Na przykład, lubisz filmy i seriale Disneya, ale studio prowadzi niemoralne praktyki. Disney jest już i tak wielomiliardową firmą, tak więc piractwo kilku tytułów nie sprawi mu różnicy, i może być dobrym kompromisem – możesz oglądać ulubione filmy i programy, jednocześnie nie dając pieniędzy firmie znanej ze swoich nieetycznych zachowań biznesowych.

To samo tyczy się książek, komiksów, muzyki czy gier. Może się okazać, że po latach reżyserzy, aktorzy, pisarze, muzycy czy developerzy zrobili lub powiedzieli coś złego lub skandalicznego. Oglądanie, czytanie, słuchanie czy granie w dany utwór – niezależnie od tego, jak bardzo nam się podoba – może wiązać się ze wspieraniem ludzi, którymi pogardzamy (nie mówiąc już o tym, że czasami nawet kontrowersyjna osoba twórcy może zabić w nas przyjemność z danego utworu).

Z tym, że na stworzenie utworu zwykle składa się praca wielu osób – ktoś musi robić ilustracje, ktoś musi tworzyć animację, ktoś inny programuje lub podkłada głos pod postaci. W wielkich firmach za serial, film lub grę odpowiada określony zespół, który nieraz nie ma nic wspólnego z nieetycznymi działaniami firmy i chce tylko doprowadzić swój mały projekt do końca i sprawić, że będzie sukcesem. Jeśli będziemy korzystać z tego projektu z nielegalnych źródeł, możemy sprawić, że nikt nie zainteresuje się twórcami i ich kolejnymi projektami.

Kwestie ekonomiczne

W 2019 roku Izba Handlowa USA wydała dokument o wpływie piractwa na krajową ekonomię. W dokumencie oszacowano, że piractwo kosztowało utratę pracy 230,000-560,000 osób. Kapitalizm jest nieubłagany i straty związane z piractwem mogą odbić się na pracownikach danej firmy, a nie na jej zarządzie.

Z drugiej strony jednak owe firmy rzadko kiedy robią cokolwiek, aby przeciwdziałać piractwu w inny sposób niż zakazywanie komuś używania nawet fragmentów danego utworu. Jak już wspominaliśmy wyżej, w wielu miejscach dostęp do jakiejś książki, filmu, komiksu, muzyki czy serialu jest ograniczony, a nawet niemożliwy, tak więc piractwo wydaje się jedynym sposobem, aby móc korzystać z jakiegoś utworu. Na ile więc owe rzesze bezrobotnych są winą ludzi korzystających z pirackich platform, a na ile korporacji, które ograniczają dostęp do danego utworu, i rządów, które wprowadzają do swoich krajów cenzurę?

Swego czasu Netflix był rewolucyjną stroną – płaciło się raz na miesiąc subskrypcję i miało się dostęp do niezliczonej ilości seriali i filmów, i można było pominąć czołówkę, a także wybrać język filmu/serialu albo napisów. Nie było też nachalnych reklam, które widzimy w telewizji. Z czasem Netflix zaczął też wypuszczać własne produkcje, które też okazały się (przeważnie) niesamowitym sukcesem.

Ale wkrótce i inne firmy zwęszyły potencjał finansowy i stworzyły własne platformy streamingowe, jednocześnie powoli wycofując swoje produkcje z Netflixa. Od razu podniosły się głosy, że to jest przeciwne założeniom Netflixa, gdzie zamiast kilku konkurencyjnych kanałów, użytkownik ma wszystko, co chce w jednym miejscu, niemniej jednak taki obrót wydarzeń jest w zasadzie naturalny – jeśli jakaś strategia biznesowa działa, inni ją naśladują.

Nie oszukujmy się – większość ludzi, kiedy korzysta z pirackich stron internetowych, nie myśli o ekonomicznym aspekcie swojej działalności; ani nie chce uderzyć po kieszeniach wielką korporację lub nielubianego twórcę, ani nie chce pokazać, że dostęp do danego utworu powinien być łatwiejszy. Chodzi tylko i wyłącznie o wygodę, jaką daje piractwo. Zapewne też w najbliższym czasie piractwo nie zniknie, zwłaszcza w takich krajach jak Polska, gdzie większość platform streamingowych jeszcze nie dotarła i zapewne długo jeszcze nie dotrze.

Dlatego etyczna kwestia piractwa będzie do nas wracać. Tak jak w przypadku większości problemów, większa świadomość może nam pomóc podejmować lepsze decyzje.

Napisz komentarz (bez rejestracji)